Pierwiastek ludzki

Autor: Cogaiseoir / Opublikowano: 2017-01-27 12:40:37 /

Czym byłaby apteka bez ludzi? Nie mam w tej chwili na myśli pacjentów, ale osoby ją tworzące. Bez farmaceutów apteka jest tylko pomieszczeniem z medykamentami. Apteka to coś więcej niż sklep z lekami, to też nie poradnia zdrowotna – to unikalny twór, który ma rację bytu tylko dzięki ludziom, którzy tam pracują…

…Pogodziłem się już z faktem, że jako społeczność aptekarska nie jesteśmy nigdy w stanie mówić jednym głosem, ale w obrębie apteki jest to niezwykle ważne, by relacje były co najmniej poprawne.

Można wyliczać, że statystycznie pracujemy 40 lat, co przemnażając przez 2000 godzin rocznie daje bagatela 80000 godzin, dając prawie dekadę spędzoną w murach apteki. Czy nie warto by ten czas był nie tylko tym poświęconym na zawodową harówkę? Ogromnym plusem naszego zawodu jest fakt, że możemy w zasadzie wyzbyć się wzajemnego współzawodnictwa, bo nie ma mowy o żadnych szczeblach kariery. Dobrem nadrzędnym pozostaje zdrowie i życie pacjenta i w tej dziedzinie mamy się piąć wyżej i wyżej. Pytanie brzmi czy żyjemy z naszymi koleżankami i kolegami po fachu na tyle dobrze, by podziękować za ich poradę czy sugestię podczas rozmowy z pacjentem? Czy chcemy i potrafimy korzystać z ich wiedzy czy każdy ma pracować na własny rachunek, by nie powodować niepotrzebnego poczucia zależności? Czy taka zależność byłaby zła? Czy farmaceuta powinien w pojedynkę prezentować wszystkie cnoty i błyskać wiedzą, czy to jest zadaniem apteki jako ogółu i jeśli ten organizm lepiej sobie radzi jako zespół to powinno się to wykorzystywać?

Farmaceuci to gatunek niepokorny, wielu z nas opłaciło studia ciężką pracą i nie ma teraz ochoty słuchać, że czyjaś opinia może być trafniejsza niż nasza własna, w końcu to niejako podważanie autorytetu farmaceuty, tego Pana Magistra, który w białym fartuchu czeka za pierwszym stołem by ratować pacjentów. Jednak właśnie ta skromność, wiara w tych, z którymi dzielimy nasz zawód w aptece i szacunek co do ich wiedzy i chęci niesienia dobra, a nie zaszkodzenia naszemu wizerunkowi potrafi sprawić, że nawet jako obce z początku osoby stajemy się sobie bliżsi. Nagle okazuje się, że razem można więcej, bo nie trzeba wszystkiego dźwigać na własnych barkach. Podział ról staje się oczywisty, z założeniem, że możemy na siebie liczyć, gdy wiedzę trzeba będzie wykorzystać w praktyce. Zaczynają tworzyć się więzi, współzależność, z czasem przywiązanie. Zaczynamy znaczyć dla siebie więcej, liczyć się ze sobą bardziej, aż trudno jest już przerwać tą samonakręcającą się spiralę dobra. Pewnego dnia dochodzimy do wniosku, że być może część znajomych zarabia lepiej, część z nich pracuje w punktach o ciekawszym i szerszym asortymencie, co pozwala wciąż rozwijać swoją wiedzę, część prawdopodobnie ma jakieś inne namacalne korzyści. Ale my mamy swój zespół i staje się on naprawdę czymś cennym i liczącym się w rozgrywce o zawodową przyszłość.


Jest teoria, wedle której ludzie się jednoczą mając wspólnego wroga, ale moim zdaniem dużo sprawniej się tak dzieje, gdy ma się samych sojuszników. Najlepiej, gdy osoby nadrzędne także w skład naszego teamu wchodzą. W pierwszej kolejności na myśl przychodzi kierownik apteki, ale uważam, że niemałą rolę w tworzeniu dobrych lub złych relacji może mieć właściciel apteki / dyrektor placówki (w przypadku aptek sieciowych, których jestem dumnym pracownikiem). Jeśli ma się dobry przykład z góry, dużo łatwiej jest zachować i pielęgnować go pośród siebie. Będąc niżej w tej drabinie zależności z pewnością miłe to uczucie czuć się zrozumianym, docenianym i branym pod uwagę w każdym znaczącym procesie decyzyjnym dla losów apteki. Kto bowiem może powiedzieć więcej o jej codziennym funkcjonowaniu jeśli nie szeregowy farmaceuta? Wszyscy ostatecznie gramy do tej samej bramki. Budowanie autorytetu to nie tworzenie piedestału, o który mają potykać się pomniejsi, ale obronienie się mądrością i otwartością umysłu, pozostając wśród tych, którzy z tych przymiotów mają korzystać.

Nie wyobrażam sobie pracować w aptece pozbawionej dobrego ducha. To musi być tortura. Wtedy praca jest tylko pracą. Współczuję tym, którzy taką rzeczywistość mają na co dzień w swoich aptekach. Wszystko jest możliwe do zmiany, warto choćby spróbować, bo gdy każdy zrobi coś od siebie, dużo łatwiej jest zauważyć efekt w całym zespole. Niemniej najlepiej, gdy nie trzeba niczego budować od nowa, gdy to po prostu jest, było od zawsze. Wtedy trzeba o to dbać – a to wymaga czasu i wyrzeczeń. I pracy, nie mniejszej nieraz niż praca z pacjentem. Ale warto – bo wtedy apteka staje się miejscem, z którego nie chcemy uciekać po ośmiu zegarowych godzinach.

Mam nadzieję, że wielu z was ma też ten swój mały magiczny, apteczny świat, który potrafi nadać kolorów szarym dniom. Ci, którzy go jeszcze nie znaleźli wciąż mają szanse i tego im życzę. A tych, którzy nie doceniają potęgi zgranego zespołu przestrzegam, by nigdy nie próbowali igrać z tą siłą. W miażdżącej liczbie przypadków zwyczajnie przegrają, a jeśli uda im się odnieść sukces, to będzie to pyrrusowe zwycięstwo.

A z tego miejsca pragnę podziękować wszystkim drogim przyjaciołom z mojej apteki, którzy nauczyli mnie, co znaczy pracować w zespole i rozumieć, jakie to ważne być jego częścią.

Udostępnij
PILNE
ZAMKNIJ
Oświadczenie

Dostęp do zawartości serwisu farmacja.pl jest możliwy
dla osób uprawnionych do wystawia recept
lub osób prowadzących obrót produktami leczniczymi.

Oświadczam, że jestem lekarzem, farmaceutą
lub osobą prowadzącą zaopatrzenie w produkty lecznicze.


Akceptuj