REKLAMA
Autor: Redakcja mgr farm Opublikowano: 2 stycznia 2020

Braki leków to efekt wojny sieci aptek z aptekami indywidualnymi

Artykuł pochodzi z serwisu
REKLAMA

W ciągu dwóch lat od uchwalenia „apteki dla aptekarza”, około tysiąca indywidualnych aptek zostało przejętych przez zagraniczne firmy. Zdaniem Marcina Wiśniewskiego – prezesa Związku Aptekarzy Pracodawców Polskich Aptek – koncentracja na rynku aptecznym postępuje, czemu nie potrafi zapobiec słaba inspekcja farmaceutyczna. Jednym z elementów walki sieci aptek z aptekami indywidualnymi są braki leków…

W wywiadzie jakiego Marcin Wiśniewski – prezes Związku Aptekarzy Pracodawców Polskich Aptek (ZAPPA) – udzielił serwisowi mZdrowia.pl, podsumowuje ostatnie dwa lata funkcjonowania ustawy „apteka dla aptekarza”. Jego zdaniem ustawa ta przyczyniła się do niemal całkowitej likwidacji nielegalnego wywozu leków.

– Przed jej uchwaleniem każda spółka, która miała cofnięte zezwolenie z powodu nielegalnych praktyk, z łatwością je odtwarzała i kontynuowała działania. Obecnie to jest niemożliwe. Dlatego w mojej ocenie praktycznie zniknął nielegalny wywóz leków z aptek – mówi Wiśniewski.

REKLAMA

Przyznaje jednocześnie, że są obszary, w których ustawa się nie sprawdziła. Winę za to farmaceuta zrzuca jednak na inspekcję farmaceutyczną, która zawodzi tam gdzie powinna z urzędu podejmować działania związane z ograniczaniem koncentracji na rynku aptek (czytaj również: GIF poparł ZAPPA w sprawie cofnięcia zezwoleń dla DOZ).

REKLAMA

– To nie jest personalny atak na konkretnego inspektora, zaznaczę od razu, ale stwierdzenie faktu. Inspekcja jest w tej materii po prostu niewydolna. Koncentracja postępuje z naruszeniem jej zapisów prawa. Od momentu wejścia ustawy w życie około tysiąca aptek zostało przejętych przez głównie zagraniczne sieci. To kolejne 7 proc. rynku – podkreśla szef ZAPPA.

Apteki nadal są przejmowane

Wskazuje jednocześnie, że obecnie apteki są przejmowane na dwa sposoby. Pierwszym jest wykupywanie udziałów w spółkach z ograniczoną odpowiedzialnością. Druga metoda polega na „słupowaniu”. W takich sytuacjach aptekę np. w Rzeszowie kupują oficjalnie farmaceuci zatrudnieni w sieci w Gdańsku. Zaraz po przejęciu apteka przyjmuje nazwę sieci i działa w praktyce jako jej nowy element, pod nadzorem koordynatora sieci. Według przepisów karno-skarbowych stanowi to przestępstwo określane jako „firmanctwo”. Farmaceuci składają przy takiej okazji wymagane oświadczenie do wojewódzkiego inspektoratu, że nie tworzą grupy kapitałowej ani żadnych powiązań, w ramach których kontrolowaliby więcej niż 4 apteki (czytaj również: Farmaceutka przyłapana na „słupowaniu”. „Dopuściła się największego grzechu…”).

– Natomiast prawda jest inna – apteki są ściśle kontrolowane przez spółkę sieciową, farmaceuci przenoszą na tę spółkę swoje prawa i obowiązki związane z prowadzeniem apteki, a podpisane z siecią umowy są im odbierane. Ci ludzie łamią przepisy zawodowe, karne i karnoskarbowe – wskazuje Marcin Wiśniewski (czytaj również: „Apteka dla aptekarza” ocaliła indywidualne apteki).

Zdaniem farmaceuty takie sytuacje stanowią pole do działania prokuratury oraz samorządu zawodowego. A samorząd jest coraz bardziej świadom potrzeby samooczyszczania. Zdaniem szefa ZAPPA Rzecznicy Odpowiedzialności Zawodowej wkrótce będą mieli pełne ręce roboty, w związku z takimi sprawami.

Dlaczego w aptekach brakuje leków?

Zdaniem Marcina Wiśniewskiego nielegalny wywóz leków za granicę nie jest już główną przyczyną ich braku w aptekach. Jego zdaniem najważniejszym powodem problemów z dostępem do leków jest ich niska cena. W rezultacie producentom wielu leków po prostu nie opłaca się sprzedawanie ich w Polsce. O wiele więcej zarabiają na ich sprzedaży w innych krajach, do nas przywożą ilości minimalne, nawet poniżej potrzeb rynku.

– Firmy reglamentują sprzedaż. Stosują różne zabiegi, np. wysokie, europejskie ceny dla wszystkich chętnych, a niektórym – wybranym aptekom – oferują duże rabaty, przy czym liczba produktów z rabatem jest limitowana. W ten sposób dyktują warunki na rynku, apteki muszą zabiegać o towar i względy producenta – wyjaśnia szef ZAPPA (czytaj również: Reglamentacja deficytów między klientów hurtowni jest złem koniecznym).

Jego zdaniem konkurencja między aptekami opiera się obecnie przede wszystkim na dostępności do leków. Nie ma znaczenia jakość opieki, serwisu czy nawet ceny – w których nie ma już zasadniczych różnic między aptekami. Większą siłę zakupową posiadają sieci aptek, które mogą zapewnić sobie lepszy dostęp do deficytowych produktów (czytaj również: Hurtownie farmaceutyczne faworyzują sieci apteczne w dostępie do leków?).

– Ponieważ apteki sieciowe pracują głównie w dużych skupiskach ludności, kumulacja deficytowych leków w ich placówkach powoduje, że mieszkańcy małych miejscowości i terenów wiejskich mają o wiele gorszy dostęp do leków. Co ciekawe, doświadczamy własnej skórze tego, o czym świat już wiedział trzydzieści lat temu – że rozwój sieci pogarsza dostęp do leków na terenach wiejskich. Publikacje naukowych opisujące to zjawisko wydawał m.in. austriacki instytut zdrowia. Powoływaliśmy się na nie podczas prac sejmowych, argumentując potrzebę wprowadzenia AdA – podkreśla Marcin Wiśniewski w wywiadzie dla serwisu mZdrowie.pl.

Jak rozwiązać problem?

Szef ZAPPA wskazuje jednocześnie, że problem ten udało rozwiązać m.in. na Słowacji. Tam w sytuacji ciągłych braków wprowadzono twarde przepisy wymagające zapewnienia dostępności leków w sprzedaży hurtowej. Podmiot odpowiedzialny płaci wysokie kary za brak dostępności leku, który został zarejestrowany, dopuszczony na rynek i objęty refundacją.

– Za brak dostaw do apteki płaci też hurtownia. Wszystkim więc zależy, żeby lek dotarł do apteki – i problem się braków się skończył. Apteki mają pewność zaopatrzenia, niedobory przestały być problemem. – mówi Wiśniewski.

Cała rozmowa dostępna w serwisie mZdrowie.pl.

Źródło: ŁW/mZdrowie.pl

Artykuł pochodzi z serwisu
REKLAMA
REKLAMA

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych