REKLAMA
Autor: Redakcja mgr farm Opublikowano: 11 czerwca 2018

Darmowe leki dla seniorów to oszustwo?

Artykuł pochodzi z serwisu
REKLAMA

Bezpłatne leki dla seniorów były jedną z głównych obietnic PiS w kampanii wyborczej 2015, a teraz powracają jako sztandarowy przykład dotrzymywania słowa. OKO.press sprawdza, jaką w rzeczywistości ulgę przyniósł seniorom program „darmowych leków”. Lekarze wskazują natomiast na negatywny wpływ programu na… zdrowie seniorów.

Aby senior lub seniorka mogli otrzymać lek bezpłatnie, musi się on znaleźć w ministerialnym wykazie aktualizowanym co dwa miesiące. (fot. Shutterstock)

REKLAMA

REKLAMA

Darmowe leki dla seniorów zupełnie nie są darmowe. Program obejmuje tylko część leków refundowanych, a nie obejmuje ani leków pełnopłatnych na receptę, ani leków bez recepty. W 2017 roku państwo zmniejszyło wydatki seniorów na leki co najwyżej o 12 proc., a może nawet o 8 proc. Nawet wśród leków na receptę ulga dla kieszeni wynosi tylko 21 proc.

– To trochę tak, jakby obiecano seniorom darmowe restauracje, a okazałoby się, że mogą korzystać tylko z tańszych sieciówek i to do godz. 16.00 – pisze OKO.press.

Redakcja wyliczyła, że w 2017 roku seniorzy za leki na receptę zapłacili z własnej kieszeni ok. 2,096 mld, czyli ok. 79 proc. ich wartości, a państwo zafundowało im 564 mln, czyli tylko 21 proc. W 2018 roku udział państwa ma wzrosnąć do 643 mln, czyli 24 procent.

Aby senior lub seniorka mogli otrzymać lek bezpłatnie, musi się on znaleźć w ministerialnym wykazie aktualizowanym co dwa miesiące. W chwili wejścia programu w życie zawierał on 1129 pozycji i 68 substancji czynnych. Lista rozszerza się i zgodnie z obowiązującym w czerwcu 2018 obwieszczeniem refundacyjnym znajduje się na niej 2008 pozycji, w tym 153 substancje czynne.

Tomasz Zieliński, lekarz rodzinny i ekspert Porozumienia Zielonogórskiego mówi OKO.press, że w porównaniu z pierwotną wersją, obecny wykaz leków jest lepszy, ale wciąż dalece niepełny. Jego zdaniem lista wskazań refundacyjnych na pewno powinna być rozszerzona o nowoczesne leki stosowane przy migotaniu przedsionków, np. Xarelto i Pradaxy. Oba są często przepisywane i wygodne w stosowaniu. Ale za darmo dostaną je tylko osoby z zakrzepicą i te, które przeszły zatorowość płucną. Pozostali pacjenci, a jest ich znacznie więcej, muszą płacić po sto kilkadziesiąt złotych za opakowanie.

Krytycznie oceniana jest również decyzja, że jedynie lekarze rodzinni (i uprawniony personel pielęgniarski) mogą przepisywać recepty z literą „S”.

– Stanowi to utrudnienie. Pacjent w podeszłym wieku po wizycie u specjalisty musi udać się do swego lekarza pierwszego kontaktu. Tak samo, gdy wyjdzie ze szpitala czy skorzysta z nocnej lub świątecznej opieki zdrowotnej – pisze OKO.press.

Przedstawiciele MZ i NFZ uzasadniali, że takie rozwiązanie skróci kolejki do specjalistów i zapobiegnie niebezpiecznym interakcjom między lekami. Wiceminister zdrowia Marek Tombarkiewicz argumentował, że lekarze rodzinni, którzy mają dostęp do pełnej karty pacjenta, najlepiej będą w stanie kontrolować liczbę i rodzaj przepisywanych farmaceutyków.

Jarosław Kowal, kierownik pododdziału intensywnego nadzoru kardiologicznego Wojskowego Instytutu Medycznego zwraca uwagę na złe skutki tych regulacji: od wejścia programu 75+ przyjmuje mniej pacjentów po 75 roku życia. Przypuszcza, że część z nich zwróciła się po recepty do lekarzy POZ. A jak tłumaczył Rzeczpospolitej, stan zdrowia pacjenta, np. po zawale, powinien być monitorowany przez lekarza specjalistę. Lekarz POZ ma mniejsze możliwości diagnostyczne i może przeoczyć coś niepokojącego.

Więcej na ten temat można przeczytać na portalu OKO.press

Tagi: 
Artykuł pochodzi z serwisu
REKLAMA
REKLAMA

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych