REKLAMA
Autor: Redakcja mgr farm Opublikowano: 27 grudnia 2019

Od fałszywej viagry można stracić wzrok lub… życie

Artykuł pochodzi z serwisu
REKLAMA

Do sądu trafił akt oskarżenia wobec siedmiu osób zamieszanych w proceder handlu podróbkami viagry. Biegły toksykolog po przebadaniu 20 różnych próbek fałszywego leku stwierdził, że jego zażywanie mogło grozić utratą wzroku lub nawet życia.

Krwawienie tylnej części dna oka połączone z utratą widzenia, omdlenie, udar, zawał serca, arytmia, bóle w klatce piersiowej, nadciśnienie, martwica naskórka – to część zagrożeń związanych z zażywaniem fałszywej viagry. Szczególnie, jeśli jednocześnie stosuje się leki z nitrogliceryną. Takie wnioski wynikają z raportu biegłego, przygotowanego dla wrocławskiej prokuratury. Do sądu trafił właśnie akt oskarżenia wobec siedmiu osób zamieszanych w proceder handlu podróbkami viagry (czytaj więcej: Fałszywa viagra króluje we Wrocławiu).

– Skala nielegalnego biznesu jest gigantyczna. Zatrzymany we Wrocławiu Sławomir K. , od którego zaczyna się ta historia, działał przez dziesięć miesięcy. W tym czasie rozesłał do klientów przestępczej szajki przeszło 17 tysięcy paczek z tabletkami, a gang zarobił 3,4 mln zł. W mieszkaniu przy ul. Kamieńskiego, które wynajął, miał specyfiki warte kolejny milion złotych. Inny z oskarżonych sprzedał leki za 2,1 mln zł, a jego klientami było przeszło 17 800 osób. Pozostałe pięć osób to współpracownicy dwóch głównych oskarżonych – pisze Gazeta Wrocławska.

REKLAMA

Fałszywe numery IP i co tydzień nowy login

Śledztwo w tej sprawie rozpoczęło się w 2014 roku. Policjanci otrzymali wtedy informację, że do sortowni poczty przy ulicy Avicenny we Wrocławiu trafiają przesyłki zwierające lekarstwa na potencję. Nadawcą była ta sama osoba – Sławomir K. Kilka dni później został zatrzymany, a podczas przeszukania w jego mieszkaniu znaleziono dwadzieścia różnych specyfików (czytaj również: Kolejne zatrzymania ws. „Króla Viagry”).

REKLAMA

– Mężczyzna pochodzi z Poznania. Jak potem wytłumaczył w śledztwie, to tam – na giełdzie samochodowej – poznał mężczyznę, który zaproponował mu udział w biznesie. Zarobek – 2 tys zł tygodniowo. Jego mocodawcy kontaktowali się z nim przez portal safe–mail.net. Używali też aplikacji TOR, która utrudnia identyfikację osoby korzystającej z sieci bo fałszuje numer IP komputera – podaje Gazeta Wrocławska (czytaj więcej: Stołeczni strażnicy graniczni przechwycili 32 tysiące sztuk Viagry).

Organizatorzy biznesu co tydzień zmieniali login i hasło. Miał wynająć mieszkanie – najpierw w Warszawie, a potem we Wrocławiu, założyć konto w banku. Dostawał pocztą pudełko z lekarstwami i listę klientów, do których miał wysyłać paczki. Codziennie zanosił na pocztę od 30 do 200 przesyłek. Na jego bankowe konto przesyłane były pieniądze. Raz w tygodniu wybierał gotówkę i paczką wysyłał pieniądze na podany mu w tajnym mejlu adres. W jednej paczce mogło być od 20 do 100 000 tysięcy złotych.

Akt oskarżenia w tej sprawie trafił do sądu w październiku. Nadal trwa śledztwo, które ma doprowadzić do likwidacji całej szajki (czytaj również: CBŚ ujęło „króla Viagry”).

Źródło: ŁW/Gazeta Wrocławska

Artykuł pochodzi z serwisu
REKLAMA
REKLAMA

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych