Polak mądry po jodzie

Autor: MGRfarm / Opublikowano: 2017-09-04 11:51:45 /

Ludzie powariowali. Wystarczy, że w internecie pojawi się plotka na temat awarii którejś z elektrowni atomowych, a następnego dnia telefon w aptece urywa się od pytań o dostępność płynu Lugola lub innych postaci jodu. Nasi rodacy panikują do tego stopnia, że gotowi są nawet pić jodynę…

W piątek znowu gruchnęła w internecie informacja o awarii elektrowni atomowej. Tym razem w Belgii. Zaraz potem pojawiły się informacje o tym, że na zachodzie Niemiec rozpoczęła się akcja rozdawania tabletek z jodem. Na efekty nie trzeba było czekać długo. W sobotę telefon w mojej aptece nie przestawał dzwonić:

- Macie płyn Lugola?
- Nie. W tej chwili nie mamy.
- Już się skończył? A kiedy będzie?
- W tej chwili nie ma nawet w hurtowniach, więc trudno powiedzieć?
- To nawet w hurtowniach wykupili? A jakiś inny jod?
- Mamy suplementy diety z jodem. Jest też jodyna do dezynfekcji.
- O. A ile takiej jodyny się pije?
- Tego się nie pije. To jest na alkoholu i dłuży do stosowania zewnętrznego.
- Ale jak wypiję kilka kropel to przecież chyba nic się nie stanie?


Nie jestem w stanie policzyć ile takich rozmów przeprowadziłem w ostatnich latach. Za każdym razem jak tylko pojawi się w mediach wzmianka o awarii elektrowni atomowej, pojawiają się te same pytania i telefony. Oczywiście ta panika i obsesja na punkcie płynu Lugola ma źródło w naszej przeszłości – a dokładnie w 1986 roku gdy w Czarnobylu doszło do wybuchu elektrowni atomowej. Opinia publiczna dowiedziała się wtedy o całym wydarzeniu z kilkudniowym opóźnieniem. W ramach szeroko zakrojonej akcji profilaktycznej podano wówczas blisko 15 milionom Polaków płyn Lugola.

W efekcie tych wydarzeń, nasi rodacy są przekonani, że płyn Lugola jest cudownym lekiem, który ochroni ich przed promieniowaniem jonizującym. Nauczyli się też, że kiedy pojawiają się plotki o awarii elektrowni atomowej, a władze na ten temat milczą lub tym informacjom zaprzeczają, to na pewno są one prawdziwe. Przekonanie to potęguje też powtarzana przez aptekarzy informacja, że płynu Lugola nie ma w aptekach. Przeciętny Kowalski myśli sobie bowiem wtedy, że „skoro nie ma, to znaczy, że już wykupiony albo aptekarz trzyma dla siebie”. I tak panika się nakręca…

A teraz trochę historii. Po co w 1986 roku podawano Polakom płyn Lugola? Miało to zapobiec wchłanianiu się radioaktywnego izotopu jodu z opadów promieniotwórczych. Jod zawarty w płynie Lugola miał wysycać tarczycę w sposób uniemożliwiający wbudowywanie radioaktywnego jodu w tryroksynę i trójjodotyroninę, a przez to zapobiegać rozwojowi nowotworów. Teoretycznie mało to sens. Praktycznie nie miało jednak żadnego znaczenia. Jeden z autorów akcji podawania w 1986 roku płynu Lugola – profesor Zbigniew Jaworski – stwierdził w jednym z wywiadów, że gdyby wówczas dokładnie znano skalę skażenia i charakter awarii elektrowni w Czarnobylu, nie rekomendowałby podawania płynu Lugola.

I na koniec jeszcze kluczowa informacja. Śmiertelna dawka jodu to dla dorosłego człowieka 2 gramy (0,03 g / kg). Wystarczy zażywać 0,2 grama dzienne przez kilka dni by sprokurować choroby tarczycy.

Udostępnij
PILNE
ZAMKNIJ
Oświadczenie

Dostęp do zawartości serwisu farmacja.pl jest możliwy
dla osób uprawnionych do wystawia recept
lub osób prowadzących obrót produktami leczniczymi.

Oświadczam, że jestem lekarzem, farmaceutą
lub osobą prowadzącą zaopatrzenie w produkty lecznicze.


Akceptuj