Dyżury aptek za 700 zł za noc – część 2

Autor: Mariusz Politowicz / Opublikowano: 2017-08-17 09:24:17 /

Jako farmaceuci stale popełniamy ten sam błąd. Zakładamy, że nasi rozmówcy, tu: radni i starostowie, zrozumieją i zaakceptują racjonalne argumenty. Nic z tych rzeczy! Ich cel jest inny. Jest nim, jak na całym świecie w polityce różnego szczebla, zdobyć władzę i ją utrzymać. Obiecać wyborcom darmowe dyżury, a jeszcze przykładnie pogrozić krwiopijcom-aptekarzom - mmmmmmm, gawiedź to lubi.

Zgodnie z art. 94 ust. 1 i 2 Prawa farmaceutycznego rozkład godzin pracy aptek ogólnodostępnych na danym terenie określa, w drodze uchwały, rada powiatu po zasięgnięciu opinii wójtów, burmistrzów i samorządu aptekarskiego. Rozkład godzin pracy aptek ogólnodostępnych powinien być dostosowany do potrzeb ludności i zapewniać dostępność świadczeń również w porze nocnej, niedziele, święta i inne dni wolne od pracy.

Z powyższych słów oraz innych przepisów dotyczących samorządu terytorialnego (powiatu) wynika obowiązek Rady Powiatu do zajęcia się godzinami pracy aptek. Zwracam uwagę, że w przepisach nie istnieje pojęcie "dyżuru".

Procedura wygląda następująco.

Punkt 1.

Rada Powiatu (RP) pyta wszystkie apteki z terytorium powiatu, w jakich dniach i godzinach są czynne. To jest pierwszy kluczowy moment dla aptekarzy. W tym momencie powinni się z sobą spotkać, by wspólnie uzgodnić stanowisko. Zawsze musi być ten jeden, który wykona telefon do reszty i swych codziennych konkurentów zaprosi na spotkanie. Dobrym i zacisznym miejscem bez obcych uszu jest własna apteka. Raczej nie można liczyć, że pojawią się wszyscy. Trudno; szczerze mówiąc, wystarczy jedna osoba, a dwie stanowią siłę. Później dołączą następni, zwłaszcza gdy zobaczą punkt drugi.

Punkt 2.

Istnieją tylko dwa pytania, na które aptekarze muszą sobie odpowiedzieć. Pierwsze, czy nadal dadzą sobą pomiatać i za darmo będą dyżurować? Drugie (jeśli na pierwsze odparli NIE), czy zamiast wreszcie żyć jak ludzie i każdą nockę oraz dzień wolny w całości chcą spędzać w wybrany przez siebie sposób, czy raczej wolą – także za darmo – pracować krócej, np. do 22:00, a w niedziele i święta np. 9-13 lub 10-12 i 20-22?
Jeśli na pierwsze pytanie ich odpowiedź brzmi TAK, reszty mego felietonu nie muszą czytać. Szanuję ich wybór, choć go nie akceptuję.

Załóżmy jednak drugą możliwość…

Przyjmijmy, że w powiatowym mieście X jest apteka czynna w dni robocze do godz. 22:00 i dotychczas wszyscy naprzemiennie pełnili dyżury nocne w godz. 22-8. Inne apteki są czynne do 18:00, 19:00 lub 20:00. Wiemy, że statystycznie przypada 1,57 magistra na aptekę. Dane GUS, że jest ponad 2 proponuję włożyć między bajki. Wg ich metodologii w przyszłym roku mogą wykazać, że jest więcej aptek, niż magistrów.

Czyli ktoś zamykał aptekę o 20:00 i ponownie ją otwierał o 22:00 oraz dyżurował... 10 godzin. Zostały złamane przynajmniej dwa poważne przepisy oraz zdrowy rozsądek. Tego samego dnia dwukrotnie rozpoczęto tzw. dobę pracowniczą oraz pracowano ponad 8 godzin. Ktoś może powiedzieć, że przecież o 22:00 pracę rozpoczął ktoś inny, ale przy najczęstszym w Polsce tygodniowym cyklu dyżurów, drugi magister musiałby pracować 8-20 czyli 5-7 razy po 12 godzin. Za dużo.

