Krzyże w aptekach, a zakaz reklamy – poważne rozważania | farmacja.pl

Krzyże w aptekach, a zakaz reklamy – poważne rozważania

Autor: Piotr Sędłak / Opublikowano: 2017-11-22 09:35:27 /

W ostatnim czasie jeden z wojewódzkich inspektorów farmaceutycznych wydał decyzję, sankcjonującą posługiwanie się hasłem: „apteka z tradycjami”. Powód? Naruszenie zakazu reklamy aptek i ich działalności. Tradycja kojarzy się bowiem pozytywnie, a co za tym idzie – może zachęcać do skorzystania z usług takiej „tradycyjnej” apteki...

Kilka tygodni temu redaktor Łukasz Waligórski, w kontekście ów osobliwego zachowania organów inspekcji, wysnuł tezę nawet bardziej radykalną – czy z aptek znikną krzyże? Bo gdyby się tak nad tym głębiej zastanowić…

Reklama apteki, czyli „nadinterpretacja metafory”

Dla jasności, ja również jestem zwolennikiem zakazu reklamy aptek. Farmaceuci to chyba ostatni zawód zaufania publicznego, który nie miał uregulowanej kwestii obostrzeń reklamowych (podobnie, jako ostatnia grupa zawodowa „z tego segmentu” nie miała zagwarantowanego wyłącznego prawa do prowadzenia aptek). Przepis zakazujący reklamowania aptek (i ich działalności) jest hermetyczny. Definiuje się go od strony negatywnej, tzn. wszystko jest reklamą, chyba że jest informacją o godzinach otwarcia i lokalizacji apteki; wówczas zakaz nie obowiązuje. Reklamę, o której mowa w art. 94a ust. 1 Prawa farmaceutycznego, jest każde działanie (oceniane z perspektywy celu działania, a nie – formy), które może zachęcić do skorzystania z usług apteki.

Na pewno intelektualnie ciekawym, a prawniczo – co najmniej niegłupim, jest zastanowienie się nad tym, czy krzyż apteczny, widniejący na elewacji jej lokalu (w każdym bądź razie – na zewnątrz) również zachęca do skorzystania z jej usług? Teoretycznie rzecz ujmując… tak właśnie jest! Odwołajmy się do źródeł.

Obietnica Zbawienia reklamą apteki?

Krzyż jest symbolem chrześcijaństwa, jako miejsce śmierci Jezusa Chrystusa; mówimy tutaj o pierwotnym znaczeniu, niezmodyfikowanym przez farmację. Pismo Święte, w kilku miejscach, nazywa Jezusa Zbawicielem. W Ewangelii według świętego Jana (rozdział 4, werset 42) przytacza się głos niewiast, które same słyszały „(…) że ten [tj. Jezus] jest prawdziwie Zbawicielem świata”. W Pierwszym Liście Św. Jana (rozdział 4, werset 14) stwierdza się, że „My także widzieliśmy i świadczymy, że Ojciec zesłał Syna jako Zbawiciela świata”. Nie można zatem mówić tutaj o przypadkowości; fakt, że mówimy o źródłach pozaprawnych nie ma nic do rzeczy. Podobnie, w Liście do Tytusa (rozdział 3, werset 4-7) Jezusa nazywa się „Zbawicielem naszym”, który wylał (na nas) obficie Ducha Świętego.


Teoretycznie zatem rzecz ujmując sprawa jest jasna – obietnica Zbawienia, potencjalna korzyść wynikająca z działania Ducha Świętego, zachęta skierowana do nieokreślonego odbiorcy w zakresie Życia Wiecznego… Wypisz, wymaluj – reklama apteki. Okej, a teraz zejdźmy na ziemię.

