Co za dużo, to niezdrowo

Obrazek użytkownika farmacja.pl
Autor: farmacja.pl / Opublikowano: 2016-10-31 10:09:40 /

Choć opieka farmaceutyczna w aptekach z mrzonki staje się powoli planem branym pod uwagę, wciąż jeszcze nie możemy mówić o jej istnieniu. Nie wolno jednak zapominać, że pacjenci mogą obecnie liczyć na profesjonalną poradę farmaceuty, która zakłada fachowe doradztwo tu i teraz, w przeciwieństwie do wcześniej wspomnianej formie opieki nad pacjentem. Ile i jak należy jednak doradzać, aby owa porada była wartościowa?

Wyobraźmy sobie, że przychodzi do nas Pani Nowak, lat 68 prosząc o coś od ręki na prozaiczną dolegliwość. Jak stwierdzić ile Pani Nowak wie o asortymencie apteki? Czy rozróżnia suplementy diety od wyrobów medycznych i preparatów leczniczych? Czy jest to dla niej ważne, jaką rejestrację ma prezentowany preparat? Idąc dalej, czy powinniśmy pytać o kwotę, jaką chce przeznaczyć na zakup specyfiku? Jedni chcą efektu przy niskich kosztach, część z nas uważa, że cena generuje jakość i woli za nią zapłacić.

Zaczynamy pytać jak fachowcy: czy produkt ma być dla Pani Nowak czy przyszła kupić go dla kogoś? Od jak dawna utrzymują się objawy? Czy się nasiliły? Osłabły? Widać poprawę rano a może pogorszenie wieczorem? Czy już sama stosowała jakiś preparat? Jak długo? Jak go dawkowała? Czy jest uczulona na jakieś substancje? Czy preferuje coś w tabletkach czy w syropie? Czy cierpi na inne towarzyszące choroby? Czy bierze inne leki lub suplementy diety? Lista wydłuża się w tempie logarytmicznym, a nasza Pani Nowak nie nadąża z odpowiedziami i zaczyna się zastanawiać po co to wszystko.


W zasadzie zapytaliśmy ją o najbardziej naglące sprawy, ale pozostaje jeszcze milion innych kwestii do rozwiązania – okazuje się, że Pani Nowak pytana o dietę opowiada nam o rzeczach, po których łapiemy się za głowę, gdy tylko odtworzymy w głowie listę wspomnianych leków, które przyjmuje. Pani Nowak wspomina też, że bierze to i tamto z powodu niewydolności nerek, więc automatycznie zastanawiamy się, czy nasz rekomendowany specyfik na prozaiczną przypadłość nie zrobi więcej szkody niż pożytku, jeśli jest wydalany przez nerki. Sprawdzamy więc, czy nie należałoby obniżyć dawki, z chęcią zapytalibyśmy o klirens kreatyniny, ale zwykli ludzie nie znają takich wartości na pamięć.

Skoro z nerkami jest coś nie w porządku, może z wątrobą też? Subtelnie pytamy o tą kwestię i okazuje się, że wyczuliśmy pismo nosem. Zaczynamy analizować metabolizm każdej substancji czynnej, jej aktywne pochodne, wpływ na izoenzymy cytochromu P450 i możliwe interakcje. A co z interakcjami leków, które Pani Nowak już bierze? Nagle porada z powodu prozaicznej przypadłości schodzi na dalszy plan, bo zauważyliśmy niepokojące interakcje farmakokinetyczne i farmakodynamiczne na etapie metabolizmu, dystrybucji i eliminacji. Zaczynamy wertować w głowie strony podręcznika od farmakologii, by znaleźć w ułamku sekundy bezpieczny odpowiednik dla zażywanych preparatów, pamiętając o cenie – Pani Nowak zwraca na to uwagę! – i uwzględniając współistniejące choroby…

Na całe szczęście budzimy się zlani potem w środku nocy w naszym łóżku i siadając na materacu popijamy łykami wodę ze szklanki. Przez głowę przelatuje jednak myśl – co jeśli to by było prawdą? Czy powinniśmy korzystać z całej naszej wiedzy? Czy więcej znaczy lepiej? Kiedy kończy się granica korzystna dla pacjenta, a zaczyna się przestrzeń szkodliwa dla farmaceuty? Oto on chciał coś poradzić na czubek góry lodowej, a przybiła go cała bryła lekowych problemów. Ile i jak powinniśmy doradzać, by nie zrobić krzywdy ani pacjentowi… ani sobie?

Udostępnij
PILNE
ZAMKNIJ
Oświadczenie

Dostęp do zawartości serwisu farmacja.pl jest możliwy
dla osób uprawnionych do wystawia recept
lub osób prowadzących obrót produktami leczniczymi.

Oświadczam, że jestem lekarzem, farmaceutą
lub osobą prowadzącą zaopatrzenie w produkty lecznicze.


Akceptuj