Polak potrafi | farmacja.pl

Polak potrafi

Autor: Sylwia Płusa / Opublikowano: 2017-09-06 11:55:21 /

Pod koniec 2015 roku polskie apteki pojawiły się na pierwszych stronach nowojorskich gazet. Niestety nie był to raczej powód do dumy narodowej. 28 października FBI zatrzymało polskie małżeństwo, które od lat było właścicielami sieci aptek Chopin, mieszczących się w dzielnicach Brooklyn i Queens...

Na początek zabawmy się w krótką grę. Które z następujących zdań jest fałszem? A – Prowadzenie apteki w Stanach Zjednoczonych wzbogaca domowy budżet o 15 milionów dolarów. B – Coco Chanel kupowała w ubiegłym roku oksykodon w polskiej aptece na GreenPoincie. C – Chopin został zamknięty przez DEA. Ciężko się zdecydować? I słusznie. Wszystko to bowiem informacje prawdziwe.

28 października 2015 roku FBI zatrzymało polskie małżeństwo, które od lat było właścicielami sieci aptek Chopin, mieszczących się na Brooklynie i Queensie. Ona- Liliana J. (49 l.) to farmaceutka, on- Marcin J. (35 l.) był współwłaścicielem i managerem.

Dla tej pary niewątpliwie spełnił się amerykański sen. Liliana i Marcin kupili w 2012 roku dom w Greenwich, Connecticut o powierzchni 5300 stóp kwadratowych (niecałe pięćset metrów kwadratowych), na którego terenie mieściło się 5 sypialni oraz 5 łazienek. Według portalu nieruchomości Zillow.com, obecnie dom ten jest wyceniany na bagatelne 2,8 mln dolarów. Ich drugi dom, zlokalizowany na Long Island, to już właściwie drobiazg – wart był tylko 250 tysięcy dolarów. Część majątku małżeństwa ulokowana została w garażach – Liliana jeździła wartym 45 tysięcy dolarów Porsche Cayenne (źródła nie wspominają niestety o kolorze), Marcin Land Roverem wycenianym na 100 tysięcy dolarów.

Ale dosyć o pieniądzach. Wiadomo przecież, że nie one są tu kluczowe. Posiadanie apteki w Stanach Zjednoczonych to nie lada wyzwanie. Para z naszej opowieści radziła sobie jednak całkiem zacnie. Dwie niewielkie apteki należące do Chopin Chemist działały od 2010 roku. Mimo obecności w okolicy dużych sieci, jak CVS i Rite Aid ich dochody zamiast spadać, znacząco wzrosły. Szczególnie duży udział w ich obrocie miały leki opioidowe. Apteki Chopin stały się głównym odbiorcą oksykodonu w dzielnicy w latach 2010-2014.

Oksykodon to lek dużo popularniejszy w Stanach Zjednoczonych, niż w naszym rodzimym kraju. O ile w Polsce traktowany jest zazwyczaj jako czubek drabiny analgetycznej i bywa zwykle przepisywany głównie pacjentom onkologicznym, tak amerykańscy lekarze nie wahają się stosować go w dużo powszechniejszych bólach stawowych, mięśniowych i kostnych. Tabletki oksykodonu i innej pochodnej hydrokodonu królują w domowych apteczkach i popkulturze. W końcu ile razy oglądaliśmy na ekranie żółte słoiczki po Vicodinie gromadzone w domu dr House’a? Każdy z nich zawierał właśnie hydrokodon. W skali kraju w 2010 roku w Stanach Zjednoczonych sprzedano 69 ton oksykodonu i 42 tony hydrokodonu. To ilość wystarczająca do podania każdej osobie – wliczając dzieci – 40 pięciu-miligramowych dawek Percocetu (oksykodon) i 24 dawek Vicodinu (hydrokodon), o takim samym stężeniu. Szacuje się, że od leków opioidowych na receptę uzależnionych jest w Stanach Zjednoczonych około 7 milionów ludzi. Liczba uzależnionych od kokainy nie przekracza półtora miliona.


