Mityczne magnaterie francuskich farmaceutów

Obrazek użytkownika Łukasz Waligórski
Autor: Łukasz Waligórski / Opublikowano: 2017-02-08 08:46:19 /

W licznych dyskusjach na temat proponowanych zmian na rynku aptecznym w Polsce, bardzo często przytaczany jest przykład uregulowań francuskich. Dla jednych jest przykładem wzorcowego funkcjonowania zasady „apteka dla aptekarza” oraz ograniczeń demograficznych i geograficznych przy otwieraniu aptek. Dla innych to dowód na klęskę wspomnianych uregulowań, prowadzący do tworzenia się farmaceutycznych magnaterii. A jak wyglądają fakty?

- Cała prasa francuska aż huczy o tym, że zamykają się apteki francuskie, ponieważ nie ma farmaceutów, którzy mogą w nich pracować, zwłaszcza na prowincji i terenach wiejskich. Ta zasada (apteka dla aptekarza – przyp. autora) powoduje, że spada dostępność leków dla pacjentów na tych terenach – grzmiał 25 stycznia na posiedzeniu Komisji Gospodarki i Rozwoju Jan Zając, prezes zarządu Ziko Apteka (źródło: protokół z posiedzenia). Problem w tym, że opinia ta niewiele ma wspólnego ze stanem rzeczywistym.

Dlaczego francuskie apteki bankrutują?

Francuska prasa faktycznie rozpisywała się już w 2011 roku o rosnącej liczbie zamykanych aptek (źródło: Pharmacies at risk of bankruptcy). Przyczyną takiej sytuacji nie był jednak brak farmaceutów do pracy w aptekach, a polityka rządu, który w tamtych latach dramatycznie zmniejszał wydatki na system opieki zdrowotnej. W 2011 roku z tego powodu zbankrutowało 126 francuskich aptek, podczas gdy rok wcześniej było ich 101.

Spadek rentowności aptek wynikał ze zmian w przepisach, których celem było zwiększenie sprzedaży tańszych leków generycznych, na których apteki mniej zarabiały. Podczas gdy w sąsiednich Niemczech 96% leków sprzedawanych w aptekach stanowiły generyki, we Francji odsetek ten wynosił 71%. Celem ówczesnego rządu stało się osiągnięcie 85% poziomu substytucji, co miało przynieść określone oszczędności w budżecie państwa. Narzędziem do osiągnięcia tego celu było zmuszenie farmaceutów do polecania pacjentom tańszych zamienników leków. Jednocześnie pacjent nie mógł odmówić przyjęcia takiego leku. Oczywiście mógł kupić droższy lek oryginalny z recepty, ale wtedy nie przysługiwała mu refundacja.

Ta polityka sprawiła, że wraz ze wzrostem substytucji systematycznie malały zyski aptek, które zarabiały na marży liczonej od wartości sprzedawanych leków (a nie od limitu refundacji jak w Polsce). Jakby tego było mało francuscy farmaceuci byli wręcz rozliczani z poziomu substytucji i jeśli był on zbyt niski, aptekom groziły kary, takie jak np. zablokowanie przez miesiąc możliwości sprzedaży leków z refundacją (źródło: France's Health-Care System Is Going Broke. Trudno się zatem dziwić, że w tej sytuacji dziesiątki aptek bankrutowało.

Czy we Francji brakuje farmaceutów?

Chybiony jest również argument mówiący o tym, że we Francji brakuje farmaceutów. Owszem – w doniesieniach prasowych z 2011 roku można przeczytać, że liczba studentów farmacji spada. Jednak tendencja ta uległa w ostatnich latach odwrotowi. Doskonale obrazują to dane Eurostat, pokazujące liczbę absolwentów wydziałów farmaceutycznych na przestrzeni ostatniej dekady (2004-2014). W 2004 roku na rynku pracy pojawiło się 1962 farmaceutów, w 2009 roku było ich 2026, a już w roku 2014 aż 3789! Innymi słowy liczba absolwentów wydziałów farmaceutycznych na przestrzeni 10 lat podwoiła się we Francji (źródło: Eurostat - Graduates — dentists and pharmacists, 2004, 2009 and 2014).

Bardzo ciekawie wygląda też porównanie liczby praktykujących farmaceutów w Polsce i we Francji. Według danych Eurostat w 2014 roku na 100 000 obywateli naszego kraju przypadało 73 farmaceutów. Tymczasem w tym samym czasie we Francji na 100 000 obywateli przypadało aż 106 farmaceutów (źródło: Eurostat - Practising dentists, pharmacists and physiotherapists, 2014). Przypomnijmy, że to kraj, w którym od dawna właścicielem apteki może być tylko farmaceuta, nie ma tam sieci aptecznych, a nowe apteki otwierane są w oparciu o kryteria demograficzne, w rezultacie czego jedna apteka przypada średnio na 2500 do 3000 mieszkańców. A dokładniej:

a) jedna apteka na 3000 mieszkańców w miejscowościach pow. 30 tys. mieszkańców,
b) jedna apteka na 2500 mieszkańców w miejscowościach od 2,5 tys. do 30 tys. mieszkańców,
c) w miejscowości poniżej 2,5 tys. mieszkańców apteki nie mogą być otwierane jeżeli w miejscowości funkcjonuje już otwarta apteka.

Okazuje się więc, że rygorystyczne uregulowanie rynku i umożliwienie prowadzenia aptek wyłącznie farmaceutom sprawiło, że na 100 000 mieszkańców Francji przypada więcej farmaceutów niż na identyczną liczbę obywateli Polski. Mówiąc inaczej – Francuzi mają znacznie lepszy dostęp do farmaceutów niż Polacy. Efektem tego są zdecydowanie bliższe relacje między farmaceutami i pacjentami, umożliwiające świadczenie lepszej jakości usług farmaceutycznych.

Warto też wspomnieć, że leki przeciwbólowe są we Francji dostępne tylko w aptekach. Jednocześnie w kraju tym działa tzw. "Dossier pharmaceutique" (DP) - narzędzie, które można porównać do farmaceutycznej kartoteki, którą posiada każdy pacjent. DP zostało wprowadzone przez samych farmaceutów i funkcjonuje w niemal wszystkich aptekach. Pozwala każdemu farmaceucie w kraju obejrzeć historię (ostatnie 4 miesiące) leków zażywanych przez danego pacjenta - zarówno tych na receptę jak i OTC. (źródło: The challenges we share with some EU countries: what can we learn?).

Głośne NIE dla liberalizacji!
Zakaz tworzenia we Francji sieci aptek oraz brak możliwości sprzedaży leków w sklepach stał się głośny we wrześniu 2014 roku, kiedy to administracja prezydenta François Hollande zapowiedziała deregulację i liberalizację rynku. Miał to być jeden ze sposobów na pobudzenie gospodarki. Po protestach farmaceutów, którzy w ramach strajku zamknęli na jeden dzień blisko 90% aptek w całym kraju, rząd wycofał się z tych zapowiedzi (źródło: French pharmacies shuttered in protest against reform plans).

Nie ulega zatem wątpliwości, że środowisko francuskich farmaceutów jest silne i jednomyślne. Jest też dumne ze swojej funkcji społecznej i zdecydowanie broni się przed sprowadzeniem zawodu aptekarza do roli… sklepikarza. Czy uprawnia jednak to do nazywania środowiska francuskich farmaceutów monarchią lub magnaterią, jak to robią przeciwnicy wprowadzenia podobnych regulacji w Polsce? Niestety była by to dość uboga szlachta. Sytuacja ekonomiczna francuskich aptekarzy ciągle nie jest najlepsza, co wynika z nadal malejących zysków ze sprzedaży leków (rząd wciąż kładzie duży nacisk na substytucję). We wrześniu 2016 roku wprowadzono jednak zmiany, na które liczą też polscy aptekarze. Otóż umożliwiono francuskim aptekarzom uzyskiwanie przychodu nie tylko ze sprzedaży towarów, ale i świadczenia usług - takich jak przeglądy lekowe i wywiady z pacjentami przewlekle chorymi oraz szczepienia (bez konieczności wizyty pacjenta u lekarza). Trudno nie postrzegać takiego rozwiązania za korzystne dla wszystkich stron (pacjentów, państwa i samych farmaceutów), szczególnie w kontekście starzenia się społeczeństwa i rosnących wydatków na system opieki zdrowotnej.

W obliczu tych faktów warto sobie zadać pytanie: kto tak naprawdę traci na regulacjach rynku aptecznego we Francji? Pacjenci, którzy mają opiekę farmaceutów o wiele lepszą niż polscy obywatele? A może przedsiębiorcy, którzy nie mogą tworzyć sieci aptecznych i sprzedawać leków w sklepach? Odpowiedzi na te pytania udzielił wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej, Marek Tomków, na wspomnianym, na samym początku, posiedzeniu Komisji Gospodarki i Rozwoju (25 stycznia 2016r):

- Na 44 członków Naczelnej Rady Aptekarskiej, tylko dwójka ma dzieci farmaceutów. Tymczasem słyszeliśmy o monarchiach na wzór francuski – mówił Tomków. - Trudno jest mi sobie wyobrazić Ludwika XIV w aptece w Pleszewie. To dzisiaj tworzone są monarchie, bo otwiera się spółki prowadzące apteki na wszelkich możliwych członków rodziny, a to pozwala na ominięcie tzw. 1%.

PILNE
ZAMKNIJ
Oświadczenie

Dostęp do zawartości serwisu farmacja.pl jest możliwy
dla osób uprawnionych do wystawia recept
lub osób prowadzących obrót produktami leczniczymi.

Oświadczam, że jestem lekarzem, farmaceutą
lub osobą prowadzącą zaopatrzenie w produkty lecznicze.


Akceptuj