Częstym zachowawczym pomysłem aptekarzy chcących rezygnacji z nocek jest ich propozycja ("dla dobra pacjenta"), by aptekę dyżurną (przypominam założenie, że do tej pory dyżurowali 20-8) zamykać po 2 godzinach dyżuru czyli o 22:00. Pytam, a po co, skoro istnieje ta, która stale pracuje do 22:00? Chcecie konkurować? Sami pracujcie także do 22, ale swą decyzją nie zmuszajcie innych, by funkcjonowali wg tego pomysłu. Nikt nie broni (w istocie powinien zabraniać) wydłużania godzin czynności. "To skróćmy pracę do 21:00". Po co ponownie przychodzić do apteki? Przecież i tak mieszkańcy wiedzą, że ta druga apteka jest czynna do 22:00. "Aha... Czyli możemy pracować tylko do 20:00?" Tak! Jaki sens miałby krótki dyżur 20-22, skoro praca dwóch aptek by się dublowała?

Tak na marginesie: wejście na rynek nowej apteki dublującej pracę dyżurantów (20-22) jest działaniem wolnorynkowym, ale wysoce nieprzyjaznym wobec innych aptekarzy i wywołującym skutki dla pozostałych oraz pacjentów. Pokazuje jednak kilka aspektów. Uchwała Rady Powiatu jest martwym prawem miejscowym, bo nowa apteka jej nie przestrzega, a nie ma sankcji za jakiekolwiek łamanie prawa miejscowego dot. dyżurów (czytaj więcej: Brak kar za unikanie dyżurowania przez apteki). Uchwała RP powinna (ale nie może) nie zezwalać na dublowanie. Wskazywanie radnym tej dwoistości wywołuje odpowiedź: "ależ takie są prawa wolnego rynku." Chwila! Nakaz pracy w niechcianych przez aptekę godzinach jest rzekomym obowiązkiem, ale zabieranie sensu tej pracy przez dublera, z jednoczesnym łamaniem prawa miejscowego, jest wolnością gospodarczą. Moja inteligencja nie pozwala na zrozumienie takiej ekwilibrystyki umysłowej.

Punkt 3.

Już skonsolidowani i zdeterminowani (do tego jeszcze powrócę) aptekarze powinni napisać krótsze lub dłuższe wspólne pismo do swej OIA. Dlaczego wspólne? Z informacji z całego kraju wiem, że apelowanie o indywidualne wysyłanie nie przynosi efektów. Jesteśmy mało solidarni w wielu aspektach, więc i w tej sytuacji jeden wyśle szablon, a drugi nie. Potem za plecami się cieszy, że Izba lub później "groźny pan starosta" nie zobaczy jego nazwiska w gronie niepokornych aptekarzy, "którym się robić nie chce".

Wśród nas, farmaceutów, pokutuje błędne przekonanie, że przysięgając pomagać pacjentom, dobrowolnie godzimy się na darmową pracę ponad siły. Nic bardziej mylnego. Popatrzmy na lekarzy, żołnierzy, policjantów lub strażaków. Przysięgali? Tak. Mają płacone za gotowość oraz pracę? Tak. Kiwną palcem za darmo? Nie. Wszystko na ten temat...

W treści listu wypadałoby uzasadnić, dlaczego dyżury w istocie nie mają sensu. Brak personelu, asortyment sprzedaży, godziny ekspedycji wraz z podkreśleniem braku wydawania produktów leczniczych, za to częstych kubków na mocz, prezerwatyw lub testów ciążowych. Na końcu musi pojawić się prośba, aby OIA negatywnie zaopiniowała projekt dyżurowej Uchwały Rady Powiatu. OIA doskonale rozumie przyczyny problemów, więc nawet krótki wniosek farmaceutów będzie zrozumiany. Nie przypuszczam, by OIA podjęła swą uchwałę inaczej, niż zawnioskują farmaceuci.

Pismo musi napisać "prowodyr" czyli przeważnie organizator spotkania. Zostanie nim już na wieki, a pozostali, czy on tego chce czy nie, do niego stale będą się zwracać o podjęcie działań. Gdy coś pójdzie nie tak, koleżanki i koledzy również do niego będą zgłaszać pretensje.

