REKLAMA
Autor: Karolina Morze Opublikowano: 22 stycznia 2019

Dowód anegdotyczny

Artykuł pochodzi z serwisu

Uwielbiam prowadzić szkolenia i spotykać profesjonalistów, którzy są pasjonatami swojej dziedziny. Od czasu do czasu organizuję takie spotkania. Są to zajęcia dla wąskiego grona osób, którzy swoje cele zawodowe mają precyzyjnie określone i przychodzą dowiedzieć się konkretów na temat potrzebny im na co dzień w pracy, czyli ustalania bezpieczeństwa stosowania leków w okresie laktacji.

Na szkolenia przychodzą położne, czasami farmaceuci, lekarze, fizjoterapeuci i dietetycy. To mnie cieszy, bo pokazuje, że w środowisku personelu medycznego pracującego bezpośrednio z kobietą karmiącą piersią coraz więcej osób chce wiedzieć więcej i szuka tej wiedzy. Szkolenie jest jednak dość trudne dla tych, którzy nie mieli styczności z moim ulubionym LADME, czy określeniem Compliance. Obawiam się też, że niezależnie od profesji, niewiele osób wie czym jest Evidence Based Medicine.

W czasie moich szkoleniowych debiutów ta niewiedza uczestników zaskakiwała mnie. Byłam przekonana, że każdy jest świadomy czym jest medycyna oparta na faktach. Ale okazało się, że wśród przedstawicieli zawodów medycznych są dwa obozy: tych, którzy wierzą w siłę medycyny alternatywnej oraz dowodów anegdotycznych i wyznawców EBM.

REKLAMA

Czy wiesz w co wierzysz?

Wybór strony, jak się okazało, nie zależy raczej od świadomej decyzji, ale często wynika z niewiedzy. Z powodu braku czasu na szkolenia wielu specjalistów szuka informacji na szybko wśród osób uznawanych za autorytet, znajomych czy w internecie. Kto ma czas grzebać publikacjach? Koleżanka podpowie co pomaga dziecku na kaszel. Dziesięć sposobów na kolkę niemowlęcą znajdziemy na pierwszej lepszej stronie internetowej. A o tym, że leki ziołowe są bezpieczne w okresie laktacji powie nam wielu przedstawicieli zawodów medycznych. Czasami jednak te informacje nie są niestety poparte rzetelnym źródłem.

REKLAMA

Marihuana na przykład to zioło, i nawet na receptę, a jednak nie zaleca się jego stosowania w laktacji. Albo Pokrzyk Wilcza Jagoda – spożycie niewielkiej ilości tej rośliny może zakończyć się tragicznie. Fakt, Pokrzyk nie występuje zbyt często w Polskich lasach, a producenci herbatek raczej nie dodają go do swoich mieszanek. Ale możemy nabyć go bez problemu bez recepty. Na szczęście w lekach homeopatycznych.

Lek homeopatyczny to paradoks. Nazwa „lek” sugeruje działanie na ludzki organizm. Podczas gdy w dokumentach rejestracyjnych leku homeopatycznego widnieje informacja, że jest to preparat, który nie może mieć wskazań leczniczych. Ale nikt raczej nie zawraca sobie głowy wchodzeniem tak głęboko w zawiłości dokumentów rejestracyjnych. Widząc napis „lek” na opakowaniu zakłada, że ma do czynienia z czymś, co może faktycznie wyleczyć jakieś schorzenie. Nawet jeśli zawartość substancji aktywnej musi być mniejsza niż 0,0001%. Tak silnie ufamy nazwie na opakowaniu.

„Bo u mnie zadziałało…”

Na wielu szkoleniach pada pytanie o opinię na temat leków homeopatycznych. Żeby nie urazić uczuć i wierzeń uczestników nie wyrażam jednak swojej opinii, przytaczam natomiast fakty. Mówię jaka jest definicja leku homeopatycznego i omawiam proces produkcji. Zwykle większość osób już wtedy jest zaskoczona, bo nie byli świadomi, że w kolorowej fiolce za 50 zł nie ma nic więcej poza glukozą.

Ale przecież tak wiele osób twierdzi, że preparat X naprawdę pomógł – jak to się ma do podanych przeze mnie informacji? – pada pytanie z głębi sali. Odpowiadam, omawiając krótko definicję siły dowodu naukowego, efektu placebo, wspominam o badaniach uwalniania, toksyczności, bezpieczeństwa, których lek homeopatyczny nie posiada, gdyż z zasady nie może leczyć.

Kończę już wykład na ten temat, gdy z końca sali słyszę „u mnie zadziałało”. Porozumiewawcze kiwanie głów niektórych innych uczestników szkolenia przypieczętowuje nie pierwszą przegraną nauki w obliczu dowodu anegdotycznego.

Artykuł pochodzi z serwisu
REKLAMA
REKLAMA

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych