Glutenowe kłamstwo i inne mity o tym co jemy

Autor: Anna Załucka / Opublikowano: 2017-02-02 12:15:00 /

Taki właśnie tytuł nosi książka, o której chciałam napisać kilka słów. Jej autorem jest religioznawca Alan Levinovitz. Choć na pierwszy rzut zarówno skandalizujący tytuł, jak i postać jej twórcy mogą budzić wątpliwości co do merytorycznej wartości publikacji, to spróbuję Was przekonać, że warto po nią sięgnąć.

Levinovitz pytany dlaczego napisał książkę na temat niezwiązany ze swoją profesją, odpowiada że natchnęli go „starożytni chińscy mnisi, którzy stosowali bezzbożową dietę. Jak wszyscy rewolucjoniści żywienia, szydzili oni z obyczajów kulinarnych swojej epoki. Zapewniali, że ich metoda jest lekarstwem na różne choroby, i szybko zyskali spore grono zwolenników. Jeżeli chcemy zrozumieć i przejrzeć na wylot takie żywieniowe fanaberie, powinniśmy polegać raczej na historii aniżeli na naukach przyrodniczych”.

Mnisi zachęcali do bezzbożowej diety obietnicą powrotu do raju prostoty i naturalności, a nakazywali odrzucenie nowoczesnej kultury (w ich przypadku kultury opartej na pięciu zbożach). Nagrodą za żywieniowe wyrzeczenia miała być wieczna młodość i zdrowie. Brzmi znajomo? Tak! Ponieważ, jak pisze Alan Levinovitz, konkretne zakazy zmieniały się w ciągi dziejów i coraz to inne były „kulinarne tabu”, ale mityczna koncepcja powrotu do raju (czyli miejsca wiecznej szczęśliwości, gdzie choroby, cierpienie i śmierć nie mają wstępu) za sprawą jedzenia (albo raczej niejedzenia wskazanych pokarmów) pozostała niezmienna. Na potwierdzenie cytuje określenia, kategoryzujące żywność: jest „dobra” i „zła” żywność, „zła” jest „kusząca” i „grzeszna”; „dobra” jest „prawdziwa”, „czysta”, „naturalna”. Ta nomenklatura bardziej pasuje do świętych ksiąg niż do kuchni, ale jest cały czas w użyciu.

Alan Levinovitz pokazuje, że świetnie się mają stare mity żywieniowe, jak chociażby mit o złej naturze cukru, pochodzącego z przetwarzania trzciny cukrowej. Cukier, powszechnie stosowany w Europie dopiero od XVII wieku, stał się idealną ilustracja mitu o przewadze idyllicznej przeszłości nad grzeszną nowoczesnością. W XVIII wieku niemoralna granulowana sacharoza została obwiniona o powodowanie szkorbutu, pobudliwości nerwowej i popędu seksualnego. Dziewiętnastowieczni purytanie obwiniali cukier o powodowanie niestrawności, osłabienia i wzrost popędu seksualnego, „zwłaszcza u kobiet, dzieci i biedoty”. Współcześni wrogowie cukru ostrzegają, że występuje on aż pod 56 nazwami, co autor kwituje spostrzeżeniem: ma o 15 imion więcej niż Szatan.


Możemy się na autora oburzać za ten brak powagi, bo przecież mówimy o sprawach fundamentalnych, chcielibyśmy żyć długo i szczęśliwie, a niektórzy dodatkowo chcieliby żyć w dostatku. Dlatego, co jakiś czas, pojawiają się dietetyczni prorocy, głoszący rewolucyjne teorie żywieniowe, które ułatwią nasze zmagania z chorobami i śmiercią.

Tylko że ustalenie, co jest dobre, a co złe, jeśli chodzi o jedzenie, nie jest już takie proste. Trudno zaprojektować badanie, dotyczące żywienia (czym miałoby być placebo, w jaki sposób „zaślepić próbę”). Badacze opierają się na obserwacjach związku chorób ze stylem życia, ale wpływ na końcowy wynik ma wiele czynników, które łatwo, celowo lub przypadkowo, pominąć. W kolejnych rozdziałach książki autor analizuje fakty, mity, przekłamania, trudności w formułowaniu wniosków na temat najważniejszych dietetycznych winowajców: glutenu, tłuszczu, cukru i soli.

Jego dziennikarskie śledztwo potwierdza nasze nieśmiałe przypuszczenia, że wpływ diety na stan zdrowia w wielu aspektach nie jest dokładnie poznany. Często jedynym wynikiem analizy danych jest to, że… potrzebujemy więcej badań, jak chociażby w przypadku wpływu cukru na zdrowie (wniosek płynący z analizy przeprowadzonej w 2014 roku na łamach czasopisma „Metabolism: clinical and experimental”). Zasady, określające ilość spożywanego tłuszczu, różnią się w zależności od źródła (według Amerykańskiego Towarzystwa Kardiologicznego z tłuszczu powinno pochodzić 23-35 procent dziennej dawki kalorii, zaś naukowcy z wydziału zdrowia publicznego Harvardu twierdzą, że nie ustalono „górnej granicy dopuszczającej odsetek kalorii, jaki ludzie powinni przyjmować każdego dnia ze zdrowego źródła tłuszczu.”). Jedynym pewnikiem, od wielu lat, zdaje się być stwierdzenie, że w celu uzyskania zdrowia i szczupłej sylwetki, trzeba odżywiać się racjonalnie, być aktywnym fizycznie i niwelować wpływ stresu. Ustalanie szczegółów, co do żywieniowych wytycznych, pozostawmy naukowcom, odrzućmy „nauki” celebrytów, nie ulegajmy przejściowym dietetycznym trendom i medialnym nagonkom na poszczególne produkty spożywcze.

Książkę Alana Levinovitza można potraktować jako zabawną opowieść o żywieniowych mitach, ale uwagę „mity są zaraźliwe” należy rozumieć całkowicie serio. Strach przed nowoczesną medycyną stanowi bezpośrednie następstwo wiary w żywieniowe mity o raju utraconym i powrocie do niego przez zbliżenie z naturą. Na pewno spotkali się Państwo z potępianiem szczepionek przez orędowników powrotu do najlepszej matki uzdrowicielki - Natury. Znowu brzmi znajomo, ale tym razem nie jest zabawne. Dlatego demaskowanie mitów żywieniowych jest bardzo ważne, a książka Levinovitza warta przeczytania.

Udostępnij
PILNE
ZAMKNIJ
Oświadczenie

Dostęp do zawartości serwisu farmacja.pl jest możliwy
dla osób uprawnionych do wystawia recept
lub osób prowadzących obrót produktami leczniczymi.

Oświadczam, że jestem lekarzem, farmaceutą
lub osobą prowadzącą zaopatrzenie w produkty lecznicze.


Akceptuj