Dyżury aptek za 700 zł za noc – część 3 | farmacja.pl

Dyżury aptek za 700 zł za noc – część 3

Autor: Mariusz Politowicz / Opublikowano: 2017-08-23 12:46:27 /

Niezwykle ważne jest, by sobie uświadomić, że to nie my, aptekarze, wywołujemy konflikt. To starostowie i radni ponoszą pełną odpowiedzialność za jego istnienie. Podejmują Uchwałę o dyżurach ignorując nasze możliwości lub ograniczenia czyli stawiają nas pod ścianą i jeszcze mają pretensje, że się bronimy przed upodleniem lub likwidacją. To są nasze apteki, nasza praca, odpowiedzialność i koszty. Nie starostów i radnych.

Zarówno w toku procedury dot. dyżurów, jak i po jej zakończeniu, grupa farmaceutów przeżywa ciężkie chwile. Już samo podjęcie decyzji o przestaniu bycia niewolnikiem (przypomnę, że pan i władca utrzymywał niewolnika oraz dawał mu jakieś lokum) jest czymś niezwykle trudnym. Z tyłu głowy kołaczą się myśli o obrażeniu się na nas i odejściu pacjentów do konkurencji, która nie podpisała listu o niedyżurowaniu. Pomimo tego, że jak już wspominałem, nie musimy przestrzegać Uchwały RP, ani nie ma za to żadnych sankcji obawiamy się reakcji lokalnej administracji, która pogrozi nam palcem i złoży skargę do WIF. Zrobi to tym chętniej, im częściej poskarżą się pacjenci. Przy okazji zwracam uwagę na paradoks. Otóż apteki nie należą do starostwa, ale tam właśnie spływają skargi na apteki. To tak, jak skarga na starostwo złożona przez pacjenta w aptece. Co my z tym mamy wspólnego?

Poza tym jeśli pacjent lub starosta chce naszej pracy, usługi, poza standardowymi godzinami, powinien zaproponować zapłatę. Zaproponuje za mało? Nie ruszam się z domu, identycznie jak taksówkarz, hydraulik lub lekarz z prywatnego gabinetu (pomijam nagłe stany zagrożenia zdrowia lub życia). Dokładnie tak to działa na całym świecie.
Służby państwowe (pogotowie ratunkowe, policja, straż pożarna) mają płacone za gotowość, a nie tylko za pracę. Nie tkwią na posterunku za darmo.

Niezwykle ważne jest, by sobie uświadomić, że to nie my, aptekarze, wywołujemy konflikt. To starostowie i radni ponoszą pełną odpowiedzialność za jego istnienie. Podejmują Uchwałę o dyżurach ignorując nasze możliwości lub ograniczenia czyli stawiają nas pod ścianą i jeszcze mają pretensje, że się bronimy przed upodleniem lub likwidacją. To są nasze apteki, nasza praca, odpowiedzialność i koszty. Nie starostów i radnych. Praca 24/7 musi się dla nas (lub pacjentów) skończyć albo w szpitalu, albo na cmentarzu. Farmaceuta odchodzi, apteka upada, jego żona i dzieci nie mają co jeść, itd. Zmniejsza się liczba aptek oraz dostęp do leków dla mieszkańców. Proste, prawda? Nie dla samorządowców z powiatu.

Jeśli więc nam wypowiedziano wojnę, mamy tylko dwie opcje. Albo ją wygramy (zaprzestaniemy bezsensownych dyżurów), albo zginiemy.

Punkt 6

Media i społeczność lokalna.

Nikt nie lubi, by jego nazwisko było szargane w internecie lub lokalnych mediach. Dlatego niezwykle istotna jest współpraca z nimi. W zasadzie media zawsze będą po stronie samotnych matek z dwójką dzieci, którym NAGLE zabraknie syropku przeciwgorączkowego, którego nie można przecież kupić w sklepie lub na stacji paliw. Pani Stefania, uboga emerytka z cukrzycą, chorym sercem i nogami, nie może w nocy kupić insuliny (BTW, jak ona w nocy dojdzie do apteki? Dlaczego insuliny nie kupiła wcześniej? O to lokalny dziennikarz nie zapyta.) Aptekarze może i mają jakieś tam swoje racje, ale myślą tylko o pieniądzach, a nie o chorych. Przecież wiedzieli na co się godzą, gdy wybierali zawód.

Poważnie? Zgadzaliśmy się na bezsensowną i przymusową pracę za darmo? Nic mi na ten temat nie wiadomo.

O ile raczej nie możemy mieć mediów po swojej stronie, sukcesem będzie nie mieć ich przeciwko. Niezbędne jest więc wykonanie ruchów wyprzedzających lub przynajmniej posiadanie w zanadrzu odpowiednich plików z naszą narracją. W tym momencie przydają się nasze pisma z rozsądną i logiczną argumentacją, skany, ale przede wszystkim edytowalne pliki, tożsame ze skanami. Udostępniając je, zwłaszcza przed nieuchronnym artykułem o pani Stefanii lub samotnej matce z dwójką dzieci, kreujemy naszą narrację. Pomyślmy chwilę. Przecież lokalny dziennikarz za darmo dostaje ekscytującą historię o nietypowym konflikcie: aptekarze kontra starostwo, władza. Jak prawie wszyscy kompletnie nie rozumie specyfiki pracy aptek. Nie ma pojęcia o braku zapłaty za dyżur. Nic nie wie o prawnej konieczności obecności magistra w aptece (pomińmy tu znaną wszystkim patologię).

Podajemy mu na tacy wszystkie nasze argumenty, a na koniec dopisujemy słowa: "To nie aptekarze przychodzą do starostwa po zapłatę za swoją ciężką pracę. To starostowie i radni żądają darmowych usług aptekarzy."

Każdy zrozumie powyższy przekaz. Pozwalam sobie zwrócić uwagę Czytelników na pewien niuans. Otóż pliki naszego autorstwa będą stanowiły jakieś 90 % tekstu sygnowanego nazwiskiem lokalnego dziennikarza. On ma pewność, że nie zrobi błędu w opisie działania branży, na której się kompletnie nie zna. My przekazujemy to, co chcemy. Gazeta mu płaci za dobrze wykonaną pracę. Czyż to nie urocze?

Na dodatek on zachowuje obiektywność dziennikarską, niemniej czuje wdzięczność, że zarobił, choć się nie narobił. Następnym razem także nas poprosi o komentarz, którego udzielimy wg powyższych reguł, bo właśnie tak działają współczesne media. Im jaśniej przekażemy nasze zdanie, tym mniejsza szansa na negatywne reakcje.
Warto jednak pamiętać, że hejterskie wypowiedzi i tak będą, ale absolutnie nie wolno ripostować w ten sam prostacki sposób. Rzeczowość i umiar nadal są w cenie.

Media ogólnopolskie działają nieco inaczej, ale nie tym dziś mowa. Kolejnym wnioskiem jest ten, że absolutnie nie należy chować głowy w piasek i unikać dziennikarzy, nawet jeśli są amatorami popełniającymi poważne błędy językowe lub logiczne albo tylko są żywym statywem do mikrofonu lub kamery. Merytorycznie to my jesteśmy zawodowcami, a nie oni. W tej materii nie mają z nami żadnych szans.

Jeśli mamy obawy przed publicznymi wypowiedziami, poprośmy innych. Może to być prezes lokalnej OIA. Rzecznik prasowy NIA również nie odmówi pomocy, a jest znakomitym profesjonalistą. Ewentualnie uprzejmie poprośmy (w tym przypadku nie wnioskujemy) o czas na zredagowanie wyczerpujących odpowiedzi na pytania przesłane mailem. Dziennikarz pomny doświadczeń z plikami od nas, raczej nie będzie napastliwy lub stronniczy.

Punkt 7

Rozstrzygnięcie Nadzorcze wojewody.

Rada Powiatu i tak podejmie Uchwałę nie licząc się z Opinią OIA. W tym miejscu powinien wkroczyć uprzedzony wcześniej prawnik, np. z OIA.

RP nie spieszy się z przesłaniem do Izby swojej Uchwały. Robi to specjalnie. O ile mnie pamięć nie myli, zainteresowani aptekarze od jej podjęcia mają 7 dni na zwrócenie się do swego wojewody o Rozstrzygnięcie Nadzorcze. Wnioskujemy o nie publikowanie Uchwały RP (całość z uzasadnieniem tworzy prawnik), aby nie dopuścić do jej uprawomocnienia, co następuje właśnie z chwilą opublikowania w dzienniku urzędowym województwa.

Jeśli RP będzie zwlekać z wysyłką (OIA powinna monitować), odbierze jeden z możliwych kroków prawnych. Niestety, wojewoda raczej opublikuje Uchwałę. W naszym kraju bardziej liczy się zachowanie procedury prawnej, niż uzasadniona argumentacja tych, którzy protestują.

Punkt 8

W dowolnym późniejszym momencie dla każdego podmiotu prowadzącego aptekę, prawnik przygotowuje oddzielny (inne dane wnioskodawcy) Wniosek do RP o Uchylenie Naruszenia Interesu Prawnego dokonanego Uchwałą. Tu powraca sprawa naszej solidarności ludzkiej i zawodowej. Wypracowane do tej chwili poprawne kontakty pomiędzy nami, teraz powinny zaprocentować. Co prawda nawet jeden wnioskodawca wystarczy, by RP musiała odpowiedzieć na powyższy wniosek, ale z pijarowskiego punktu widzenia byłoby lepiej, żeby zrobili to wszyscy dotychczasowi niepokorni.

Stres wynikający z walki przeciw dyżurom powoduje, że wykruszają się koalicjanci, a zwłaszcza koalicjantki (wg GUS 83 % magistrów w aptekach to farmaceutki). Drogie Koleżanki, wybaczcie mi, proszę, te gorzkie słowa. Ja wiem, że Wam trudniej podjąć decyzję o walce. Macie na głowie nie tylko apteki, ale i dzieci, mężów, domy. Ja to wszystko wiem, rozumiem i szanuję. Niemniej schowanie głowy w piasek ("ja już mam dosyć tego wszystkiego!") i pozostawienie na lodzie garstki walczących w imię nas wszystkich w powiecie, jest wysoce niestosowne. Pokazuje brak jedności, solidarności oraz utrwala opinię, że aptekarze są pazerni, bo wolą zarabiać, niż trwać w słusznym oporze. Łamistrajków nikt nie lubi. Następnym razem, gdy Wy będziecie prosić o pomoc, reszta farmaceutów jej odmówi. Poza tym jeśli walczący wygrają, a nowa Uchwała narzuciłaby nie walczącym dyżury, będziecie je mieć częściej, prawda? Naprawdę noce, niedziele i święta wolicie spędzać z dala od dzieci i męża?

Rada Powiatu z założenia nie uwzględni wniosku aptekarzy i go odrzuci, konsekwentnie uzasadniając potrzebą zapewnienia mieszkańcom całodobowego dostępu do leku.


Punkt 9

Od tej chwili zegar bezlitośnie tyka. Kolejnym krokiem jest wniosek (prawnik!) do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego (WSA). O ile mnie pamięć nie myli, gdyby RP nie odpowiedziała na Wniosek z punktu 8, dokumenty do WSA składa się przed upływem 60 dni od chwili wezwania o Uchylenie Naruszenia Interesu Prawnego. Jeśli RP podejmie Uchwałę, jest 30 dni od tej daty.
Dla WSA nie ma znaczenia dotychczasowa liczebna solidarność aptekarzy. Wystarczy jeden jedyny wniosek. W Pleszewie złożyliśmy we troje. Gdyby jednemu coś się stało, a drugi by zmienił zdanie, zostałby trzeci.

W ślad za wnioskiem idzie opłata sądowa w wysokości 300 złotych, którą w przypadku wygranej odzyskuje się z konta starostwa. Umówiliśmy się w gronie 8 aptekarzy z naszego powiatu, że w przypadku przegranej wszyscy solidarnie pokryjemy koszty. Nie było takiej potrzeby. Po około 7 miesiącach od złożenia dokumentów, WSA stwierdził nieważność Uchwały w całości. Po kolejnych kilku tygodniach wyrok stał się prawomocny. Jestem dumny, że w powiecie pleszewskim mam takie Koleżanki i Kolegów, a Kaliska OIA intensywnie nas wspierała. Bez ich wsparcia, zaufania i współpracy, nie byłoby tego sukcesu i wyłomu w dotychczasowej linii orzeczniczej.

Także [url=http://orzeczenia.nsa.gov.pl/doc/302D0EC0C5[/url]inny wyrok pokazał, że aby nie dyżurować, niezbędna jest droga prawna. Sądu w zasadzie nie interesują problemy kadrowe lub ekonomiczne aptek. Co ciekawe, najlepiej mieć aptekę w centrum handlowym. Jego zamknięcie (patrz ww. orzeczenie) pozwala na wyłączenie niektórych z grafiku, choć Prawo farm. nie przewiduje takich wyłączeń. Tak sobie więc myślę, czy gdyby żona mi zabroniła wychodzenia z domu w dniach i godzinach ustalonych przez RP jako moje dyżury, na tej podstawie mógłbym się nie znaleźć w grafiku, czy nie? ;-)

Zarówno dla aptekarzy, jak później dla prawników ich reprezentujących, istotne jest zwrócenie uwagi na szereg błędów formalnych pojawiających się w Uchwałach. Samorządowcy zobowiązują apteki do wywieszek z adresami i godzinami pracy aptek dyżurnych lub proszenia o zgodę na zamianę dyżurów lub wręcz na nie cedują rzekomy obowiązek znalezienia apteki-zmiennika. Są to rażące przykłady niedozwolonej rozszerzającej interpretacji przepisów. Prawo farmaceutyczne nie przewiduje takich passusów. W Uchwale mogą być tylko i wyłącznie konkretne dni i godziny pracy wyszczególnionych aptek.

Należy mieć na uwadze, że w toku procedowania swych Uchwał, powiaty przywołują wyroki, w których sądy orzekały inaczej, niż np. w sprawie z Pleszewa. Są różne sytuacje, różni prawnicy, różna strategia sądowa, a więc różne wyroki. Nie wyobrażam sobie jednak, by pójść do sądu z argumentacją przeciwstawną do założonego celu.

Zakładam wygraną sądową. Także i wtedy mogą się pojawić problemy, dlatego też jest:

Punkt 10

Po uprawomocnieniu się wyroku z 2016-12-07 ws. pleszewskich dyżurów, dwie koleżanki, wraz z którymi skarżyłem Uchwałę Rady Powiatu, otrzymały pisma ze starostwa. Proszono je o nr konta, na które ok. połowy stycznia otrzymały zwrot kosztów postępowania z Punktu 9 (po 300 PLN). Zapytały mnie, czy też otrzymałem taki list. Nie, nie otrzymałem. Tym samym zrozumiałem, że starostwo mnie dyskryminuje. W związku z tym skontaktowałem się z prawnikiem, który prowadził naszą sprawę.

Zgodnie z jego wskazówkami wystąpiłem do WSA. w Poznaniu o stwierdzenie prawomocności wyroku, a z tym dokumentem do Sądu Rejonowego w Pleszewie o nakaz zwrotu kosztów postępowania (klauzulę wykonalności). Odpowiednie dokumenty (pełnomocnictwo, opłaty skarbowe, itp.) kosztowały mnie dalsze 187 PLN.

W międzyczasie starostwo “przypomniało” sobie o mnie, ale ich awiza, jak się domyślam z pytaniem o nr mego konta, nie trafiały do mnie. Zatelefonowali do mnie z pytaniem, dlaczego nie mogą mi dosłać pisma. Odpowiedziałem, że na skutek ich aroganckiego postępowania wobec pleszewskich aptek, nie chcę mieć z nimi do czynienia, więc nie życzę sobie żadnych listów od nich. Próbowali mnie straszyć “notatką służbową” z naszej rozmowy, ale stali się grzeczniejsi, gdy usłyszeli, że sprawą spóźniania się z wykonaniem wyroku zajął się mój prawnik.

Po 2 dniach otrzymałem 300 PLN – przekazem pocztowym. Jednakże machina sądowa była już uruchomiona. Niedługo potem kolejne 187 PLN trafiło na moje konto.

Nie przypuszczam, aby dzięki powyższej procedurze starostwo jesienią b.r. odpuściło przygotowanie kolejnej Uchwały. Sądzę jednak, że będą mniej skłonni do aroganckich zachowań wobec aptekarzy. Przynajmniej wobec niektórych. Przynajmniej w moim powiecie.

Prędzej czy później sprawa nie wykonywania na czas wyroku sądowego ujrzy światło dzienne. Podniesiona będzie niegospodarność i szastanie publicznymi pieniędzmi. Kolejny raz pojawi się wątek utraty prestiżu administracji państwowej. Zaczną się pytania o jakość pracy prawników starostwa. Powróci temat wątpliwej potrzeby rozpoczynania wojny z aptekarzami, którzy uprzedzali, że nie pozwolą ludziom spoza zawodu na ingerencję w zasady pracy swoich aptek. Przypomną, że to nie oni przyszli do starostwa po należne wynagrodzenie, tylko starostwo niezgodnie z Konstytucją RP zażądało od nich bezpłatnej pracy. Kto wie, może aptekarze znowu publicznie podniosą sens wybierania tych samych bezrefleksyjnych radnych powiatowych?...

