Matka farmaceutka i dawne czasy

Autor: Karolina Morze / Opublikowano: 2017-08-24 10:33:49 /

Każdy z nas słyszał kiedyś o „dawnych czasach” – szczególnie w kontekście rozmów o wychowaniu dzieci gdzie wszystko było wtedy inne niż teraz. Nasze pokolenie odnosi się do „dawnych czasów” sceptycznie. Nasi rodzice są przekonani o ich wyższości. Nasze babcie nie wyobrażają sobie innych. Bo kiedyś było znacznie lepiej…

W dawnych czasach ciężarne nie musiały latać co chwilę do lekarza, przez całą ciążę pracowały bez większych narzekań, rodziły jakoś tak zupełnie naturalnie same w polu lub z pomocą koleżanki albo akuszerki. Dzieci po urodzeniu spały jak chciały – zwykle z mamą w łóżku lub na wersalce, nikt nie kazał kłaść ich na plecach, przecież na brzuszku spało się lepiej. Karmiło się piersią, albo jak było to mlekiem modyfikowanym – wszystko jedno, a dietę rozszerzano tym, co dziecko samo zdołało zabrać z talerza dorosłego. Dzieci nie miewały alergii, mukowiscydozy, nowotworów. Kiedyś było więcej czasu, mniej stresu. Kiedyś była młodość. Kiedyś była niewiedza.

Nikt nie wspomina o tym, że kiedyś, poza tymi wszystkimi wspaniałościami dawnych czasów, młodym rodzicom bezustannie towarzyszył strach o życie i zdrowie dzieci, coś, czego my nie znamy. W dawnych czasach szczepionki nie były powszechne, dyfteryt i polio za to tak. Poronienia, umieralność okołoporodowa, SIDS były znacznie częstsze niż teraz, brakowało wiedzy i technologii aby poprawić ten stan i mediów, by go nagłośnić. Komu się poszczęściło i odchował zdrowe dziecko, ten pamięta wszystko w pięknych barwach. Pozostali musieli pogodzić się ze stratą, a starty były tak częste, że prawie uznawane za normalne.


Dziś wiemy, w jaki sposób minimalizować ryzyka tragedii. Dzięki temu co było kiedyś dziś jesteśmy bezpieczniejsi, mamy większą wiedzę i dostęp do skutecznego leczenia. Nie boimy się o życie naszych dzieci, możemy spokojnie martwić się o ich przyszłość. Mamy czas zastanawiać się nad właściwymi metodami wychowawczymi (Rodzicielstwo bliskości? Zimny chów?), sposobami nauki snu (Metoda 3-5-7? Wake and sleep? Trening snu?), rodzajami rozwijających zabaw (Warsztaty sensoryczne? Montessori?), metodami rozszerzania diety (a może BLW?) i innymi pierdołami. Mamy czas tworzyć mody i trendy. Mamy nawet czas wypowiadać się o tym na forach, kłócić i jadowicie krytykować innych rodziców za sprzeczne poglądy. To nasze czasy, nasza młodość. I nasza niewiedza.

Dla każdego dawne czasy reprezentują inne trendy wychowawcze, inne zachowania i zalecenia, o których słuszności są przekonani. Błędy przeszłości i najnowsze doniesienia uczą nas jednak, że nie wszystkie mody były dobre, bezpieczne czy zdrowe. Kiedyś układanie dzieci do snu na brzuchu i separacja od rodziców od pierwszych dni życia była zaleceniem medycznym mającym zapobiegać agresji, uzależnieniom i wzrostowi przestępczości (trend lat trzydziestych), zastąpienie mleka matki mlekiem sztucznym miało poprawić komfort życia matek, zapobiegać niedożywieniu dzieci (wielka moda lat sześćdziesiątych), a wprowadzanie pokarmów stałych od czwartego miesiąca życia miało przyspieszyć rozwój intelektualny. Dziś wiemy lepiej. Ale to, co dziś jest powszechnie uznane za zdrowe czy jest modne już wkrótce trafi do „dawnych czasów”.

Jak więc pielęgnować i wychowywać dzieci, skoro doświadczenie tylu kobiet przed nami niesie za sobą ryzyko, personel medyczny nie zawsze przychodzi z pomocą, a internet huczy od hipsterskich, drogich, dziwnych, gadżeciarskich trendów? Czym mają się kierować młodzi, działający często na ślepo rodzice, żeby swoim dzieciom zapewnić najlepsze warunki rozwojowe i bezpieczeństwo? I my – farmaceuci – czym mamy się kierować udzielając im porad? Przede wszystkim – zdrowym rozsądkiem.

Udostępnij
PILNE
ZAMKNIJ
Oświadczenie

Dostęp do zawartości serwisu farmacja.pl jest możliwy
dla osób uprawnionych do wystawia recept
lub osób prowadzących obrót produktami leczniczymi.

Oświadczam, że jestem lekarzem, farmaceutą
lub osobą prowadzącą zaopatrzenie w produkty lecznicze.


Akceptuj