Bogu – co boże, Inspektorowi – co inspektorskie

To oczywiste, że każdy przepis można „zredukować do absurdu”; interpretować go i stosować w taki sposób, aby nie tylko wypaczyć cel jego ustanowienia, ale w ogóle ośmieszyć całą ideę regulacji. Przypomnijmy zatem, co było podglebiem uchwalenia w 2011r. zakazu reklamy aptek? Chodziło o działania sieci aptecznych, które obchodziły ten zakaz, w brzmieniu obowiązującym do 1 stycznia 2012r. W uzasadnieniu projektu ustawy refundacyjnej, który ten zakaz ustanowił, opisuje się dziwne „promocje”, „akcje wiązane”, „bonusy za recepty” i inne niedorzeczności w codziennej wówczas praktyce rynkowej tych podmiotów. Miały one postać: ulotek promocyjnych, „mobilnych tygodni zdrowia”, „programów opieki farmaceutycznej”, „folderów informacyjnych”, „skupowania” recept i wymiany ich za bonusy (np. szynkę (!), patelnię (!), kołdrę (!) itp.), plakatów informujących o możliwości nabycia tańszych odpowiedników leków (ale w tej konkretnie aptece, bo jak wiemy – w żadnej innej tańsze odpowiedniki wydawane być nie mogą…) etc.

Mieszanie w to wszystko krzyża jest nieporozumieniem. Krzyż, oprócz tego że kojarzy się z apteką, jest również symbolem religijnym. A miejsce religii w życiu publicznym regulowane jest na zupełnie innym poziomie prawnym. Nie umniejszając w tym momencie nic zakazowi reklamy aptek, to jednak nie ta półka.

Na marginesie można jedynie powiedzieć, że – w ujęciu dogmatycznym – krzyż nie ma właściwości reklamowych w znaczeniu prawnym (chociaż cokolwiek głupio to brzmi). W tym sensie „krzyż aptekarski” nie wyznacza konkretnej apteki, czy też jej właściwości (poziomu usług etc.). Jako symbol „spowszedniał” (chociaż to stwierdzenie też nie brzmi za mądrze). Pełni on funkcję typowo informacyjną; wskazuje lokalizację apteki. Dodajmy – każdej apteki. A to, jak wiemy, akurat spod zakazu reklamy aptek jest wyłączone.

Wielkość banera ma znaczenie?

Rozważania tutaj poczynione należy rozpatrywać w kategoriach ważkich; to są po prostu pryncypia. Wszyscy wiemy, że obecnie rynek aptekarski w Polsce nie doznaje większych bolączek. A może jest tak, że doczesność doskwiera tak bardzo, a prawa ludzkie są na tyle niedoskonałe, że nie pozostaje nic innego jak odwołanie się Absolutu? Powiedzmy sobie uczciwie, tak niewiele znaczące problemy jak: „łańcuch odwrócony”, zabronione łączenie hurtu i obrotu produktami leczniczymi, czy też masowe i bezkarne naruszanie prawa antymonopolowego przez sieci apteczne po prostu muszą schodzić na dalszy plan. Inspekcja ukarała już aptekę za bycia placówką ochrony zdrowia „z tradycjami”. Może na tym poprzestanie, krzyże zostawiając w spokoju. Może.

W kontekście tych rozważań przypomniała mi się „anegdota”. Okazuje się bowiem, że nie każdy z inspektorów wykazuje aż taką zapalczywość w ściganiu oczywistych przypadków naruszenia zakazu reklamy aptek. W jednym z miast wojewódzkich, zresztą – do dziś dnia, wystawiony jest olbrzymi baner reklamowy lokalnej sieci aptecznej. A na nim: nazwa apteki, adres, mapka, logo i inne „neutralne” informacje. Podczas rozmowy zwróciłem inspektorowi uwagę, że nie powinien tolerować tak ostentacyjnego łamania prawa, tuż przed swoim nosem. W odpowiedzi usłyszałem, że co prawda baner jest duży i postawiony w centrum miasta, ale on tylko informuje o godzinach otwarcia i lokalizacji apteki. Zapytałem go więc, czy gdyby był czterokrotnie większy, to informowałby cztery razy bardziej i tym samym – cztery razy bardziej nie naruszałby zakazu reklamowego? Zapadła cisza. Może gdyby reklamująca się w ten sposób apteka była „apteką z tradycjami”, z wywieszonym krzyżem (docelowo oferującym przecież Zbawienie i obietnicę Życia Wiecznego…), to wielkość banera nie miałaby znaczenia. Może.

Udostępnij
PILNE
ZAMKNIJ
Oświadczenie

Dostęp do zawartości serwisu farmacja.pl jest możliwy
dla osób uprawnionych do wystawia recept
lub osób prowadzących obrót produktami leczniczymi.

Oświadczam, że jestem lekarzem, farmaceutą
lub osobą prowadzącą zaopatrzenie w produkty lecznicze.


Akceptuj