Dwie opcje aptekarstwa w Polsce – część 3

Obrazek użytkownika farmacja.pl
Autor: farmacja.pl / Opublikowano: 2016-11-29 10:54:20 /

Proponowana nowelizacja PF ma szereg zalet, w tym dla młodych magistrów farmacji, którzy chcieliby wreszcie pracować dla siebie i na swoim. Którzy nie cierpią wciskania pacjentom niepotrzebnych suplementów marki własnej. Którym wszystko się w środku wywraca na lewą stronę, gdy wysłuchują mniej czy bardziej nieprzyjemnych połajanek lub nacisków wypowiadanych przez zadufanych, ale dobrze (lepiej od farmaceuty) opłacanych koordynatorów, poprzednio robiących w jogurtach lub chemii gospodarczej.

Podkreślenia wymaga, że reguły gry, warunki, ustala państwo, ustawodawca. Przez ostatnie około 26 lat polska farmacja dążyła do dna, choć aptek jest ok. 14,5 tysiąca, wielokrotnie więcej, niż w 1990 roku (ok. 3800). Przez te lata często, aż do obrzydzenia słyszałem, że Izba nic nie robi], działacze hulają za nasze składki, itd. Udowadniałem już, jak mało dla władz państwowych znaczył samorząd zawodowy, zresztą nie tylko nasz. Sytuacja diametralnie się zmieniła po ostatnim Krajowym Zjeździe Aptekarzy, ale przede wszystkim przed rokiem, gdy zmienił się układ sił politycznych. Zmienili się negocjatorzy i to po obu stronach. W ostatnich tygodniach nastąpiło przyspieszenie. Zespół Parlamentarny zaproponował zmianę przepisów dotyczących naszego farmaceutycznego bytu. Propozycję poparł samorząd aptekarski. Na dodatek aktywnie się włączył w doprecyzowywanie zmian Projektu.

Z wypowiedzi poselskich wynika, że w sporej części nasze propozycje zostały życzliwie przyjęte. Natomiast najważniejsza informacja jest taka, że struktury państwa dostrzegły niewyobrażalny zakres patologii, które „z gracją Armii Czerwonej wkroczyły” (wyrazy uznania, Panie magistrze Marcinie Wiśniewski!) wraz z sieciami aptek. Problemy nie tylko młodych farmaceutów są skutkiem tych zjawisk.

Wykazałem, że w obecnej sytuacji prawnej młody magister ma niewielkie szanse (ocenia się je na ok. 12 %) na uruchomienie apteki, a jeszcze mniejsze na jej utrzymanie. Dlatego też projekt ma kolosalne znaczenie, gdyż zatrzymuje niepohamowany rozrost sieci aptek. Powiedziano STOP! Państwo uznało, że ów rozrost jest niekorzystny dla obywateli oraz strategicznych celów państwa, w tym jego finansów, bo skoro jest urzędowa marża, urzędowa cena i zasady odpłatności oraz takież ograniczenia obrotu (recepty!), musi być urzędowa liczba aptek. Magistrze farmacji, tobie nie powiedziano, że nie otworzysz apteki! To usłyszały sieci, przez które obecnie praktycznie nie masz szans na wykorzystanie w pracy swej wiedzy. W zamian za to pacjentom przekazujesz cennik.

Proszę zauważyć, że państwo nie tworzy konkurujących z sobą komisariatów policji, jednostek wojskowych lub straży pożarnych. Tu nie ma wolnego rynku. Jest pewna reguła ograniczonego dostępu. Ograniczenia biorą się z posiadanych przez państwo zasobów finansowych. Tyle i nie więcej, bo nas nie stać. Tort do podziału ma w miarę stałą wielkość. Napisałem kiedyś, że nie reklamuje się wojen, aby zwiększać dochody przemysłu zbrojeniowego. Identycznie jest z wydatkami na refundację leków.

Tajemnicą poliszynela jest, że sieci tworzono nie dla zarobku na carvedilolu 6,25 mg. Chodziło o sprzedanie ich większej sieci, zapewne międzynarodowemu koncernowi. Chyba nie muszę tłumaczyć, co oznacza syndrom norweski? A może jednak?... To dyktat kilku sieci, które państwu norweskiemu narzucają reguły gry i ceny leków, w tym refundowanych. Właśnie to nam groziło. Mam nadzieję, że to czas przeszły faktycznie dokonany.

Warto podkreślić to, co jest jasne i głośno mówione od początku: nikt nikomu nie zabiera istniejących aptek, nie wywłaszcza, nie likwiduje, nie nakazuje zbycia udziałów.

Ktoś jest pracownikiem w sieciówce? Nadal nim będzie, dopóki będzie miał na to ochotę lub ta apteka będzie istnieć. Jeśli zostanie zamknięta, pozostałe apteki – co oczywiste - chętnie go zatrudnią, bo ruch im wzrośnie. Niektórych pracowników nie interesowało, jak to możliwe, że wielka i nieźle urządzona apteka z licznym personelem, tak świetnie funkcjonuje wciskając na siłę tańsze zamienniki, choćby carvedilolu 6,25 mg. Wokół padło kilka aptek, prawda? Ale nie nasza, własność świetnego szefa, choć nie jest farmaceutą lub nawet go nie znamy, bo zarządza nami za pośrednictwem koordynatorów. Fakt, co parę miesięcy mamy aneksy do umów o pracę, w których zmienia się tylko nazwa spółki i NIP, ale to nie problem, skoro mamy ciepłą wodę w kranie, ekwiwalent za pranie i pensję na koncie.

Wolny rynek, tak? Turbodopalacz], dumping, oscylator, reklama, przekraczany 1%, reeksport, odwrócony łańcuch, zapotrzebowania na kolosalne ilości deficytowych leków, technik sam na zmianie, mgr farm. sprzątający aptekę – czy to naprawdę są przejawy wolnego rynku? Mam nadzieję, że absolwent wydziału farmacji prędzej zamilczy, niźli potwierdzi.

Od ponad 20 lat prowadzę swoją aptekę. Odpowiadam za nią w stu procentach. Moje Prawo Wykonywania Zawodu z założenia jest ściśle związane z posiadanym zezwoleniem na jej prowadzenie. W przypadku sieci zezwolenie jest na podmiot prowadzący aptekę. Jednakże rozproszony kapitał lekce sobie waży zezwolenie, bo za zyski z turbodopalacza może je kupić wielokrotnie. Prawem Wykonywania Zawodu nie ryzykuje. Ryzykuje nim wynajęty kierownik, mgr farm. Ktoś, kto jest jego szefem, zmusi go do czynów, które by mu nie przyszły do głowy, gdyby pracował w swojej aptece. Za duże ryzyko, w tym ostracyzmu. To ostatnie zjawisko rzadko, ale istnieje. Przekonał się o tym farmaceuta z Wielkopolski, który przed rokiem chciał wejść w struktury Izby, choć jego sława wzięła się z dokonań, które nie zyskały akceptacji Inspekcji Farmaceutycznej. Wielkopolskim farmaceutom, wyborcom, też się nie spodobały…

Niezmiennie jestem dla nich pełen uznania, a ich mądrość stawiam za przykład. Mam nadzieję, że nie tylko tak drastyczne przykłady będą przez nas piętnowane. Dziś się zdarza, że niektórzy mówią: reeksportuję lub działam niezgodnie z innymi zasadami, bo inaczej przegram w starciu z sieciami. Jak tak można?! Nie możemy na to przyzwalać, dlatego tak ważne jest, aby za aptekę realnie odpowiadał farmaceuta, a nie podmiot prowadzący. „Nie mylmy skutków z przyczynami”, jak to świetnie w sejmie podsumował poseł Waldemar Buda, szef Zespołu Parlamentarnego przygotowującego Projekt nowelizacji. Ten właśnie Projekt daje szansę na uporządkowanie popsutej polskiej farmacji, a nie rzeźnik, hydraulik czy kapitał rozproszony. Nie po to harujemy na studiach, gdzie uczy się nas zasad poszanowania chorego człowieka, aby ktokolwiek i w jakikolwiek sposób mógł nam choćby sugerować metody postępowania z pacjentami, a zwłaszcza dyktował, które preparaty powinni zażywać.

Praca w sieci na różne sposoby potrafi negatywnie wpłynąć na magistra farmacji. Przekonała się o tym farmaceutka z sieci Gemini, która 16 listopada 2016 roku ok. godz. 11:12 na sejmowym posiedzeniu Parlamentarnego Zespołu na rzecz Wspierania Przedsiębiorczości i Patriotyzmu Ekonomicznego powiedziała (http://mgr.farm/content/polskie-apteki-na-zakrecie-od-1-do-51-procent-nagranie-posiedzenia-zespolu), że apteki typu B [dla młodego pokolenia: ex lege nie posiadają receptury] stanowią zagrożenie dla pacjentów, gdyż w pomieszczeniach do robienia leków jada się śniadania i zmywa naczynia. Żeby mgr farm. przy tylu świadkach przyznawała się do niewiedzy zawodowej? Nie zakładam, aby publicznie chciała kłamać. Wstrzymałem oddech, bo się obawiałem, że za chwilę ta pani magister będzie zachęcać do wlewania wody do kwasu…

Handlarze złomem, rzeźnicy, cwaniacy, spółki kapitałowe i rozproszony kapitał połączyły siły z farmaceutką, która nie wie podstawowych rzeczy i próbowali w sejmie przekonywać, że ich sposób traktowania farmacji jest dobry dla pacjentów i struktur państwa. Doszło do kuriozalnej sytuacji, że o dalszej chęci powiększania liczby swoich aptek mówił przedsiębiorca, którego sieć w woj. mazowieckim prawie 2,5 raza przekracza próg 1 %. Co ciekawe, największe brawa bili zwolennicy sieci, gdy posłowie szczególnie mocno zainteresowali się przekraczaniem przez nią jednego procenta.

Ogromne zażenowanie wzbudziły we mnie wystąpienia dwóch innych farmaceutek, które miały miejsce podczas tego samego spotkania. Kolejny raz odniosłem wrażenie wysłuchiwania słów, które napisał ktoś inny, kto pociąga za specyficzne sznurki.

W głowie się nie mieści, żeby farmaceutki występowały przeciwko swej niezależności zawodowej oraz koleżankom, kolegom i wspólnej przyszłości. Przecież one wrócą do swoich miejsc pracy lub w przyszłości je zmienią, a przecież dobra pamięć jest przypisana do naszego zawodu. „Poeta pamięta”. Internet także. Po co im to było???

Kilka dni wcześniej, bo 9 listopada b.r. w Filharmonii Narodowej w Warszawie, podczas obchodów XXV-lecia Samorządu Aptekarskiego, na scenę wtargnęła pani magister farmacji, która zaproszonych gości, farmaceutów, podniesionym głosem próbowała przeciwstawić tym, którzy w jej sieci w sezonie grypowym pracują, a nie świętują. Ośmieliła się powiedzieć, że ich reprezentuje. Kolejna osoba, która w ślad za niefarmaceutami protestującymi w sejmie przeciw Projektowi, uzurpuje sobie prawo reprezentowania swoich farmaceutów. Zastanawia mnie, co kierowało tą farmaceutką, niewiedza, brak taktu lub rozsądku, czy raczej wykonywała czyjeś polecenia?

Czy dyplom magistra farmacji jest już tak mało wart, że niefarmaceuci tak łatwo mogą wpływać na farmaceutów, „ogarniać swoich przygłupów”, jak to niedawno opisał Dziennik Gazeta Prawna? Oby już niedługo.

PILNE
ZAMKNIJ
Oświadczenie

Dostęp do zawartości serwisu farmacja.pl jest możliwy
dla osób uprawnionych do wystawia recept
lub osób prowadzących obrót produktami leczniczymi.

Oświadczam, że jestem lekarzem, farmaceutą
lub osobą prowadzącą zaopatrzenie w produkty lecznicze.


Akceptuj