Quantum satis

Autor: Wojtek Chudziński / Opublikowano: 2017-09-15 11:32:13 /

Obecnie preparaty „Max” lub „Forte” zapisały się w świadomości pacjentów jako terapia podstawowa – pacjent patrzy podejrzliwie, gdy chcemy uśmierzyć jego ból głowy ibuprofenem w dawce 200mg. Coraz więcej osób sięga po preparaty łączone z koanageltykami lub dwoma substancjami aktywnymi, rezygnując z leczenia preparatami jednoskładnikowymi, które prawdopodobnie we większości przypadków przyniosłyby pożądany efekt.

Fundamentalną zasadą medycyny jest ratowanie zdrowia i życia, przywracanie do zdrowia, ale także przynoszenie ulgi w bólu, cierpieniu i dyskomforcie. Z drugiej strony należy pamiętać o słowach przysięgi, którą każdy z nas składał: „Ślubuję uroczyście w swej pracy farmaceuty sumiennie, gorliwie i z należytą starannością wykonywać swoje obowiązki, mając zawsze na uwadze dobro pacjenta (...)”. Nie sztuką jest więc pacjenta nafaszerować lekami, sztuką jest dać tyle, ile potrzeba.

Choć zasada quantum satis odnosi się niekoniecznie do wymagań w kontekście leczenia pacjenta nie znaczy, że jej metaforycznego ujęcia nie możemy w tym miejscu użyć. Racjonalna farmakoterapia zdaje się kluczem nie tylko do poprawy stanu pacjenta bez narażenia na działania uboczne czy też związane z przedawkowaniem, ale również optymalną strategią w kontekście farmakoekonomii. Dlaczego więc tak często zdarza się nam farmaceutom czy lekarzom przepisywać więcej niż potrzeba, obciążając budżet szpitala lub pacjenta?

Z praktyki szpitalnej problemem zdaje się leczenie przeciwbólowe na oddziałach zabiegowych i operacyjnych. Jeden ogólnie przyjęty schemat lekowy bez rozgraniczenia na stopień obrażeń, wielkość operacji. Czas trwania zabiegu i przewidywany czas rekonwalescencji nie jest dobry ani z punktu widzenia pacjenta ani szpitala. Pacjent leki może mieć podawane w nadmiarze lub niedomiarze, przy czym obie te sytuacje są niepożądane, natomiast oddział ponosi z tego tytułu niewspółmierne do efektów terapeutycznych straty. Leczenie trwa bowiem zwyczajowo tyle samo dni u wszystkich pacjentów, co już nawet ze statystycznego punktu widzenia jest mało wiarygodne – nie każdy bowiem potrzebuje tej samej dawki by zauważyć efekt.

Próba wprowadzenia skali bólowych, mających pomóc pacjentom określić subiektywną ulgę w odczuwaniu bólu i tym samym przyczynić się do optymalizacji leczenia analgetycznego nie znalazły jednak poklasku wśród lekarzy – jest to bowiem dodatkowa praca nie tylko dla nich, ale dla całego personelu medycznego, bowiem zgodnie z wytycznymi, takie badanie powinno odbywać się co 4-6h.


Inną ciekawą formą dostosowania dawki leku przeciwbólowego do potrzeb pacjenta jest tzw. zmiareczkowanie opioidu do uzyskania wartości 4 i mniej w 11-stopniowej skali bólu (0-10 gdzie 0 to brak bólu, 10 zaś największy ból, jaki można sobie wyobrazić) i podawanie dawek podtrzymujących w oparciu o czas t1/2 danego leku. Wymaga to znów kilkunastu lub też kilkudziesięciu minut pracy, które w praktyce nie są jednak przeznaczane na pacjenta.

Sytuacja, która wydaje się również stanowić problem, to stosowanie leków nasennych i sedujących u pacjentów hospitalizowanych. Co innego jest zastosowanie takich preparatów u pacjentów w premedykacji czy też w schemacie przed- i okołooperacyjnym, a co innego utrzymywanie pacjenta w takim stanie przez większość pobytu w szpitalu. Wiadomym jest, że odpoczynek sprzyja regeneracji organizmu, nie należy jednak zapominać o działaniach ubocznych tych leków, które nierzadko mogą przewyższyć potencjalne korzyści.

