Pseudoapteki w internecie

Obrazek użytkownika farmacja.pl
Autor: farmacja.pl / Opublikowano: 2017-08-23 09:50:00 /

W Polsce działają setki drobnych naciągaczy, którzy na popularnych portalach ogłoszeniowych sprzedają leki. Coraz poważniejszą konkurencję dla nich stanowią jednak fałszywe apteki internetowe, które na pierwszy rzut oka niczym nie różnią się do prawdziwych. Tyle, że w prawdziwej aptece nie można kupić plastrów z fentanylem...

Pan Marek miał kiedyś własną pizzerię. Potem wyemigrował do Holandii, zarobił, przepił wszystko, wylądował na ulicy. Pięć lat temu w Kopenhadze poznał Polaka, dilera narkotyków. Wrócił do kraju i zaczął przygodę z prochami. Dziś handluje w internecie lekami. W swoim asortymencie ma leki nasenne, przeciwbólowe, sterydy... Reklamuje się w znanym serwisie ogłoszeniowym w kategorii: moda i zdrowie.

Dziennikarka Anna Szulc opisuje w Newsweeku jak drobni handlarze lekami konkurują z fałszywymi aptekami. Tych powstanie w ostatnim czasie coraz więcej, a ich twórcy są bezkarni. Na pierwszy rzut oka nie różnią się od znanych sieciówek, które legalnie sprzedają leki i suplementy. Podobnie jak one mają własne strony, promocje, bonusy, zniżki dla stałych klientów. Nie podają numerów telefonów, zamówienie można złożyć wyłącznie e-mailem. Są w stanie spełnić każde życzenie klienta. W zwykłej aptece nie można dostać bez recepty plastra z fentanylem, sto razy mocniejszego od morfiny. I sto razy od niej groźniejszego.

A w sieci? Bez problemu. Przez plastry z fentanylem zmarł niedawno 20-letni chłopak. Miał tylko nieznośny ból zęba, lekarstwo znalazł w internecie. – Przyłożył sobie plaster, poszedł na plażę i umarł – opowiada dr Jarosław Woroń, farmakolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Dodaje, że większość przypadków podobnych śmierci pozostaje niewyjaśniona. Ktoś w pracy dostaje zawału, ktoś w domu udaru, ktoś pada bez życia w połowie maratonu. – Toksykolodzy nie są w stanie sprawdzić, skąd pochodziła śmiercionośna substancja, zresztą takie sprawy trafiają do nich sporadycznie.


– Nie ma jednego powodu, dla którego Polska stała się rajem dla zorganizowanych grup przemytników z całego świata. Po pierwsze, przez swoje położenie jest krajem tranzytowym. Tu kończy się wschodnia granica Unii Europejskiej, a za nią, jeśli chodzi o podróbki, panuje wolnoamerykanka. Poza tym rynek zbytu jest duży. A do tego Polacy w ogóle lubią podróbki, nie przeszkadzają im fałszywki butów i torebek. Dlaczego mieliby inaczej myśleć o lekach? – tłumaczy dr Natalia Daśko, prawniczka z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, która przez trzy lata badała rynek podrabianych towarów, w tym leków.

Pseudoaptekom z czarnego rynku udało się w krótkim czasie przekonać Polaków, że mogą kupić za półdarmo leki, których długo w sieci nie było: ratujące życie, onkologiczne, na ciężkie choroby przewlekłe. W internecie można np. kupić onkologiczny lek, nazwijmy go N. To skuteczna substancja na raka nerek i wątroby. Nie jest refundowana w Polsce, jedno opakowanie kosztuje 20 tys. złotych. Chorzy i ich rodziny potrafią sprzedać wszystko, by zdobyć N. Albo kupują w internecie „ten sam” lek za jedyne tysiąc złotych.

Polaków kupujących trefne leki na raka można według ekspertów liczyć w tysiącach. Ale już w setkach tysięcy tych, którzy kupują w sieci psychotropy. – Moi pacjenci morfinę kupują w internecie w ilościach hurtowych – twierdzi Robert Rutkowski, znany warszawski psychoterapeuta, specjalista od uzależnień. Ma także sporo pacjentów uzależnionych od kupowanych w sieci preparatów na odchudzanie, które mają w składzie pochodne amfetaminy.

Więcej na ten temat na stronach Newsweeka.

Źródło: newsweek.pl

Udostępnij
PILNE
ZAMKNIJ
Oświadczenie

Dostęp do zawartości serwisu farmacja.pl jest możliwy
dla osób uprawnionych do wystawia recept
lub osób prowadzących obrót produktami leczniczymi.

Oświadczam, że jestem lekarzem, farmaceutą
lub osobą prowadzącą zaopatrzenie w produkty lecznicze.


Akceptuj