Komu farmaceutę z Ukrainy, komu?

Autor: MGRfarm / Opublikowano: 2017-02-06 12:32:56 /

Poszukiwania farmaceuty lub farmaceutki do mojej apteki nadal trwają. Po moim ostatnim wpisie na blogu dostałem kilka zapytań od czytelników – niestety za każdym razie bariera geograficzna okazywała się nie do przejścia. I tutaj doszło do sytuacji paradoksalnej. Przy braku chęci polskich farmaceutów do migracji za pracą, zaproponowano mi zatrudnienie farmaceuty z… Ukrainy.

Okazuje się, że „sprowadzaniem” pracowników z Ukrainy zajmują się stworzone w tym celu Agencje. Dysponują bazą Ukraińców, którzy chcą gotowi się emigrować w celach zarobkowych i wyszukują dla nich ofert pracy w Polsce. Kwalifikacje tamtejszych farmaceutów są w Polsce uznawane po nostryfikacji dyplomu. Polski język jest bardzo podobny do Ukraińskiego, dlatego jego nauka jest dość łatwa. Zresztą okazuje się, że znajomość języka Ukraińskiego przez pracownika polskiej apteki może okazać się przydatna. Są w Polsce takie rejony, gdzie pracowników z Ukrainy jest mnóstwo.

Czytałem ostatnio aptece w Bydgoszczy, która właśnie z myślą o Ukraińcach pracujących w tym miejsce, zdecydowała się na zatrudnienie farmaceutyki z tego kraju. To oczywiście miało przyciągnąć ich do tej konkretnej apteki, a artykuł w gazecie miał zastąpić reklamę, która w tej sytuacji była zabroniona (do przeczytania tutaj: Tysiące Ukraińców już mieszkają w Bydgoszczy. Zadomawiają się[url]). Bo czy reklamą jest artykuł w prasie i wywiad z właścicielem apteki, który chwali się tym, że pracuje u niego Ukrainka i wszyscy Ukraińcy pracujący w okolicy poczują się tu jak u siebie? Niestety okazuje się, że to posunięcie nie zadziałało. Kilka dni temu czytałem, że tej samej aptece grozi zamknięcie, bo otwarła się jej pod nosem apteka sieciowa. A prasa napisała o tym, bo w owe aptece mieści się też Muzeum Farmacji (do przeczytania tuta: [url=http://mgr.farm/content/muzeum-farmacji-moze-zniknac-przez-apteke-sieciowa] Muzeum Farmacji może zniknąć... przez aptekę sieciową).

Zainteresowałem się tym tematem. Okazuje się, że farmaceutów i farmaceutek z Ukrainy, które poszukują pracy w Polsce nie brakuje. Ale co ciekawe. Przyznam, że trochę to smutne, bo dowodzi, że takie opiekunki zarabiają za zachodnią granicą więcej niż nasi farmaceuci. To, że niektórzy z nich chcą pracować w zawodzie w Polsce zapewne jest spowodowane bliskością do ojczyzny i językiem (Ukraińcowi jednak łatwiej się nauczyć Polskiego niż Niemieckiego).

Z Ukrainy można sobie też sprowadzić techników farmaceutycznych. Co prawda w Polsce ich akurat nie brakuje, ale mimo to niektóre sieci apteczne szukają ich za wschodnią granicą. I to nie pojedynczych osób. Sieci szukają techników farmaceutycznych na Ukrainie hurtowo (TUTAJ OGŁOSZENIE NA DOWÓD).

I jeszcze jedna sprawa, która wypłynęła podczas moich poszukiwań dotyczących farmaceutycznych pracowników z Ukrainy. Okazuje się, że polskie organizacje zrzeszające techników farmaceutycznych dogadały się z Lwowskim Uniwersytetem Medycznym i stworzyły dla nich specjalny program studiów farmaceutycznych. Innymi słowy polski technik farmaceutyczny, który chce zostać magistrem farmacji, może podjąć takie studia na Ukrainie – oczywiście niestacjonarne (więcej na ten temat pod [utl=http://studiadlaciebie.net/farmacja-studia-magisterskie/]TYM ADRESEM[/url]). Przyznam, że trochę to dla mnie dziwne. Rozumiem, że polscy technicy farmaceutyczni mogą czuć się rozczarowani brakiem możliwości zrobienia studiów uzupełniających w Polsce i otrzymania tytułu magistra farmacji. Ale wykorzystywanie do tego jakiegoś dziwnego trybu nauczania na Ukrainie i nostryfikowanie dyplomu… Trochę to dziwne. Jestem ciekaw czy tacy farmaceuci już w Polsce pracują…

Niemniej ja nadal poszukuję polskiego farmaceuty – w każdym tego słowa znaczeniu.

PILNE
ZAMKNIJ
Oświadczenie

Dostęp do zawartości serwisu farmacja.pl jest możliwy
dla osób uprawnionych do wystawia recept
lub osób prowadzących obrót produktami leczniczymi.

Oświadczam, że jestem lekarzem, farmaceutą
lub osobą prowadzącą zaopatrzenie w produkty lecznicze.


Akceptuj