Z aptecznego podwórka takich sytuacji też można by mnożyć. W obecnym sezonie przedgrypowym dobrym przykładem okazuje się tworzenie zestawu leków w przypadku objawów przeziębienia, grypy czy zapalenia górnych dróg oddechowych. Dziesiątki pacjentów wybierają właśnie farmaceutę, a nie lekarza podstawowej opieki zdrowotnej. Jako osobę, która ma zaradzić ich dolegliwościom. Dlatego odpowiedni wywiad, poznanie potrzeb pacjenta, a w szczególności objawów, które należy zneutralizować staje się kluczem do odpowiedniego rozwiązania.

Spotykam się często z tzw. „efektem saszetki” - pacjenci wierzą w magiczną moc zawartych składników w tych preparatach złożonych, kompletnie ignorując informacje farmaceuty, że z reguły nie zawierają one substancji o działaniu przeciwkaszlowym/wykrztuśnym, nie wspominając już o łagodzeniu bólu gardła czy też komponencie przeciwzapalnej. Polecanie tego typu preparatów w imię ich popularności wydaje się więc bezcelowe, bowiem pacjent straci jedynie pieniądze, objawy się nasilą, natomiast apteka czy też farmaceuta rekomendujący dany lek straci wiarygodność w oczach tego pacjenta. Co więcej, proponowanie każdemu pacjentowi popularnych preparatów dopełniających terapię objawów grypowych też nie powinno być rutyną. Preparaty OTC wzmacniające odporność czy odpowiedź immunologiczną organizmu nie sprawdzą się u wszystkich i to zadaniem farmaceuty jest dowiedzieć się o to, jak długo objawy już występują, bowiem wiadomym jest, że tylko odpowiednio wcześnie zastosowane leczenie wspomagane może przynieść jakiekolwiek efekty.

Spinając klamrą całość omawianego przeze mnie tematu mam wrażenie, że problem nieoptymalnego wydawania leków przeciwbólowych ma miejsce również w aptece ogólnodostępnej. Obecnie preparaty „Max” lub „Forte” zapisały się w świadomości pacjentów jako terapia podstawowa – pacjent patrzy podejrzliwie, gdy chcemy uśmierzyć jego ból głowy ibuprofenem w dawce 200mg. Coraz więcej osób sięga po preparaty łączone z koanageltykami lub dwoma substancjami aktywnymi, rezygnując z leczenia preparatami jednoskładnikowymi, które prawdopodobnie we większości przypadków przyniosłyby pożądany efekt. Poza tym, ból bólowi nierówny. Zawsze warto wypytać pacjenta co tym razem mu dolega, bowiem środek świetnie sprawdzający się w bólach reumatycznych nie zadziała na migrenę i odwrotnie.

A zatem, najważniejszy zdaje się rozsądek. Na każdym etapie – począwszy od leczenia szpitalnego i racjonalnego zapisywania leków przez lekarzy, przez farmaceutów, nierzadko stanowiących pierwszy punkt konsultacji w zakresie zgłaszanych objawów, na pacjencie kończąc – w końcu nierzadko on sam decyduje, co zażyć a co nie. Chciejmy być tym ogniwem, który zdaje sobie sprawę, że więcej nie znaczy lepiej – zawsze to na nas cały ten łańcuch niefortunnych zdarzeń może się zatrzymać lub w ogóle nie zaistnieć.

Udostępnij
PILNE
ZAMKNIJ
Oświadczenie

Dostęp do zawartości serwisu farmacja.pl jest możliwy
dla osób uprawnionych do wystawia recept
lub osób prowadzących obrót produktami leczniczymi.

Oświadczam, że jestem lekarzem, farmaceutą
lub osobą prowadzącą zaopatrzenie w produkty lecznicze.


Akceptuj