Problem uzależnienia od silnych opioidów oraz coraz liczniejsze przypadki zgonów wywołanych przedawkowaniem zaczęły alarmować amerykańskie władze, które ze zmiennym skutkiem próbują ingerować w tę niebezpieczną politykę lekową. A sieć aptek Chopin Chemist dosłownie zalała rynek oksykodonem. Przez cztery lata swojej działalności państwo J. sprzedali blisko pół miliona tabletek tego narkotyku. Na zdecydowaną większość nie posiadali recept lekarskich, a w zaciszu aptecznego zaplecza powstawały fałszywe zlecenia lekarskie na zmyślone nazwiska: Coach, Coco Chanel i inne. Zdarzało się również wydawanie legalnych opakowań leku zubożonych o kilka tabletek, a także kradzieże prawdziwych recept in blanco. W karcie leku oksykodon widniał pod niewinną nazwą „Cukierki”.

Klientami apteki ( bo trudno ich w tej sytuacji nazwać pacjentami) byli w dużej części narkomani i dilerzy narkotyków. Szczególnym klientem był również Polak- Robert C. (30 l.). Szacuje się, że zakupił on kilkadziesiąt tysięcy tabletek oksykodonu. Jednorazowe zamówienia obejmowały często i pięćset tabletek jednocześnie. Jako odbiorca hurtowy Robert C. wynegocjował bardzo korzystną cenę- tylko 2 dolary za tabletkę. Za taką samą dawkę na czarnym rynku trzeba było w tym czasie zapłacić aż 30 dolarów.

Pechowo dla państwa J., a szczęśliwie dla reszty społeczeństwa odbiorcą „Cukierków” stał się agent federalny DEA. Apteki Chopin były na celowniku służb specjalnych już od pewnego czasu, kiedy zauważano korelację pomiędzy zwiększoną konsumpcją oksykodonu w tych dzielnicach, a niezwykle dużymi zamówieniami dwóch niewielkich aptek. We wrześniu i październiku 2015 małżeństwo sprzedało funkcjonariuszowi blisko 700 tabletek oksykodonu, na które oczywiście nie posiadał recepty. Zamówienie i realizacja takiej ilości leku nie stanowiły problemu, aczkolwiek asekuracyjnie agent został poproszony o dodatkowe informacje personalne mające potwierdzić, że nie jest agentem DEA (sic!). Jak widać jednak wywiad państwa J. działał dużo słabiej niż wywiad FBI i małżeństwo zaliczyło spektakularną wpadkę, która zakończyła ich nielegalny biznes, a razem z nim sen o amerykańskiej potędze.

Oskarżeni o jedno z największych przestępstw narkotykowych w historii Nowego Jorku Polacy muszą liczyć się obecnie z groźbą kilkudziesięciu lat więzienia (65 lat maksymalnego wyroku dla Liliany J.,60 lat dla Marcina J.). Poza nielegalnym obrotem opioidami do ich przestępczego dossier można dodać oszustwa ubezpieczeniowe związane z systemem Medicare, pranie brudnych pieniędzy oraz kradzież recept z gabinetów lekarskich zlokalizowanych w Nowym Jorku.

Wyższa kara, jakiej podlega kobieta związana jest z faktem, że całe przedsiębiorstwo należy formalnie do niej. Liliana prowadziła aptekę pod inną nazwą kilka lat wcześniej, zanim poznała obecnego męża ( są razem od około 8 lat). Kobieta nie była dotychczas karana. Związani z małżeństwem świadkowie twierdzą, że mózgiem i pomysłodawcą oszustwa był Marcin J.

Obie apteki należące do małżeństwa J., jedna przy Fresh Pond Avenue na Ridgewood, druga przy Manhattan Avenue na Greenpoincie zostały przez agentów federalnych zamknięte. Z sieci zniknęła internetowa strona apteki. Małżeństwo zgodnie twierdzi, że jest niewinne.

Udostępnij
PILNE
ZAMKNIJ
Oświadczenie

Dostęp do zawartości serwisu farmacja.pl jest możliwy
dla osób uprawnionych do wystawia recept
lub osób prowadzących obrót produktami leczniczymi.

Oświadczam, że jestem lekarzem, farmaceutą
lub osobą prowadzącą zaopatrzenie w produkty lecznicze.


Akceptuj