Farmaceuta offline

Autor: Cogaiseoir / Opublikowano: 2017-01-16 14:39:47 /

Osobiście uważam, że farmaceuci mają gorzej niż większość zawodów. Nie dość, że pracują na pełen etat, to zazwyczaj ich praca na I stole nie kończy – trzeba zrobić szkolenia, pojawić się na konferencji, doczytać najnowsze rekomendacje. Nikt nie wlicza tego w swój czas pracy, ale jednak pozbywamy się jakieś części dnia czy tygodnia by te sprawy wykonać…

W dobie mediów, wszechogarniającej techniki – a co za tym idzie nowych kanałów reklamy – trzeba będzie niedługo do naszych obowiązkowych nadliczbowych obowiązków dopisać oglądanie telewizji, słuchanie radia i przeglądanie Internetu. Bo farmaceuta offline to farmaceuta mniej przydatny jak się okazuje.

W naszej aptece jakoś większość z farmaceutów jest szczęśliwymi posiadaczami obrazów, akwariów bądź innych wypełniaczy przestrzeni zamiast ultra cienkich / kineskopowych telewizorów. Nie jest to problemem (a może nawet jest i zaletą) w życiu prywatnym, natomiast w konfrontacji z pacjentem-widzem nie mamy szans. Nagle potrzebna jest ta żółta maść przeciwbólowa, żadna inna nie pomoże. Ale żółty okazuje się nie kartonik, a szata graficzna spotu i jesteśmy w kropce. W telewizji reklamują teraz taki syrop na kaszel i on podobno jest mocniejszy od tych „zwykłych”, ale nie nazwa uleciała… ale przecież teraz w kółko reklamują tylko jego, na pewno wiadomo o który chodzi! No jak wiadomo, jak nie wiadomo – nie masz telewizji, przegrywasz.


Nie ma co ukrywać, że z podobnymi reklamowymi odkryciami docierają do aptek zwykle osoby starsze, młodsze pokolenie ma mniejszy pociąg do telewizji, poza tym zwykle zwyczajnie pamięta nazwę leku, ale reklamy suplementów zaczynają przewijać się na internetowych portalach. Myślę, że tylko kwestią czasu jest, aż młode pokolenie zacznie sugerować się tym, co widzi (w końcu temu służy reklama) i z tabletami przychodzić do apteki w poszukiwaniu panaceum.

Tu pojawia się kolejna ważna kwestia, dla której warto obserwować media – możemy z większym lub mniejszym prawdopodobieństwem przewidzieć trend i wyprzedzić oczekiwania pacjentów. Gdy dany producent wchodzi na rynek z nową kampanią reklamową, nie mając telewizora w zasadzie czekamy na skutki wybuchu zamiast przygotować się na to, co nastąpi i wyjść z tego obronną ręką. Wielu pacjentów kocha apteki „na już” i wystarczy raz się takiemu narazić brakiem nowego, cudownego specyfiku by nie odwiedził nas już więcej podczas wykupywania recepty.

Pytanie brzmi: jak daleko farmaceuta powinien podążać za oczekiwaniami i preferencjami pacjentów? Oczywiście, praca w aptece jest pracą dla ludzi, jest dokładaniem sił i starań, by pacjent otrzymał to, czego oczekuje. Jednak czy powinniśmy czuć się gorsi, że nie nadążamy z trendami reklamowymi? I przeciwnie – czy powinniśmy czuć się lepsi, że zrozumieliśmy ten przedziwny mechanizm handlu i wyprzedziliśmy sąsiednią aptekę nie pod względem jakości porad i usług, ale dostępności nowego preparatu?

W obecnych czasach niewiele mnie już zdziwi – o pacjenta trzeba walczyć. Nowe zmiany mają sprawić, że istniejące apteki nie mają czuć się tak zagrożone powstającymi dokoła nowymi placówkami. Jednak pomiędzy tymi, które pozostaną i tak będzie dochodziło do konkurencji. Nie chciałbym pracować w aptece, w której oglądanie telewizji staje się większym asem w rękawie podczas rozmowy z pacjentem niż systematyczne poszerzanie swojej merytorycznej wiedzy. Jaki świat byłby piękny, gdyby tak pacjent ufał farmaceucie przy wyborze leku, a nie gadającej twarzy z telewizji! Wtedy zasady byłyby jasne – to, że jesteś offline nie oznacza, że przegrałeś. Może wręcz oznaczać zwycięstwo – w końcu poświęciłeś ten czas na doczytanie czegoś, czym przyciągniesz uwagę pacjenta i doradzisz mu najlepiej, jak tylko umiesz :)

Udostępnij
PILNE
ZAMKNIJ
Oświadczenie

Dostęp do zawartości serwisu farmacja.pl jest możliwy
dla osób uprawnionych do wystawia recept
lub osób prowadzących obrót produktami leczniczymi.

Oświadczam, że jestem lekarzem, farmaceutą
lub osobą prowadzącą zaopatrzenie w produkty lecznicze.


Akceptuj