REKLAMA
Autor: Redakcja mgr farm Opublikowano: 30 stycznia 2019

Pacjent bez leku, aptekom grożą wysokie kary – świat po 9 lutego

Artykuł pochodzi z serwisu

Jak donosi Gazeta Wyborcza, rychłe wejście w życie dyrektywy fałszywkowej może doprowadzić do paraliżu w aptekach. Aptekarze będą musieli sprawdzić, czy wydawany lek nie jest podróbką. Jednak może się okazać, że produktu oznakowanego kodem 2D nie ma jeszcze w bazie. Co wtedy?

Dyrektywa fałszywkowa, która w Polsce zacznie obowiązywać od 9 lutego 2019 r., ma na celu walkę z podróbkami leków. Jednak jej wprowadzenie może wiązać się z wieloma kłopotami – tak dowodzi w swoim artykule Judyta Watoła, dziennikarka GW (czytaj więcej: Fałszowanie leków to ogromny, bardzo opłacalny biznes).

Obowiązek skanowania kodu 2D

Według Światowej Organizacji Zdrowia w globalnej skali fałszywe leki mogą stanowić około 10% rynku. Aby uwolnić Europę od fałszywek, wszystkie opakowania leków wypuszczane na rynek po 9 lutego mają mieć niepowtarzalny identyfikator w postaci kodu 2D i elementów wskazujących, czy pudełko było otwierane.

REKLAMA

Producenci, wypuszczając partię leku na rynek, będą musieli wysłać kody umieszczone na opakowaniach do ogólnoeuropejskiej bazy. Hurtownie, nim wyślą lek do apteki, będą musiały sprawdzać, czy kod z opakowania jest w bazie. Na końcu apteka będzie skanować kod z opakowania przed wydaniem leku pacjentowi.

REKLAMA

Nie wszystkie leki są w bazie

Wprowadzaniem tego systemu u nas zajmuje się Krajowa Organizacja Weryfikacji Autentyczności Leków, czyli KOWAL. Wysłała już do ponad 16 tys. aptek i hurtowni certyfikaty umożliwiające im dostęp do bazy. Na razie nie wiadomo, ile z nich z tego skorzystało.

Problem polega na tym, że wielu producentów już od jakiegoś czasu wypuszcza na rynek partie swoich leków w nowych opakowaniach, opatrzonych kodem 2D. Jednak nie ma tych kodów jeszcze w bazie. Zatem bardzo możliwe, że aptekarz będzie miał w ręku prawdziwy lek, a nie fałszywkę, ale po zeskanowaniu kodu okaże się, że nie ma go w bazie. Wówczas wyświetli się alert, a zgodnie z dyrektywą takiego leku nie wolno wydać. Obecnie na szybo producenci starają się uzupełnić bazę.

Ogromne kary dla aptek

Projekt nowelizacji prawa farmaceutycznego przygotowany przez Ministerstwo Zdrowia przewiduje, że karę w wysokości 500 000 zł za nie zastosowanie się do przepisów dyrektywy. To absurd, który może kosztować aptekę nawet bankructwo. Środowisko aptekarzy jest tym oburzone. Jak pisze J. Watoła, prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej Elżbieta Piotrowska-Rutkowska napisała do ministra zdrowia, by wymyślił jakieś rozwiązanie, które umożliwi pacjentom dostęp do leków. Ministerstwo nie odpowiedziało, choć do 9 lutego czasu pozostało niewiele. Za to KOWAL wydał 28 stycznia komunikat. Poinformował w nim, że jeśli nawet dla leku wprowadzonego do obrotu przed 9 lutego pojawi się alert, to należy go potraktować jako „fałszywie dodatni” i wydać takie opakowanie choremu (czytaj więcej: Alert fałszywie dodatni? Szykuje się zamieszanie w aptekach po 9 lutego…).

Problem w tym, że na opakowaniach nie ma informacji, kiedy weszły do obrotu. Tymczasem KOWAL uprzedza w swoim komunikacie: „Każdy przypadek alertu fałszywie dodatniego będzie jednak analizowany, a w sytuacji potwierdzenia prawdopodobieństwa sfałszowania przekazany organom Państwowej Inspekcji Farmaceutycznej”. Zatem nadal zarówno aptekarze, jak i pacjenci mają się czego obawiać (czytaj więcej: KOWAL: Do alertów będą przypisane komunikaty).

Gazeta Wyborcza wystosowała do Ministerstwa Zdrowia wiele pytań, chociażby na temat skanowania szczepionek w poradniach, oraz tego, dlaczego ze wszystkim tak się spóźnia i czy nie boi się paraliżu aptek po 9 lutego. Jak na razie nie doczekano się odpowiedzi.

Źródło: IK/wyborcza.pl

Artykuł pochodzi z serwisu
REKLAMA
REKLAMA

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych