Farmaceuta to nie dietetyk

Obrazek użytkownika farmacja.pl
Autor: farmacja.pl / Opublikowano: 2016-10-28 12:55:03 /

Zadajmy sobie proste pytanie – czy farmaceuta powinien edukować pacjenta na temat prawidłowego sposobu odżywiania? Czy powinien rekomendować mu diety, które mogą mu pomóc w jego dolegliwościach? Czy mamy w ogóle prawo się na tym znać?

Prawidłowe odżywianie to podstawa. Spotkałem się niedawno z teorią, że stan całego organizmu człowieka tak naprawdę zależy od zdrowia jego układu pokarmowego. Wszelkie dysfunkcje wchłaniania, zaburzenia wydzielania enzymów czy obecność patogenów lub pasożytów skutkuje chorobami – najczęściej tymi, określanymi mianem cywilizacyjnych. Kolejną przyczyną jest niewłaściwe odżywianie – jedzenie niepełnowartościowych posiłków, spożywanie ich nieregularnie i w złych ilościach. To skutkuje z kolei deficytami witamin, minerałów i mikroelementów, które niekorzystnie wpływają na nasz organizm.

Ile prawdy jest w tej teorii? Z pewnością producenci suplementów diety stwierdzą, że to sama prawda i tylko prawda. W końcu na tym bazują cudowne właściwości ich produktów, które są niczym innym jak… żywnością. Między innymi z tego powodu nie za bardzo ufam tej teorii. Zresztą nie ufam jej również dlatego, że za bardzo przypomina mi dogmaty głoszone przez pewnego znachora o nazwisku Zięba. Wierzę jednak, że prawidłowe odżywianie to podstawa. Wszystko czego potrzebuje organizm powinno znajdować się w naszej diecie. Diecie przypisanej naszej szerokości i długości geograficznej. Jabłka, marchewki i ziemniaki – a nie żen-szenie, acerole i inne miłorzęby.

W to wierzę, tak jem – ale to nie znaczy, że przekonuję do tego swoich pacjentów. Z prostej przyczyny. Moim zdaniem farmaceuta nie jest od tego by edukować pacjenta w kwestii prawidłowego odżywiania. Nie do nas należy modyfikowanie jego diety i wbrew pozorom nie jest to nawet zadanie opieki farmaceutycznej, o której tyle się ostatnio mówi. Od zmieniania diety człowieka jest dietetyk lub lekarz. Liczba zajęć z bromatologii, którą mamy na studiach farmaceutycznych absolutnie nie kwalifikuje nas do zabawy w dietetyków. Brak nam ku temu kompetencji i umocowania. Niektórym brakuje też świadomości, że zmieniając nawyki żywieniowe pacjenta (czyli osoby chorej i leczącej się) możemy mu po prostu zaszkodzić.


Wszyscy doskonale wiemy czym jest homeostaza, prawda. To stabilny stan organizmu traktowanego jako układ zamknięty. Nie jest to stan uniwersalny, ale charakterystyczny dla każdego organizmu i wynikający jego umiejętności adaptacji się na działające na niego różne czynniki. Inaczej zatem będzie działał organizm (głównie pod względem metabolizmu) palacza, inaczej osoby nadużywającej alkoholu, a jeszcze inaczej osoby odżywiającej się prawidłowo. Elementem tej homeostazy są również leki, które stosuje pacjent. Organizm przyjmuje je i adaptuje się do nich w odpowiedni sposób modulując swoją pracę.

Homeostaza jest zjawiskiem bardzo delikatnym. Można ją porównać do wieży jenga – wyjęcie jednego klocka może nią zachwiać lub powalić. Tak samo jest z naszym organizmem i homeostazą. Wystarczy zmienić jeden z czynników na nią wpływających, by zaburzyć działanie całego układu. A jednym z najważniejszych elementów homeostazy jest dieta – to co dostarczamy do organizmu razem z pożywieniem. Zmianę diety można porównać do jednoczesnego wyjęcia kilku klocków z jengi – bardzo łatwo o katastrofę.

Przykłady? Wyobraźmy sobie pacjenta, który ma problemy z krzepliwością krwi. Lekarz zapisuje mu acenokumarol. Po dłuższym czasie stosowania leku pacjent przychodzi do apteki po jego kolejne opakowanie, rozmawia z farmaceutą (pyta co może zrobić, żeby krzepliwość sama się wyregulował i nie musiał już tego acenokumarol brać), który doradza, że krzepliwość krwi zwiększają też warzywa zielone bo zawierają dużo witaminy K. Pacjent przyznaje, że lubi sałatki (kapusta, jarmuż, szpinak). Decyduje się zmienić dietę i zmniejszyć podaż witaminy K. Jaki będzie tego efekt? Zaburzona homeostaza, niższy poziom witaminy K, silniejsze działanie acenokumarolu i pacjent ląduje w szpitalu z krwotokiem.

Ten przykład jest najbardziej oczywisty i przemawiający do wyobraźni – a przynajmniej mam taką nadzieję. Ale równie dobrze mógłbym tutaj opisać przypadek pacjenta, którzy rzucał palenie za namową farmaceuty i bez konsultacji z lekarzem. Ograniczony dostęp do nikotyny, zmiana metabolizmy leków i kolejna tragedia gotowa.

Osobną kwestią są suplementy diety. Równie dobrze co pomóc, mogą też zaszkodzić – zgodnie z opisanym wyżej mechanizmem. Zresztą coraz częściej suplementami są preparaty i substancje, które wcześniej były lekami. Czy farmaceuta powinien się posługiwać nimi, by próbować pomóc pacjentowi? Śmiem wątpić. Czy to oznacza, że suplementów diety nie powinno być w aptekach? Myślę, że powinny być – bo gdzie indziej pacjent uzyska lepszą informację na ich temat i zostanie przestrzeżony przed ich niepohamowanych zażywaniem? Problem w tym wypadku leży w braku kontroli nad rejestracją i reklamą takich preparatów. Także w dzikiej polityce firm produkujących suplementy, które usilnie chcą przypominać i zastępować leki. Ale to już temat na inny wpis.

Udostępnij
PILNE
ZAMKNIJ
Oświadczenie

Dostęp do zawartości serwisu farmacja.pl jest możliwy
dla osób uprawnionych do wystawia recept
lub osób prowadzących obrót produktami leczniczymi.

Oświadczam, że jestem lekarzem, farmaceutą
lub osobą prowadzącą zaopatrzenie w produkty lecznicze.


Akceptuj