REKLAMA
Autor: Redakcja mgr farm Opublikowano: 7 maja 2020

COVID-19 i pseudonauka – nadszedł czas, by się jej przeciwstawić

Artykuł pochodzi z serwisu
REKLAMA

Jak twierdzi dziennikarz portalu Nature, Timothy Caulfield, w Internecie możemy o COVID-19 przeczytać bardzo wiele. Na przykład, że jest to produkt uboczny technologii komunikacji 5G albo mistyfikacja polityczna. Lub też, że skuteczne lekarstwa to krowi mocz, wybielacz czy kokaina. Niezliczeni guru od zdrowia polecają natomiast mikstury, pigułki i praktyki, które mają wzmocnić nasz system odpornościowy (czytaj również: Europol: w jaki sposób przestępcy korzystają na epidemii koronawirusa?). 

Jak kontynuuje Caulfield, ten wysyp nieprawdziwych informacji miał uzyskać nawet specjalną nazwę, jaką utworzyła dla niego Światowa Organizacja Zdrowia: infodemia. Na szczęście, wiele organów regulacyjnych i grantodawców w środowiskach naukowych, podjęło kroki, by się jej przeciwstawić. O problemie zrobiło się głośno (czytaj też: Głos farmaceuty w świecie fake newsów).

– Badałem rozprzestrzenianie się i wpływ fałszywych informacji przez dekady, i nigdy nie widziałem, by zajmowano się tym tematem tak poważnie jak dzisiaj. Być może ze względu na skalę tego kryzysu i wszechobecność nonsensownych informacji, wliczając w to rady, jakie proponują bardzo wpływowi politycy. Aby to pronaukowe nastawienie mogło przetrwać, wszyscy naukowcy – nie tylko kilkoro z nas – muszą opowiedzieć się po stronie jakościowej informacji – mówi Caulfield.

REKLAMA

I tu, co podkreśla Caulfield, są dwa kroki, od których powinno się zacząć.

REKLAMA

– Po pierwsze, musimy przestać tolerować i legalizować pseudonaukę dotyczącą zdrowia, zwłaszcza na uniwersytetach i w instytucjach zdrowotnych. Wiele fałszywych terapii na COVID-19 zostało przyjętych przez centra opieki zdrowotnej na wiodących uczelniach i w szpitalach.

Caulfield podaje tu za przykład Cleveland Clinic w Ohio, która proponuje metodę uzdrawiania reiko, ale także wiele podmiotów służby zdrowia w Kanadzie i Wielkiej Brytanii, w których oferowana jest homeopatia. A to tylko niewielka część problemu.

– Walka przeciwko pseudonauce ulega osłabieniu, jeżeli zaufane instytucje medyczne z jednej strony potępiają pozbawione dowodów praktyki, a z drugiej je legitymizują. Potrzebujemy prawdziwej nauki cały czas, a szczególnie w chwilach kryzysów.

Tylko naukowe dowody, a nie “pewne dowody”

Jak twierdzi Caulfield, częstą przyczyną, by usprawiedliwiać niepotwierdzone naukowo, alternatywne terapie jest to, że istnieją “pewne dowody” na to, że mogą one, wraz z efektem placebo, łagodzić cierpienie. Nie może to jednak usprawiedliwiać oszukiwania ludzi (nawet jeśli dla ich korzyści) za pomocą magicznego myślenia – a naukowcy nie mogą takiej dezinformacji pozostawić niezauważonej.

Drugi krok ma z kolei polegać na tym, że większa liczba naukowców powinna wziąć udział w publicznej walce przeciwko dezinformacji.

– Te niesprawdzone informacje używają języka pochodzącego z prawdziwej nauki – jest to fenomen, który osobiście nazywam „scienceploitation”- by legitymizować swoje produkty. I to, niestety, działa aż nadto skutecznie.

I tak, wylicza Caulfield, zwolennicy homeopatii stosują terminologię związaną z fizyką kwantową, a język, którego używa się w badaniach nad komórkami macierzystymi, służy do reklamowania spray’u, który rzekomo podwyższa odporność (czytaj również: Europa ma dość homeopatii – koniec z refundacją i sprzedażą?).

Dlatego, co z mocą podkreśla Caulfield, potrzeba naukowców reprezentujących wszystkie dziedziny, by dostarczali oni prostą informację, którą można by się podzielić, i która wyjaśniałaby, dlaczego to posługiwanie się prawdziwą nauką, jest nieodpowiednie i nieuczciwe. Musi więc zostać powiedziane, że fizyka kwantowa nie wyjaśnia homeopatii, a spray nie zwiększy odporności naszych komórek macierzystych.  

Nauka musi być prosta, a informacja prawdziwa

W świecie, w którym istnieją ruchy antyszczepionkowe oraz te, które zaprzeczają zmianom klimatu, może się to wydawać pozbawione sensu, jednak, zaznacza Caulfield, potrzeba wysiłku jeszcze większej ilości naukowców. Bo sprawdzone, naukowe informacje wcale nie są łatwe do znalezienia. Okazuje się, że przy szybkim wyszukiwaniu, możemy znaleźć tylko jedną publiczną wypowiedź fizyka, który obalał teorię dotyczącą fizyki kwantowej i homeopatii, mimo że co do tego panuje powszechna zgoda.

Caulfield powołuje się również na wypowiedź Claire Wardle z Uniwersytetu Harvard w Cambridge, Massachusetts, która brzmiała „Najlepszym sposobem, by zwalczyć dezinformację, jest zalanie krajobrazu dokładną informacją, która jest łatwa do strawienia, angażująca i łatwa do podzielenia się na urządzeniach mobilnych”. Dlatego, sugeruje Caulfield, nadszedł czas na „zalewanie”.

– Tweetuj. Pisz komentarze w popularnej prasie. Udzielaj publicznych wykładów. Odpowiadaj na pytania dziennikarzy. Umożliwiaj praktykantom, by ci angażowali się w naukową komunikację. Dziel się dokładną informacją, o której myślisz, że warto, by poznała ją szersza publiczność. Składaj skargi do odpowiedniego organu lub nadzorującej instytucji, jeśli uważasz, że powinno się skorygować dany problem – apeluje Caulfield.

Co więcej, takie korygowanie świadomego wprowadzania w błąd, powinno być zdaniem dziennikarza „zawodową odpowiedzialnością”.

– Naukowa integralność – szczególnie ta powstrzymująca się od reklamowego szumu i transparentna w konfliktach  – ma kluczowe znaczenie. Musimy promować zarówno zaufanie do nauki, jak i godną zaufania naukę – mówi Caulfield. I dodaje:

– Miejmy nadzieję, że tym, co między innymi zostanie nam po kryzysie, będzie świadomość, że tolerowanie pseudonauki może wyrządzić prawdziwą krzywdę. Prawdziwa nauka i publiczne zaufanie są być może najbardziej wartościowymi narzędziami w walce z dezinformacją.

AM/nature.com

Artykuł pochodzi z serwisu
REKLAMA
REKLAMA

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych