Na raka szkoda energii | farmacja.pl

Na raka szkoda energii

Autor: Wojtek Chudziński / Opublikowano: 2017-08-22 09:51:35 /

Kolejny dzień na oddziale. Biorę najpierw historie chorób pacjenta. Pan X, lat 81 przyjęty z powodu niewydolności oddechowej, w wywiadzie rak wątroby z przerzutami, karta zleceń opiewająca na czternaście leków. Siadam i oczom nie wierzę, ile tam interakcji. Nic dziwnego, pacjent ma też nadciśnienie tętnicze, utrwalone migotanie przedsionków i szereg innych przypadłości. Skrupulatnie odnotowuje zauważone problemy lekowe, przeszukuje publikacje pod kątem możliwych sugestii dla lekarza, ale podczas rozmowy z nim cały zamieram. Okazuje się bowiem, że może i mam rację, i u „zwykłego” pacjenta takie zmiany przyniosłyby pozytywny skutek, ale to jest pacjent z nowotworem...

I tyle. Pacjent z nowotworem równa się pacjent z takim problemem, przy którym wszystkie inne zdają się tracić na znaczeniu. Lecz nie chodzi tu o polipragmazję z tytułu stosowania terapii cytostatykami, ale o fakt, że takiemu pacjentowi pomóc już nie ma jak. I poprawianie komfortu życia poprzez eliminację niekorzystnych problemów lekowych zdaje się bezcelowe, bo i tak nie osłodzimy tym pacjentowi ostatnich dni czy tygodni życia.

Jakież było moje zdziwienie, gdy sytuacja się powtórzyła z innymi przypadkami. Pani Y, glejak mózgu, ale na oddział trafiła z zupełnie inną przypadłością. Z przyjmowanych leków już wynikały komplikacje, a dołożone na oddziale specyfiki jedynie pogorszyły sprawę. Przegląd literatury, proponowane interwencje i kolejna riposta, że dla tej pacjentki już więcej zrobić się nie da. Nie chodzi tu teraz o mnożenie przypadków i szczegółowe ich opisywanie, ale o zauważenie pewnego schematu obchodzenia się z pacjentami onkologicznymi. To jest pacjent z rakiem, trzeba skupić się na raku, wszystko inne jest bezcelowe.


Przykre, że to przeświadczenie pokutuje także w obrębie personelu medycznego. Sytuacja nie jest aż tak tragiczna, jak by się mogło wydawać. Prawie co drugiego chorego udaje w Polsce wyleczyć z choroby nowotworowej, mimo to rak wciąż jest kojarzony u nas z nieuleczalnym schorzeniem. Z badań przedstawionych podczas VII Letniej Akademii Onkologicznej wynika, że co trzeci Polak ocenia skuteczność leczenia nowotworów w naszym kraju jako złą lub bardzo złą. Co szósty z nas uważa, że odsetek wyleczeń chorych onkologicznie nie przekracza 10%, tymczasem pięcioletnie wyleczenia uzyskuje się u nas już u prawie drugiego chorego. Nadal jednak pokutuje w naszym kraju mit raka jako choroby nieuleczalnej. A takie myślenie utrudnia leczenie, ponieważ wiele osób nadal uważa, że nie warto się badać, bo na nowotwór złośliwy i tak niewiele można poradzić.

Nie jest to jednak żadnych usprawiedliwieniem dla osób pracujących na co dzień z pacjentami onkologicznymi, by biernie wpisywać się w ten nurt beznadziejności w kontekście chorób nowotworowych. Środowisko medyczne tym bardziej powinno stać na straży prawdy i starać się ją szczerzyć coraz dalej. Tymczasem braki widoczne są nie tylko w podejściu do pacjenta, ale również w stanie wiedzy dotyczącej potencjalnych problemów, wynikających z łączenia schematu terapii cytostatykami z leczeniem ambulatoryjnym lub na oddziale. Leki podawane pacjentom z powodu chorób nowotworowych nie pozostają bez wpływu na stan pacjenta i niekiedy leczone odstępstwa od normy w badaniach laboratoryjnych mogą wynikać właśnie ze stosowanego niedawno wyniszczającego leczenia. Tymczasem nie zdarza mi się obserwować wpisywania tychże leków do rubryki zażywanych dotąd przez pacjenta leków. Jak więc później zastosowane leczenie ma okazać się skuteczne w stu procentach, skoro pomija się tak ważny aspekt?

Pacjenci onkologiczni tak czy owak spotykają się z wykluczeniem społecznym, choćby w sferze biznesowej czy zawodowej. Nie jest dobrym sygnałem, że zostają w jakiś sposób wykluczani w łańcuchu służby zdrowia. Pacjenci z nowotworami borykają się oczywiście z dużo bardziej ważkimi problemami zdrowotnymi niż przeciętny pacjent, jednak to nie zwalnia nikogo z myślenia o jego codziennym komforcie życia, który można podnieść przez kilka prostych decyzji. Jeśli wychodzimy bowiem z założenia, że ten pacjent jest już i tak przegrany, faktycznie nie ma się co przykładać, jeśli jednak zdamy sobie sprawę, że znacząca większość z nich ma szansę na remisję, takie drobne zmiany pozwolą na sprawniejszy ich powrót do normalności. Kto inny bowiem ma dokonać zmian w schemacie leczenia czy dawkowania jeśli nie lekarz? Uświadomienie sobie, że decyzja zapadająca na oddziale ma daleko idące konsekwencje dla pacjenta jest tu kluczowa. I życzę nam wszystkim, by ta refleksja dotarła do polskich szpitali.

Udostępnij
PILNE
ZAMKNIJ
Oświadczenie

Dostęp do zawartości serwisu farmacja.pl jest możliwy
dla osób uprawnionych do wystawia recept
lub osób prowadzących obrót produktami leczniczymi.

Oświadczam, że jestem lekarzem, farmaceutą
lub osobą prowadzącą zaopatrzenie w produkty lecznicze.


Akceptuj