Dwie opcje aptekarstwa w Polsce – część 2

Obrazek użytkownika farmacja.pl
Autor: farmacja.pl / Opublikowano: 2016-11-24 12:14:45 /

Przejdźmy do rozważań o możliwości utrzymania apteki przez indywidualnego młodego magistra farmacji. A`priori będzie w niej pracować minimum dwóch magistrów, kierownik i właściciel - świeży absolwent z oszczędnościami. Zakładam, że to oszczędności rodziców...

Owszem, wśród studentów mogą być ludzie majętni, niemniej ja takich nie znam. Być może jest to pochodną swojej grupy znajomych, ale mimo wszystko studenci raczej nie sypiają na rulonikach banknotów.
;-)

„Lokalizacja, głupcze!”

W amerykańskim oryginale zamiast lokalizacji jest gospodarka. Młody kolego (lub koleżanko; nie dyskryminuję ze względu na płeć) magistrze, czy swą nowiuteńką aptekę otworzysz drzwi w drzwi z istniejącą agresywną cenowo sieciówką???

Dlaczego nie? Jesteś świetnie wykształcony, masz wsparcie rodziców (sorry, nie wierzę w studenckie oszczędności), zapewne nie masz zobowiązań, za to rozpiera cię energia, a jednak wybrałeś inną lokalizację. Z dala od innych aptek, za to w pobliżu miejsca, gdzie są pacjenci. Tym samym postąpiłeś wg zasad geo- i demografii aptek.

Sieciówka postąpiłaby inaczej. Miałbyś ją prawie we własnym talerzu. Twoich potencjalnych pacjentów (pieniądze na nogach) najchętniej wydarłaby ci z gardła.

Szybko się okaże, że utrzymanie Twej apteki jest niezwykle kosztowne, praca w niej stała się długotrwałą harówką wyczerpującą psychicznie i fizycznie. Gdy do tego dojdą bezsensowne i bezpłatne dyżury oraz brak zrozumienia i roszczeniowość ze strony radnych powiatowych, starosty i lokalnych mediów, a także niechęć do przeciwstawienia się temu dyktatowi i współpracy ze strony innych aptekarzy, piórka szybko opadną. Okaże się, że za wszystkie oszczędności absolwent kupił sobie miejsce pracy, w którym nikogo nie obchodzi mechanizm działania fluorochinolonów lub choćby wpływ NLPZ na pusty żołądek, tylko cena kolejnego cudownego suplementu na porost włosów w uszach.

CENA!!!

W domyśle: mała, maluteńka, tycia, tyciuteńka. A teraz uwaga, proszę o chwilę skupienia.

Sarkazm on.

Jeśli apteka zarabia dzięki sprzedaży (a nie dzięki wiedzy farmaceuty), to kwotowa wartość marży jest tym mniejsza, im cena jest niższa. Im niższe ceny, tym mniej zarabia właściciel apteki. Każdej apteki. Jak w tych warunkach młody absolwent ma zarobić na nowy jacht i kolejną luksusową rezydencję?

Sarkazm off.

Jeśli absolwent nie okazał się chlubnym, bo świetnie prosperującym wyjątkiem, a działa na pograniczu opłacalności i nie chce dołączyć do grona bankrutów, szybko dojrzewa do franczyzy lub przekształcenia apteki w spółkę z o.o. (oho, gdzieś już o tym słyszeliśmy…), aby ją sprzedać… sieci aptek. Te funkcjonują. Wręcz się szczycą księżycową ekonomią, dzięki której „dla dobra pacjenta” ceny detaliczne mają niższe od cen producenta.

Proszę tego nie mylić z „zyskami większymi od obrotów”.
;-)

Młody magister poszperał w sieci i dowiedział się o reeksporcie, odwróconym łańcuchu dystrybucji, „turbodopalaczu” (dofinansowanie z prawie nieograniczonych zasobów funduszu inwestycyjnego lub innej, ale niezwykle dochodowej branży należącej do właściciela apteki), „oscylatorze” cenowym (wielokrotne rabatowanie przez współpracującą hurtownię tego samego pakietu, dzięki czemu sieciowa apteka w ostatecznym rozrachunku kupuje np. Ca eff. x 16 tabl. za 1 grosz, a sprzedaje za 1,99 PLN, tworząc o naszym bohaterze opinię chciwego krwiopijcy).

Znów dygresja, a właściwie historyjka wyssana z palca. Powiedzmy, że zakładam firmę handlującą używanymi autami. Zatrudniam w niej człowieka, pana X., który przyprowadza do mnie nowego Mercedesa sąsiada, pana Y. Z kolei inny sąsiad, pan Z, bardzo chce taką samą limuzynę, więc kupuje ode mnie to auto, praktycznie nówka-sztuka, nie śmigana.

Z tej sytuacji zadowolone są trzy osoby: pan X., ja i pan Z, świeży posiadacz nowego, praktycznie z salonu, Mercedesa. Tylko pierwotny właściciel, pan Y, mocno kręci nosem. O co mu chodzi? Przecież aż trzy osoby są zachwycone! Wynik 3:1. Gdyby powtórzyć te operacje, liczba zadowolonych jeszcze by wzrosła.

W mediach byśmy nagłaśniali, jak wiele osób dzięki nam ma pracę i utrzymuje swe rodziny, firma jest nowocześnie i estetycznie urządzona, pracownicy czyściutcy, dobrze ubrani, pracujemy 24 h, a na dodatek planujemy powiększyć liczbę oddziałów. Co prawda unikamy płacenia podatków, ale to szczegół. Dajemy pracę ludziom i tanie, taniuteńkie le…, ups, auta.

Wróćmy do naszej apteki. Młody mgr łapie się na czarnych myślach, jest rozdarty wewnętrznie. Im bardziej na studiach był przepełniony ideałami, tym bardziej przeżywa rozterki. Widzi jachty i rezydencje vel Malediwy i Mercedesy tych, którzy albo nie są farmaceutami, albo (mimo wszystko duuuuużo rzadziej) są nimi, ale mamona stała się dla nich życiowym celem, a nie środkiem. Jeśli młody mgr nie ma własnego lokalu, dzięki czemu mógłby przetrzymać złe chwile (raczej już długie lata), a kierownika, być może już kolejnego, znowu podkupuje sieć z finansami j.w., apteka absolwenta znika z rynku. Na dodatek większość dobrych leków pójdzie do utylizacji, bo tak stanowi prawo.

Tak jest dziś.

Nikt nikomu nie broni otwierania apteki, żaden WIF lub Izba. Nie ma geo-, demo-, „A dla A”. Hulaj dusza, piekła nie ma lub „do przoooooduuuuu, Pooooolsko!”

Dlaczego jednak, młody magistrze, byłeś jednym z tych nielicznych, wręcz „skamieliną ustrojową”, że otworzyłeś własną aptekę??? Co z twymi kolegami i koleżankami, że nie wybrali logicznej kontynuacji ukończonego kierunku studiów?

Udostępnij
PILNE
ZAMKNIJ
Oświadczenie

Dostęp do zawartości serwisu farmacja.pl jest możliwy
dla osób uprawnionych do wystawia recept
lub osób prowadzących obrót produktami leczniczymi.

Oświadczam, że jestem lekarzem, farmaceutą
lub osobą prowadzącą zaopatrzenie w produkty lecznicze.


Akceptuj