Kupić tanio, sprzedać…

Autor: MGRfarm / Opublikowano: 2017-01-20 10:55:09 /

To przykre, że prowadzenie apteki coraz częściej sprowadza się do umiejętności stosowania zasady „kupić tanio, sprzedać drogo”. Oczywiście nie ma innego sposobu finansowania działalności apteki jak handel – nie na to się oburzam. Denerwuje mnie to, że coraz częściej nasze umiejętności handlowe decydują czy jesteśmy dobrymi farmaceutami czy też złymi.

Dużo się ostatnio w gazetach i internetach pisze o aptekach. Jeszcze więcej o cenach leków, które mają nagle wzrosnąć. Gdybym nie był farmaceutą i jak przeciętny Kowalski nie wiedział czego sprawa dotyczy, z pewnością bym się przestraszył. Usłyszałbym bowiem o aptekarskiej magnaterii, która bocznym wejściem próbuje doprowadzić do zamknięcia najtańszych aptek i podniesienia cen leków. Oczywiście w prostym odruchu obronnym protestowałbym przeciwko takim zmianom. Opluwałbym zachłannych aptekarzy i gołą piersią bronił tych tanich i dobrych aptek, które dbają o polskiego emeryta i rencistę. Bez problemu zrozumiałbym argumenty „ekspertów”, który powtarzają w telewizji, że „większy może więcej” dlatego w aptekach sieciowych są tańsze leki, bo sieć może je taniej kupić, bo kupuje dużo. Tak podsunięta mi żelazna logika zdominowałaby mój pogląd na sytuację i stałbym się odporny na argumenty posłów, Ministerstwa Zdrowia czy w końcu tej wąskiej grupy aptekarzy z samorządu aptekarskiego.

Jednak nie jestem przeciętnym Kowalskim, który do apteki przychodzi co kilka tygodni. Jestem właścicielem apteki, w której spędzam każdy dzień i która żywi moją rodzinę (i rodziny kilku moich pracowników). Dlatego czytając takie artykułu w gazetach i internetach jest mi po prostu przykro. Przykro z powodu medialnego przekazu sprowadzającego jakość apteki do panujących w nich cen. Ja rozumiem, że dla wielu pacjentów to właśnie cena leku jest kluczowa jeśli chodzi o wybór konkretnej apteki. Chodzą po mieście z karteczką, porównują ceny i kupują tam gdzie najtaniej. Gdybym był emerytem Kowalskim pewnie też bym tak robił.

Ale nie mogę znieść wtłaczania Kowalskim do głowy, że droższa apteka to gorsza apteka. Po pierwsze dlatego, że droższe bywają leki – i to tylko niektóre. Po drugie dlatego, że sprowadza mnie to do roku handlarza i to jeszcze kiepskiego. Takiego co to kupuje drogo (bo inaczej nie może) i sprzedaje drogo. A nawet jak czasami mu się udaje kupić taniej, to i tak sprzedaje drogo – w końcu na tym polega handel.

Przeciętnemu Kowalskiemu nie da się wytłumaczyć, że problem cen leków w aptekach jest znacznie bardziej złożony niż reguła „duży może więcej”. Jest tak złożony, że można by o tym napisać sporą rozprawę naukową. Między innymi o programach partnerskich producentów, którzy wybierają sobie apteki i sprzedają im bezpośrednio leki w cenach o kilkadziesiąt procent niższych niż hurtowniom. Albo o markach własnych, które tworzą hurtownie albo i same apteki. Można by w końcu wyjaśnić, że duże sieci aptek przegrywają często z większymi grupami zakupowymi, do których należą małe apteki.

Te tematy gdzieniegdzie przewijają się w mediach. Niestety są zbyt zawiłe by mógł je zrozumieć ktoś, kto nie zna dobrze rynku aptecznego. Bo dla przeciętnego Kowalskiego nie liczy się to, co ma miejsce na zapleczu apteki tylko, to co pojawia się na paragonie. Cena. A skąd się ona bierze? Albo jest urzędowa, albo reguluje ją niewidzialna ręka rynku (najczęściej zresztą lewa ręką) – tak to tłumaczą media, bo tyle jest w stanie zrozumieć przeciętny odbiorca. Nie pozostaje mi zatem nic innego jak kupować tanio i sprzedawać… no właśnie. Tanio czy drogo? Sam już nie wiem.

Udostępnij
PILNE
ZAMKNIJ
Oświadczenie

Dostęp do zawartości serwisu farmacja.pl jest możliwy
dla osób uprawnionych do wystawia recept
lub osób prowadzących obrót produktami leczniczymi.

Oświadczam, że jestem lekarzem, farmaceutą
lub osobą prowadzącą zaopatrzenie w produkty lecznicze.


Akceptuj