Przychodzi aptekarz do lekarza… z prezentem

Obrazek użytkownika farmacja.pl
Autor: farmacja.pl / Opublikowano: 2016-11-07 09:50:45 /

Ujawnione w ostatnich dniach praktyki aptek sieciowych szokują – choć w środowisku aptekarskim było o nich wiadomo od dawna. Zmuszanie farmaceutów do odwiedzania i przekupywania lekarzy, aby Ci kierowali swoich pacjentów do konkretnych aptek, obnaża mechanizmy funkcjonowania takich placówek.

- Jutro po południu otrzymacie upominki dla lekarzy. Proszę je zanieść do zgłaszanych wcześniej lekarzy jak najszybciej.

Tak rozpoczyna się mail, jaki pracownicy apteki sieciowej otrzymali od jej koordynatora. Jego treść ujawnił 4 listopada na swoim profilu Facebookowym Ruch Aptekarzy Polskich. To efekt obietnicy, jaką założyciel RAP - Marcin Wiśniewski - złożył tego samego dnia podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. regulacji rynku farmaceutycznego.

- Ja wszystkie informacje od Państwa pracowników będę zbierał i publikował - zadeklarował Wiśniewski dodając, że dysponuje blisko 60 informacjami od pracowników jednej sieci, między innymi o wysyłaniu farmaceutów z prezentami do lekarzy. W jakim celu? Tego można się dowiedzieć z treści opublikowanego maila.

- Chodzi o przypomnienie o naszych aptekach, o naszych cenach. O tym gdzie jesteśmy i że jesteśmy tani.

Takie działania są bezpośrednim naruszeniem art. 94A. 1. Prawa farmaceutycznego, który mówi, że "zabroniona jest reklama aptek i punktów aptecznych oraz ich działalności. Nie stanowi reklamy informacja o lokalizacji i godzinach pracy aptek lub punktu aptecznego".

O tym, że wizyty u lekarzy, wręczanie im prezentów i przekazywanie informacji o cenach leków, są nielegalne z pewnością wiedział też koordynator, który wysłał wspomnianego maila. Świadczy o tym chociażby podkreślony i pogrubiony fragment mówiący, że na listach cenowych "nie przybijamy pieczątki apteki, nie piszemy nazwy firmy ani apteki".

Kilka dni wcześniej o podobnych praktykach w aptekach sieciowych pisał Dziennik Gazeta Prawna. - Duże sieci apteczne mają rozwinięty system współpracy z lekarzami - czytamy w artykule "Bezprawie. Sieci apteczne od środka". - Chodzi o to, by tam, gdzie przepisują lek, przepisywali ten, który wspólnie uzgodnimy. Czasem jest to produkt dostępny tylko w aptece sieciowej, częściej taki, na który jest umowa z producentem – tłumaczy jeden z informatorów DGP. Z jego wypowiedzi wynika, że często lekarze, idąc na układ z siecią apteczną, działają na szkodę budżetu państwa. Umowy dotyczą bowiem też leków refundowanych. - Czasem można by przepisać tańszy, ale lekarz przepisuje droższy, bo na niego się umówił z menedżerem medycznym – czytamy w artykule Patryka Słowika i Jakuba Styczyńskiego.
- Proszę o raport, kiedy byliście ostatnio poprawić recepty - przytaczają treść innego maila dziennikarze DGP i dodają, że co pewien czas kierownik apteki idzie do lekarza z plikiem recept do poprawienia. Jest to okazja do krótkiej rozmowy i – pół żartem, pół serio – prośby, by medyk kierował pacjentów do konkretnej apteki, np. dlatego że ma najtańsze leki.

Niektóre apteki sieciowe wysyłają do lekarzy swoich pracowników. - Proszę pójść specjalnie lub pod pretekstem poprawiania recepty - pisze koordynator sieci w mailu opublikowanym przez Ruch Aptekarzy Polskich. Listy cenowe i podarunki przekazywane są też lekarzom podczas ich wizyt w aptekach.

Zdarza się, że sieci zatrudniają przedstawicieli, których zadaniem jest zapewnienie aptece rozpoznawalności wśród lokalnych lekarzy. A w zasadzie przedstawicielki... - Może to seksistowskie, ale menedżerami medycznymi najczęściej są piękne, długonogie blondynki - czytamy w Dziennik Gazeta Prawna wyznanie byłego koordynatora sieci. - I to doskonale działa. Nie chodzi wcale o te kosmetyki. Facetowi wystarczy, że babka go przez 15 minut pokokietuje. I nie ma znaczenia, że potem idzie do kolegi, który siedzi w gabinecie obok.

Ten proceder od dawna znany jest w środowisku aptekarskim. Po raz pierwszy jednak mówi się o nim otwarcie w przestrzeni publicznej i pokazuje dowody jego istnienia. Co ciekawe działania aptek sieciowych naruszające zakaz reklamy, są doskonale znane Inspekcji Farmaceutycznej. – Mamy pełną świadomość przytaczanych praktyk sieci aptecznych – przyznaje w DGP Paweł Trzciński, rzecznik GIF. Jak tłumaczy, inspekcja przez wiele lat była traktowana po macoszemu. W efekcie brakuje i ludzi, i pieniędzy na skuteczne działania, które Trzciński nazywa „ściganiem przejawów patologii”. – Ogranicza nas też prawo, które jest ewidentnie zbyt łagodne dla przedsiębiorców. Brakuje również odpowiedniej struktury urzędu, przez co nie mamy odpowiedniej możliwości podejmowania decyzji – wyjaśnia rzecznik GIF.

Źródło: mgr.farm / Dziennik Gazeta Prawna / Facebook

Udostępnij
PILNE
ZAMKNIJ
Oświadczenie

Dostęp do zawartości serwisu farmacja.pl jest możliwy
dla osób uprawnionych do wystawia recept
lub osób prowadzących obrót produktami leczniczymi.

Oświadczam, że jestem lekarzem, farmaceutą
lub osobą prowadzącą zaopatrzenie w produkty lecznicze.


Akceptuj