W każdym razie niech on pierwszy przystawi pieczątkę swej apteki i poprosi o to drugiego najbardziej zdeterminowanego farmaceutę z innej apteki. Z dwiema pieczątkami firmowymi na liście kolejnym osobom łatwiej będzie podjąć decyzję. Dokładnie ten schemat będzie musiał być stosowany nie jeden raz, o czym jeszcze napiszę.


Punkt 4

Apteki powinny odpisać na zapytanie starostwa. Znakomitym rozwiązaniem byłby szablon odpowiedzi (każda apteka ma inne godziny pracy), a więc kolejna praca dla "prowodyra". Chodzi o to, by starostwo zauważyło skoordynowane i zgodne (szablon!) działanie aptekarzy, nawet jeśli nie wszyscy się przyłączą. Grupa stanowi poważną siłę, a klucze i zezwolenia na apteki mamy my, nie radni lub starostowie.

W odpowiedzi (do wiadomości OIA – wystarczy mail) niezbędne jest dodatkowe zdanie, które warto wyeksponować. "W żadnych innych dniach i godzinach, niż podane powyżej, moja apteka nie będzie czynna." Od tej chwili nikt w starostwie nie będzie mógł twierdzić, że nic nie wiedział.

Można dopisać, że: "bez gwarancji ze strony starostwa stałego i stosownego finansowania, apteka nie będzie rozważać zatrudnienia dodatkowego personelu fachowego lub wydłużenia godzin pracy."

W uzupełnieniu powyższego dodam, że – co mało prawdopodobne – może się zdarzyć sytuacja, iż starostwo zagwarantuje jakąś (nie liczyłbym na krocie) kwotę na statystyczny dyżur, ale np. tylko do końca danego roku kalendarzowego lub aktualnej kadencji Rady Powiatu. Kogo ściągniemy do pracy oferując etat tylko na kilka lub kilkanaście miesięcy?

Kopie korespondencji zachowujemy w aktach. Kopie zwłaszcza listów zbiorowych należy zeskanować i elektronicznie rozesłać wśród sygnatariuszy. Przydadzą się także podczas nieuniknionych kontaktów z lokalnymi mediami. Kluczowa uwaga: zachowujemy edytowalne pliki z tekstami korespondencji! Będą potężną bronią w późniejszych poczynaniach.

Punkt 5

Po otrzymaniu listów od aptekarzy, w niektórych starostwach zacznie się gorączkowy ruch. Urzędnicy mniej zepsuci władzą ("władza demoralizuje, a władza absolutna demoralizuje absolutnie") przypuszczalnie wpadną na pomysł dogadania się z aptekarzami. Dogadanie w tym wypadku raczej oznacza dążenie starostwa do zmiany pierwotnego stanowiska. Nieliczne są przypadki, gdy starostwo uznaje racje lokalnej społeczności farmaceutycznej, a w ślad za tym tworzy prawo miejscowe zgodnie z propozycjami aptekarzy.

Starostwa np. wyślą zaproszenia na spotkanie. Sami wyznaczą termin w... godzinach pracy apteki. Co to oznacza dla apteki z jednym magistrem, chyba nie muszę tłumaczyć. W takiej sytuacji "prowodyr" pisze odpowiednie pismo odmowne, a koleżeństwo ponownie je podstemplowuje, podpisuje, skanuje, rozsyła, itd.

W piśmie powinno być podniesione, że nie możemy skorzystać z zaproszenia, gdyż termin koliduje z godzinami pracy naszych aptek. Musielibyśmy je zamknąć na czas spotkania. Tym samym pacjenci nie mogliby się zaopatrzyć w leki tylko dlatego, że radni z naszych ust ponownie musieliby usłyszeć to, co napisaliśmy w odpowiedzi na zapytanie o dni i godziny pracy naszych aptek.

Proszę pamiętać o potwierdzeniu odbioru pisma. Można je wysłać drogą elektroniczną i w taki sam sposób zażądać potwierdzenia odbioru.

