Jak po Salofalk, to do sieciówki...

Obrazek użytkownika farmacja.pl
Autor: farmacja.pl / Opublikowano: 2017-07-14 11:09:41 /

Chorzy na Leśniowskiego-Crohna mają poważny problem, ponieważ w aptekach brakuje niezbędnych w ich terapii leków. Aptekarze twierdzą, że nie ma ich w hurtowniach i nie mają skąd zamawiać. Nieoficjalnie dodają, że Salofalk jest jednym z tych leków, który w dużych ilościach jest wywożony z Polski.

Choroba Leśniowskiego-Crohna jest przewlekła i nieuleczalna. To nieswoiste zapalenie jelit, objawiające się m.in. silnymi bólami brzucha, biegunkami (często krwawymi), nudnościami i ogólnym wyniszczeniem organizmu. Dla wielu pacjentów podstawą terapii jest Salofalk, stosowany również przy wrzodziejącym zapaleniu jelita grubego. Lek jednak bardzo trudno znaleźć w aptece.

Gazeta Wyborcza opisuje poszukiwania swojej czytelniczki, która codziennie przyjmuje sześć tabletek Salofalku. Leku szuka w całej Polsce.

– Przeszłam z dziesięć aptek, bezskutecznie. Wszędzie słyszałam to samo: „braki w hurtowni”. Mama znów szukała w Białymstoku i było to samo co w Krakowie. Dzwoniła też do kuzynki, która jest farmaceutką w Sopocie. Tam również Salofalku nie było. Szukałam też w Warszawie, gdzie przebywałam przez tydzień.

Czytelniczce ostatecznie udało się zdobyć lekarstwa. Zadzwoniła do centrali jednej z sieciówek, która zebrała w jednym miejscu opakowania Salofalku z kilku swoich aptek.

– Dzwoniłam też do kilku aptek znalezionych na stronie KtoMaLek, ale tam mieli tylko po 2-3 opakowania, często odłożone dla kogoś innego. Biorę sześć tabletek dziennie, jedno opakowanie starcza mi na nieco ponad tydzień, więc też mnie to nie urządzało. A receptę miałam na dziewięć – podkreśla.

Rzecznik prasowy GIF - Paweł Trzciński - podejrzewa, że brakom leku winny jest jego wywóz za granicę.

- Wiele leków, szczególnie tych, które są w Polsce refundowane, sprzedaje się za granicę, gdzie są znacznie droższe. Przebitka na innych rynkach może być nawet dziesięciokrotna. A na polskim rynku już jest ich mało – widząc, że sprzedaż jest w naszym kraju mało opłacalna, producenci wysyłają ich tylko tyle, ile ich zdaniem wynosi realne zapotrzebowanie - mówi Trzciński.

Teoretycznie lek, który został umieszczony na liście leków zagrożonych brakiem dostępności, przygotowanej przez Ministerstwo Zdrowia, nie powinien być eksportowany. Salofalk na liście był już kilkukrotnie. Tyle, że pomysłowość firm wywożących leki jest ogromna, a leki i tak są wywożone.

- Mamy nawet sygnały, że w proceder zamieszana jest mafia. To dla nich łatwy sposób zarobku – tłumaczy Trzciński. I przyznaje, że walka z tym zjawiskiem jest niezwykle trudna, a spory sądowe i udowodnienie komuś winy ciągną się latami. – Cierpią na tym, niestety, pacjenci. Naprawdę jednak robimy, co możemy.

Więcej na ten temat na stronach Gazety Wyborczej.

Źródło: krakow.wyborcza.pl

Udostępnij
PILNE
ZAMKNIJ
Oświadczenie

Dostęp do zawartości serwisu farmacja.pl jest możliwy
dla osób uprawnionych do wystawia recept
lub osób prowadzących obrót produktami leczniczymi.

Oświadczam, że jestem lekarzem, farmaceutą
lub osobą prowadzącą zaopatrzenie w produkty lecznicze.


Akceptuj