Mam świadomość głębokiego uczucia łączącego mnie i starostwo pleszewskie wraz z radnymi powiatowymi.

Skąd te 700 zł?

Ma koniec pora wyjaśnić, o co chodzi z niewartą uwagi kwotą 700 PLN za nocny dyżur. Najpierw jednak proszę zapoznać się z tym artykułem w Dzienniku Wschodnim.

Łaskawość rajców i ich zrozumienie, skutkujące zgodą na późniejsze o godzinę otwieranie i, również o godzinę, wcześniejsze zamykanie aptek, niezwykle mnie wzruszyła. Zwracam uwagę, że w Prawie farm. nie ma pojęcia "minimalne godziny pracy aptek". Zupełnie inaczej podchodzi się do stomatologów. Zwróćmy uwagę na podobną do aptekarskiej argumentację dot. opłacalności i braków w personelu. "Wycena NFZ jest dla nas za niska, więc przestało się to kalkulować. Poza tym jest duży problem z pozyskaniem pracowników, brakuje chętnych, szczególnie wśród młodych ludzi".

Porozmawiałem ze stomatologami. W kwocie 700 PLN zawiera się koszt ich pracy oraz materiałów. Gdyby nikt nie przyszedł, zarobiliby 700 PLN za gotowość. Gdyby przyszło więcej osób, koszt by przewyższył zapłatę z NFZ. Oni mają teoretyczną szansę na zarobek. Apteki nie, bo zawsze dokładają do dyżurów. Ewentualnie apteki całodobowe w dużych miastach mogą ten koszt zrównoważyć. Pamiętajmy również, że w zasadzie żaden starosta lub dyrektor oddziału NFZ nie ma uprawnień lekarza stomatologa, ani kluczy do jego gabinetu.

Paradoksalnie całkiem spora kwota 700 PLN nie wystarcza, by stomatolodzy chcieli pracować nocami. Rozumiem ich racje. Naszych nikt nie chce zrozumieć i zaakceptować. Gdyby aptekom – niekoniecznie w każdym powiecie - zaproponować taką zapłatę, zapewne problemy z dyżurami skończyłyby się raz na zawsze. Ale trzeba chcieć. Chęć musi wyrazić państwo, najlepiej za pośrednictwem swego płatnika, NFZ. Jeśli nie NFZ, logiczną alternatywą byłoby, gdyby za dyżury zapłacił ten, kto ich oczekuje i ustala
w formie Uchwały
czyli Rada Powiatu. Jestem pewien, że nie będą do tego skłonni. Czyli wrócilibyśmy do stanu obecnego.

Radni i starostowie są zwolennikami bezrefleksyjnego kija, my wolimy dobrowolną marchewkę. Przy takim ich stanowisku i dotychczasowych uprawnieniach, nigdy się nie dogadamy. W związku z tym, o ile nie zmienią swego podejścia, nie mogą być dla nas partnerami do negocjacji. A podejścia nie zmienią, dopóki nie będzie zmieniony art. 94 PF. Obecnie dyżury są wygodą, ale nie niezbędną koniecznością. Można z nich zrezygnować. W stanach nagłych pacjent trafia do szpitala, a nie do apteki. Za pracę należy zapłacić, za wygodę tym bardziej.

Dlatego jeśli dyżury aptek są niezbędne, art. 94 powinien być zmodyfikowany w taki sposób, aby były:

1/ dobrowolne,
2/ stosownie wynagradzane.

Jest też inne rozwiązanie. NFZ lub właściciel szpitala płaci za szersze niż do tej pory rozdawanie pacjentom leków podczas nocnej lub świątecznej wizyty na SOR (Szpitalny Oddział Ratunkowy). Ktoś powie: ależ to kosztuje! Oczywiście, że kosztuje. Praca farmaceutów na dyżurze też kosztuje. Co jest tańsze dla płatnika? Nie ma darmowych lunchów i darmowej pracy, nie ma też darmowych leków. Są bezpłatne, ale nie darmowe.

Udostępnij
PILNE
ZAMKNIJ
Oświadczenie

Dostęp do zawartości serwisu farmacja.pl jest możliwy
dla osób uprawnionych do wystawia recept
lub osób prowadzących obrót produktami leczniczymi.

Oświadczam, że jestem lekarzem, farmaceutą
lub osobą prowadzącą zaopatrzenie w produkty lecznicze.


Akceptuj