Tryb postępowania administracyjnego jest powolny. W związku z tym ww. pismo proponowałbym wysłać w ostatnim dopuszczalnym terminie. Proszę stale mieć na uwadze, że za organizację ochrony zdrowia na terenie powiatu odpowiada powiat, a nie aptekarze, właściciele lub pracownicy. Radni i starostowie m.in. za to biorą odpowiedzialność i niemałe pieniądze. My nie.

Gdyby jednak, czego nie zalecam, aptekarze zechcieli się spotkać z radnymi, proszę pisemnie zawnioskować (my nie prosimy, Koleżanki i Koledzy, tylko wnioskujemy...) o uzgadnianie z farmaceutami terminu spotkania. Z jednej strony mało prawdopodobne jest znalezienie terminu, który by wszystkim pasował. Z drugiej, farmaceuci nie są podlegli radnym lub starostom, żeby im wyznaczać terminy. Szanujmy się. Oni nas mogą prosić o spotkanie, ale my nie musimy się zgodzić. Dlaczego? Już tłumaczę.

Dwa lata temu w moim mieście zaproponowaliśmy radnym spotkanie choćby o 6 rano (apteki są otwierane przeważnie o 8:00), gdyż wtedy jeszcze do 22:00 zawsze jedna apteka dyżurowała, a więc farmaceuta z niej nie mógłby uczestniczyć w spotkaniu. Po początkowym zdziwieniu, radni przyjęli naszą propozycję i spotkanie się rozpoczęło w pewien letni poniedziałek o 6:30.

Powiem krótko: straciliśmy czas i nerwy. Radni okazali się wyjątkowo odporni na wiedzę. Próbowali różnych metod, zresztą przewidzianych przez nas. Zaprosiliśmy tu was, farmaceutów, nie po to, aby wam cokolwiek narzucać. Chcielibyśmy osiągnąć kompromis. A więc podajcie nam, od kiedy zaczniecie dyżury nocne.

Albo kolejna wypowiedź niefarmaceutycznego radnego prowadzącego spotkanie: ja przez cały weekend studiowałem prawo farmaceutyczne i... - i więcej radny nie zdołał powiedzieć, bo zagłuszył go gremialny śmiech zgromadzonych doświadczonych kierowników aptek.

Jako farmaceuci stale popełniamy ten sam błąd. Zakładamy, że nasi rozmówcy, tu: radni i starostowie, zrozumieją i zaakceptują racjonalne argumenty. Nic z tych rzeczy! Ich cel jest inny. Jest nim, jak na całym świecie w polityce różnego szczebla, zdobyć władzę i ją utrzymać. Obiecać wyborcom darmowe dyżury, a jeszcze przykładnie pogrozić krwiopijcom-aptekarzom - mmmmmmm, gawiedź to lubi. Panem et circenses.

Długo mógłbym przytaczać podobne przykłady, jak z mego miasta. Mam bogate archiwum. Powodem, dla którego nie powinno być spotkania aptekarze – radni jest... Sąd Administracyjny. Wybiegając do części trzeciej niniejszego felietonu napiszę krótko. Gdy już dochodzi do rozpatrywania przez Sąd skargi aptekarzy na dyżurową uchwałę Rady Powiatu, Sąd zawsze stwierdza, że opisane powyżej spotkania niewątpliwie były konsultacjami z aptekarzami, a więc organ administracji nie podjął Uchwały bez dogłębnego zapoznania się ze stanem faktycznym i prawnym.

Właśnie dlatego, Koleżanki i Koledzy, choć wyją z bólu nasze dobre maniery, nie powinniśmy spotykać się z dyletantami, by dyskutować o naszej pracy i aptekach, bo Temida jest ślepa i wykorzystuje to przeciwko nam!

Nie zapomniałem o niewartych uwagi 700 PLN za dyżur nocny. ;-) Zapraszam do części trzeciej.

Udostępnij
PILNE
ZAMKNIJ
Oświadczenie

Dostęp do zawartości serwisu farmacja.pl jest możliwy
dla osób uprawnionych do wystawia recept
lub osób prowadzących obrót produktami leczniczymi.

Oświadczam, że jestem lekarzem, farmaceutą
lub osobą prowadzącą zaopatrzenie w produkty lecznicze.


Akceptuj