Jak Dakota Północna walczyła o niezależne aptekarstwo | farmacja.pl

Jak Dakota Północna walczyła o niezależne aptekarstwo

Autor: Piotr Sędłak / Opublikowano: 2017-08-09 11:56:37 /

Przepisy wprowadzajcie daleko idące regulacje w zakresie prowadzenia aptek stosowane są, w różnych wariantach, na całym świecie. Nie jest tylko polską, czy europejską specyfiką, że własność aptek „wiąże się” z farmaceutami, udzielonym im zezwoleniem na prowadzenie apteki oraz prawem wykonywania zawodu. Przy czym, za oceanem tego rodzaju rozwiązanie „w czystej formie” obowiązuje tylko w jednym stanie: Dakocie Północnej. Regulacja ta, aby pozostać w mocy i nie ulec lobby biznesowemu, „przeszła” w ciągu ostatnich kilku dekad niezwykle zacięty bój prawny, który otarł się o nawet Federalny Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych.

Sąd nad „apteką dla aptekarza”

Większość stanów Ameryki Północnej co do zasady stosuje stosunkowo liberalną politykę w zakresie własności aptek. Przy czym nie należy tego rozumieć w taki sposób, w jaki tezę o „wolności gospodarczej” forsują polskie sieci apteczne. Regulacje związane z prowadzeniem apteki, m.in. w zakresie wymagań co do osoby kierownika apteki (tzw. PIH – Pharmacist-In-Charge), czy też zmian w strukturze właścicielskiej podmiotów prowadzących apteki, są niezwykle restrykcyjne. Wykazują one podobieństwo do rozwiązań polskich. Z tą różnicą, że są bezwzględnie egzekwowane.

Na przykład w stanie Wyoming każda zmiana właściciela apteki, a nawet jej lokalizacji, skutkuje przyjęciem fikcji prawnej, że uzyskane zezwolenie wygasa (original license becomes void); podmiot prowadzący aptekę musi wystąpić o udzielenie nowej licencji. Przypomnijmy sobie tymczasem, jaką narrację przez ostatnie 17 lat „przepychały kolanem” sieci apteczne w Polsce? „Trwałość decyzji administracyjnych nie pozwala cofać zezwoleń aptecznych, nawet po zmianie jej właścicieli”, „wymogi prawne na prowadzenie apteki spełniać należy jedynie w momencie udzielenia zezwolenia”, „rozszerzająca interpretacja przepisów narusza Konstytucję” etc. Jak widać, w Stanach Zjednoczonych mamy do czynienia nie tylko z inną kulturą prawną, ale przede wszystkim z odmienną mentalnością.

Pod tym względem stan Północna Dakota jest wyjątkowy; to swoisty „rodzynek”, w którym obowiązuje stosowana w wielu krajach europejskich zasada tzw. „apteki dla aptekarza” (co najmniej 51% udziałów w podmiocie prowadzącym aptekę musi posiadać farmaceuta). Obowiązuje, co nie oznacza, że w ostatnich dekadach nie podejmowano próby, aby ten stan rzeczy zmienić. W przeprowadzonym w 2014r. referendum, zainicjowanym przez przeciwników dotychczasowych przepisów (reprezentowanych przez porozumienie pn. „Lower Pharmacy Prices Initiative” - LPPI), mieszkańcy decydowali o tym, czy ustanowione w 1963r. regulacje (North Dakota Pharmacy Ownership Law) „rozluźnić”. Za liberalizacją przepisów lobbowali właściciele największych amerykańskich sieci supermarketów: Walmart, Walgreens i CVS (prowadzący w USA również sieci apteczne). W kampanii medialnej skupiali się oni na hasłach wolnego handlu i prognozowanym spadku cen leków.

Tymczasem przeciwnicy zmian przytaczali badania, z których wynikało, że statystyczne spożycie leków w Północnej Dakocie jest niższe, niż w pozostałych stanach. Podobnie odnoszono się również do cen leków, w szczególności generycznych, które w Dakocie Północnej były tańsze, w porównaniu do średniej krajowej. Tłumaczono to niższą presją na ich konsumpcję (brak walki konkurencyjnej, której elementem jest m.in. rozbuchana reklama, nie napędza w sposób sztuczny popytu na produkty lecznicze). Wskazywano również, że Północna Dakota posiada wyższy współczynnik farmaceuty na 10 tys. mieszkańców (2,45), aniżeli w reszcie kraju (1,88). Podkreślano również, że północnodakotańskie regulacje doprowadziły do sytuacji, w której na mniej zaludnionych obszarach tego stanu ulokowane jest aż 53% aptek (co czyni je łatwiej dostępnymi), w sytuacji, w której np. w sąsiedniej Dakocie Południowej, nieposiadających tego rodzaju rozwiązań prawnych, odsetek ten wynosi zaledwie 35%.


Trwająca przeszło pół roku kampania referendalna była niezwykle zażarta. Zwolennicy likwidacji niezależnych aptek w Dakocie Północnej ponieśli jednak sromotną klęskę. W przeprowadzonym 4 listopada 2014r. głosowaniu 58,97% mieszkańców stanu sprzeciwiło się rozluźnieniu dotychczasowych regulacji. Na nic zdało się prawie 7 mln dolarów wyłożonych przez Lower Pharmacy Prices Initiative na przekonanie Dakotyjczyków z północy.
Biznes vs. aptekarstwo

Dakotyjskie rozwiązania prawne były również poddawane pod osąd ich zgodności ze stanową oraz federalną konstytucją. W 1971r. na drodze sądowej próbowano wykazać, że przepisy dotyczące własności aptek, naruszają 14. poprawkę do konstytucji federalnej oraz art. 11 i 20 konstytucji stanu Północna Dakota. W sprawie Snyder’s Drug Stores Inc. vs. North Dakota State Board of Pharmacy (1971) Sąd Najwyższy Północnej Dakoty uznał, że zasada „apteka dla aptekarza” jest niezgodna z wydanym w 1928r. przez Federalny Sąd Najwyższy USA precedensem Liggett Co. vs. Baldridge. Sprawa stanęła zatem na ostrzu noża. Firma Snyder’s Drug Stores Inc., której pierwotnie odmówiono wydania licencji na prowadzenie aptek w Północnej Dakocie, mogła wniesionym pozwem doprowadzić do uchylenia prawa obowiązującego od 1963r.

O co chodziło w sprawie Liggett Co. v. Baldridge? Casus powstał na bazie nieobowiązujących już wówczas pensylwańskich przepisów, które zakładały że 100% udziałów w aptece posiadać musiał farmaceuta. Takie obostrzenia uznano na początku XX w. za niekonieczne i nieuzasadnione, zbyt mocno ingerujące w sferę własności, a przez to niekonstytucyjne. Amerykański system prawny powoduje, że ów precedens przez dekady wiązał również stanowe Sądy Najwyższe, do czasu aż nie zostałby on (ewentualnie) uchylony lub zmieniony przez sam Sąd Najwyższy (na poziomie federalnym). A to nastąpiło na skutek wyroku z dnia 5 grudnia 1973r., w którym precedens Liggett Co. v. Baldridge unieważniono, co spowodowało, że sprawa wróciła do stanowego Sądu Najwyższego w Północnej Dakocie. Ten z kolei przyznał rację tamtejszym farmaceutom i stwierdził, że obostrzenia właścicielskie aptek pozostają w istotnym związku z interesem społecznym, w szczególności w zakresie poziomu świadczonej mieszkańcom stanu opieki zdrowotnej, przez co nie naruszają stanowej konsytuacji i innych ustaw.

Stosunkowo niedawno, bo w 2009r., w stanowej legislaturze Dakoty Północnej podjęto próbę przeforsowania nowego prawa (House Bill 1440), uchylającego wymagania prawne na prowadzenie aptek w zakresie własności. Wymóg wykształcenia farmaceutycznego chciano zastąpić niejasną przesłanką „wykazania odpowiednich kwalifikacji do prowadzenia apteki”. Znamienne, że forsowane wówczas rozwiązanie jest bliźniaczo podobne do uregulowań polskich. W 2001r., w pierwotnej wersji prawa farmaceutycznego, wymóg wykształcenia jako warunek uzyskania zezwolenia na powodzenie apteki, ostatecznie zastąpiono niejasną przesłanką „rękojmi należytego prowadzenia apteki”. Ostatecznie, proponowana przez środowiska biznesowe ustawa przepadła w stanowym parlamencie stosunkiem głosów: za – 35, przeciw – 57.

Prawo, którego trzeba bronić

Przykład Północnej Dakoty pokazuje nam, że sensowne i sprawdzone przez lata prawo, było tam już kilkukrotnie szturmowane. Najpierw na drodze sądowej (1973r.), następnie – parlamentarnej (2009r.), skończywszy na referendum (2014r.). Doświadczenia tego stanu pokrywają się w zasadzie z przebiegiem ścieżki legislacyjnej dla uchwalonej 7 kwietnia 2017r. tzw. małej nowelizacji Prawa farmaceutycznego. Zwolennicy przekształcenia aptek w „sklepy z lekami” nie szczędzą sił, środków, a przede wszystkim – pieniędzy, by przechylić prawo na swoją korzyść. Co tylko potwierdza, że kwietniowa nowelizacja nie jest polskim farmaceutom i samym Polakom dana na zawsze.

Udostępnij
PILNE
ZAMKNIJ
Oświadczenie

Dostęp do zawartości serwisu farmacja.pl jest możliwy
dla osób uprawnionych do wystawia recept
lub osób prowadzących obrót produktami leczniczymi.

Oświadczam, że jestem lekarzem, farmaceutą
lub osobą prowadzącą zaopatrzenie w produkty lecznicze.


Akceptuj