REKLAMA
Autor: Redakcja mgr farm Opublikowano: 16 października 2020

Matka farmaceutka i instynkt samozachowawczy

Artykuł pochodzi z serwisu
REKLAMA

Nie skacz, bo upadniesz! Nie biegnij, bo się przewrócisz! Uważaj, bo zedrzesz kolana! Zostaw ten patyk, jest brudny! Po co wchodzisz na ten murek, zaraz spadniesz! Idź grzecznie za rękę! Zobacz, jak dziewczynka idzie ładnie z tą panią, czy ty nie możesz też choć raz tak że mną iść?

Uderzające. I nie chodzi tylko o agresję w naszych słowach, tak często wypowiadanych w kierunku naszych dzieci, ale o tę nieodpartą potrzebę kontrolowania sytuacji. Poczucie kontroli daje nam wrażenie stabilności i bezpieczeństwa. To trzyma nas, pełnych niespełnionych oczekiwań rodziców, przepracowanych i zmęczonych, często niepogodzonych z chaotyczną naturą własnych dzieci, przed załamaniem.

A czasami jesteśmy po prostu zmęczeni pocieszaniem płaczącego malucha po kolejnym zderzeniu z ziemią, sfrustrowani całodobowym wsparciem psychologicznym drobnych wypadków i niepowodzeń. Nasz świat i tak ledwo się trzyma, tak jak porządek w domu i poczucie bycia wystarczająco dobrym rodzicem.

REKLAMA

Może kieruje nami instynktowna obawa przed zagrożeniem, typowa dla każdego ssaka, która nakazuje mu chronić potomstwo. Dlatego staramy się zapobiegać temu, co zagraża życiu czy zdrowiu naszych dzieci. A ponieważ takich sytuacji jest relatywnie mało w naszych czasach, chcemy chronić maluchy też przed tym, co może sprawić im ból czy smutek. Choć ich przeżywanie i nauka radzenia sobie z nimi to nieodłączne elementy poznawania świata i dorastania.

REKLAMA

Więc zaczynamy unikać sytuacji generujących problemy, żeby tylko był spokój przez chwilę, żeby tylko można było usiąść na moment i odpocząć, żeby smutna podkówka i grochy łez nie pojawiały się na twarzy naszych maluchów. Zaczynamy od niewinnego puszczania bajek, potem dajemy tablety, smartfony i konsole. Z czasem zamieniamy szalony, beztroski bieg i wspinaczkę na drzewa, doświadczanie przeszkód na drodze i naukę pokonywania ich na grzeczne oglądanie bajek, gry (naturalnie tylko edukacyjne) oraz na ciszę.

Przecież na zewnątrz jest za zimno. Za ciepło, zbyt wietrznie, pada deszcz, pada śnieg. W wyobraźni widzimy te warstwy ubrań, które trzeba założyć na zniecierpliwione małe ciałko, zdjąć, bo siku i znowu założyć, potem po powrocie wyczyścić z błota. Na samą myśl czujemy wszechogarniające zmęczenie. W końcu i nasze maluchy zaczynają się zniechęcać. Czy to warto? Poza tym dzieciom trzeba też pokazywać technologię, muszą ją znać, żeby nie odstawać od rówieśników i mieć dobry start w przyszłości. Przecież nie możemy chronić ich przed postępem! Usprawiedliwianie się opanowaliśmy do perfekcji.

Nasze dzieci zaadaptują się do świata, który im pokażemy. I choć ich instynkt samozachowawczy pcha je do ruchu, biegu, skoku, do pokonywania przeszkód, do zdrowej pracy mięśni, zapomną o nim w końcu zniechęcone naszym podejściem: zmęczeniem, ciągłym napominaniem i obawą przed nieuchronną porażką, która czeka je po wyjściu poza próg domu.

Gdy pójdą do szkoły, będą umiały korzystać ze smartfona, z arkusza kalkulacyjnego, będą znały różnice między kolejnymi modelami tabletów, będą miały konta na portalach społecznościowych, swoją przestrzeń w internecie. To będzie ich rzeczywistość i będą nią żyć z radością, jak to dzieci.

Ale może kiedyś będą musiały albo chciały odkryć coś więcej? Coś poza światem technologii, poza światem codziennej nieustającej pracy, który im pokazujemy własnym przykładem, do którego ich przygotowujemy, mniej lub bardziej świadomie, od pierwszych lat życia. Czy poradzą sobie wtedy, jeśli zatracą instynkt samozachowawczy?

Artykuł pochodzi z serwisu
REKLAMA
REKLAMA

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych