Aptekarze - wrogowie dwóch reżimów

Obrazek użytkownika farmacja.pl
Autor: farmacja.pl / Opublikowano: 2017-05-22 10:00:00 /

Artur Guzicki jest autorem artykułu pt. 'Aptekarze - wrogowie dwóch reżimów', który ukazał się niedawno w portalu superhistoria.pl. Opisana przez niego historia tego zawodu, rzuca nowe światło na jego rolę i znaczenie nie tylko dla lokalnych społeczności, ale i całego kraju.

- Aptekarze w danej Polsce cieszyli się sporym autorytetem. To nie byli prości sprzedawcy leków. Do nich przychodziło się po radę w sprawie drobnych schorzeń i urazów. Aptekarze brali na siebie część odpowiedzialności za stan zdrowia lokalnych społeczności. Im mniejsza ta społeczność, tym większa była odpowiedzialność, ale też szacunek i prestiż. To nakładało na tę grupę zawodową kolejne obowiązki. Aptekarze zrzeszeni w swoich izbach często wpływali na sprawy ogólne, które daleko wykraczały poza sprzedaż leków.

Guzicki przypomina w swoim artykule, że w czasie II wojny światowej wielu polskich aptekarzy czynnie wspomagało ruch oporu. Farmaceuci prowadzili konspiracyjne szkolenia sanitarne. Często bezpłatnie przekazywali walczącym partyzantom leki i środki opatrunkowe. W 1945 roku polskie apteki, a raczej to co z nich zostało, stawały się łupem „wyzwalającej” kraj Armii Czerwonej. Wkraczający do polskich miast sowieccy żołnierze często pierwsze kroki kierowali właśnie do miejscowej apteki. Na miejscu wypijali wszystko, co pachniało alkoholem. Reszta była konfiskowana na potrzeby wojska.

- 8 stycznia 1951 roku Sejm skończył z prywatą polskich aptekarzy. Na mocy ustawy „O przejęciu aptek na własność państwa” zostali z dnia na dzień pozbawieni dorobku często kilku pokoleń. Tego samego dnia do Prezydiów Wojewódzkich Rad Narodowych trafiło pismo, w którym Minister Zdrowia nakazuje natychmiastowe przejęcie aptek. Od tego dnia apteka stała się formalnie placówką służby zdrowia i jako taka nie mogła pozostać w rękach prywatnych. Akcja nacjonalizacji aptek była świetnie przygotowana - pisze autor.

9 stycznia w teren wyruszyły specjalne komisje zaopatrzone w kopie tego pisma, których zadaniem było poinformowanie o nowych przepisach właścicieli i pracowników aptek i natychmiastowe przejecie ich mienia.

- Jak zawsze w takich sytuacjach do akcji włączyła się prasa. Czytelnicy gazet dowiadywali się, że aptekarz do którego od lat chodzili po radę i pigułki, to obcy klasowo paskarz i wyzyskiwacz - pisze Guzicki. - Dziennikarze rozpisywali się o licznych nadużyciach, zdzierali z twarzy farmaceutów maski, pod którymi ukrywali oni wrogi stosunek do pacjentów. Pacjent dowiadywał się, że każda prywatna apteka była nastawiona na maksymalny zysk, a jaj właściciele przez te lata kiedy społeczeństwo budowało socjalizm, nie robili nic innego jak tylko pasożytowali na zdrowej takce społecznej. Kosztem ludzi chorych i starych nabijali sobie kabzy.

Zdaniem autora jednym ze skutków przeprowadzonej w styczniu 1951 roku „reformy” był bezpowrotny upadek etosu zawodu aptekarza. Co prawda nadal doradzali pacjentom się w sprawie leków, a częściej ich substytutów, jednak sami aptekarze na całe dziesięciolecia zrezygnowali z wpisanej przez pokolenia w ten zawód tradycji angażowania się w sprawy społeczne. Aptekarz został, podobnie jak większość ludzi w PRL-u, pracownikiem najemnym, do tego marnie opłacanym. Praca wysoko wykwalifikowanych fachowców wyceniana była nieznacznie lepiej niż ekspedientów zatrudnionych na przykład w sklepach tekstylnych.

Polecamy lekturę całego artykułu na SuperHistoria.pl.

Źródło: superhistoria.pl

Udostępnij
PILNE
ZAMKNIJ
Oświadczenie

Dostęp do zawartości serwisu farmacja.pl jest możliwy
dla osób uprawnionych do wystawia recept
lub osób prowadzących obrót produktami leczniczymi.

Oświadczam, że jestem lekarzem, farmaceutą
lub osobą prowadzącą zaopatrzenie w produkty lecznicze.


Akceptuj