Odrobina współczucia

Obrazek użytkownika farmacja.pl
Autor: farmacja.pl / Opublikowano: 2016-12-06 11:55:37 /

Pamiętam, jak dziś, że zawsze opowiadałem wszem i wobec, że nie chcę zostać lekarzem, bo oni z czasem łapią znieczulicę. Raziło mnie ich oschłe podejście do pacjenta, brak empatii, jakiegokolwiek współczucia. Jak można codziennie spotykać się z ludzkimi dramatami i być na to odpornym?

Może to jedyna droga by zachować swoje zdrowie psychiczne, a może zwyczajne zawodowe wypalenie i odłożenie misji powziętej na studiach w niepamięć. Bądź co bądź by człowiek był zdrowy musi działać nie tylko soma, ale i psyche. Zastanawiam się jednak, czy… farmaceuci nie stają się odrobinę podobni do tego smutnego schematu?

Niemożliwe było by współczucie każdemu pacjentowi. W końcu człowiek przychodzący po zestaw witamin niekoniecznie boryka się z sytuacją zagrażającą życiu, a pacjent kupujący gazę nie zawsze bierze ją, by zatamować krwotok śmiertelnie ranionemu towarzyszowi, by przedłużyć mu resztki pobytu na ziemskim padole o kilka minut. Ale nie możemy ukryć, że niejednokrotnie, gdy bierzemy do ręki receptę, możemy się domyślać, z czym mierzy się dana osoba. W takim momencie stawiam sobie pytanie: czy postąpić profesjonalnie, to nie dać niczego po sobie poznać czy pokazać, że wiem, z czym to się je i nie wiać chłodem, tylko wykazać się empatią? Gdzie kończy się granica fachowego podejścia do sprawy, a gdzie zaczyna się podejście, którego pacjent wymagałby od zwykłego człowieka?

Nie tylko w aptece miałem i mam okazję stykać się z osobami, które w jakiś sposób zostały przez los rzucone na głęboką wodę. Kiedyś uważałem, że współczucie to najlepsza droga do wyrażenia empatii i zrozumienia trudnej sytuacji takich osób, jednak jak się okazuje, sami zainteresowani często współczucie przyrównują do litości, a tej nie chcą. Czy zmiana tonu rozmowy albo słowo otuchy podczas rozmowy z pacjentem onkologicznym lub cierpiącym na inną poważną przypadłość mogłaby zostać tak odebrana? Jak pokazać, że jesteśmy zainteresowani nie tylko cyferkami na recepcie, ale też ludźmi, lecz przy tym nie ingerować zbytnio w czyjąś prywatność?

Nie ukrywam, że nie zauważyłem, by farmaceuci w ogóle mieli takie rozterki (jeśli takowi je mają, to wg moich obserwacji nie są we większości). Na studiach uczono, by nieść kaganek wiedzy, pomoc potrzebującym, swoje umiejętności przekuwać w poprawę bytu jednostki. A po czasie ograniczamy się do pytań „na suchy czy mokry kaszel?”, „w syropie czy w tabletkach?”, „duże czy małe opakowanie?”. Czy to kwestia tego, że podejścia do pacjenta uczono nas szczątkowo lub wcale, a rzeczy niepowtarzane zanikają jak każdy odruch? Czy nie powinno to być właśnie odruchem, by na widok zmęczonego życiem i przybitego chorobą pacjenta okazać coś więcej niż tylko profesjonalną poradę dotyczącą dawkowania?

Może wymagam i chciałbym zbyt wiele. Może nie taka nasza rola. Ale zastanawiam się tylko, czy gdyby farmaceuci nie pokazali czasem bardziej ludzkiej, wrażliwej, współczującej twarzy, pacjenci, którzy uważają nas jedynie za automaty do wydawania leków nie przestaliby choć na chwilę przypisywać nam właściwości elementów nieożywionych. Apteka nie sprzyja okazywaniu emocji, ale czy jeśli one aż same wiszą w powietrzu, nie lepiej czasem dać im upust? Co byśmy stracili, okazując nieraz odrobinę współczucia i empatii? Może ktoś by powiedział, że to niefachowe, może ktoś by stwierdził, że nie to niepotrzebne – ale czy nie jest też tak, że moglibyśmy nadać odrobinę człowieczeństwa spotkaniu z człowiekiem, który został być może ze swoją tragedią sam? Ja osobiście chyba wolę zaryzykować kilka dziwnych spojrzeń ludzi, co do których przesadnie zareagowałem, ale dać otuchę temu, który akurat w aptece się jej nie spodziewa.

PILNE
ZAMKNIJ
Oświadczenie

Dostęp do zawartości serwisu farmacja.pl jest możliwy
dla osób uprawnionych do wystawia recept
lub osób prowadzących obrót produktami leczniczymi.

Oświadczam, że jestem lekarzem, farmaceutą
lub osobą prowadzącą zaopatrzenie w produkty lecznicze.


Akceptuj