Quo Vadis samorządzie? - część 2 | farmacja.pl

Quo Vadis samorządzie? - część 2

Autor: Wojciech Olender / Opublikowano: 2017-09-14 08:18:13 /

Każda nowo powstała organizacja będzie siłą rzeczy osłabiać samorząd aptekarski. Mamy na chwilę obecną wystarczająco dużo problemów i to pilnych problemów do rozwiązania, żeby fundować sobie dodatkowe wojenki, tylko nas jako środowisko ośmieszające. Zaczyna rodzić się pytanie, komu może na chwilę obecną zależeć na rozbiciu samorządu?

Pojawiają się opinie, że spory wszelakie z NFZ nie powinny dotyczyć samorządu aptekarskiego, bo to spory na linii płatnik-przedsiębiorca, zaś wszelkie problemy typu dyżury aptek, ceny leków, spory z płatnikiem w „cywilizowanym świecie” nie są domeną samorządu. Inna z głoszonych tez w tych kręgach mówi o tym, że właśnie po to, żeby sprawami gospodarczymi nie zajmował się samorząd lekarski, powstało Porozumienie Zielonogórskie.

Tu lekki wtręt, Porozumienie Zielonogórskie jest izbą gospodarczą reprezentującą, jak wszyscy wiemy, głownie indywidualne praktyki i przychodnie POZ. Powstało i reprezentuje poniżej 9 tysięcy podmiotów (9 tysięcy, tyle mniej więcej jest obecnie podpisanych kontraktów na POZ w skali kraju), a liczba lekarzy ze specjalnością lekarza rodzinnego to w tej chwili wg danych NIL ok. 14 tysięcy, co biorąc pod uwagę, że wszystkich członków izby lekarskiej jest ok. 150 tysięcy, oznacza ni mniej ni więcej, że PZ reprezentuje ok. 5-7% członków izb lekarskich, licząc jako właścicieli przychodni - a licząc względem zatrudnionych lekarzy w granicach ok. 10-12%. Należy też podkreślić, że interesy, jakie reprezentuje PZ, są specyficzne i dosyć mocno odrębne od interesów całej reszty członków samorządu lekarskiego.

Dla porównania, w odniesieniu do samorządu aptekarskiego - właścicielami aptek jest na chwilę obecną ok. 6 tysięcy magistrów farmacji członków izb aptekarskich, czyli około 20% wszystkich członków izb, a zatrudnienie w aptekach otwartych znajduje ponad 90% wszystkich członków izb.

Dlatego też uważam, że analogia jest absolutnie nietrafiona. Lekarze POZ na tle całego samorządu stanowią zaledwie około 10% członków izby lekarskiej, nie jest więc dziwne, że zawiązali własną organizację dbającą o ich interesy. W odróżnieniu od członków porozumienia zielonogórskiego właściciele aptek stanowią grupę znacznie większą w porównaniu do ogółu członków izby aptekarskiej, a liczba członków izby utrzymująca się z pracy w aptece otwartej to powiedzieć, że to grupa dominująca, to stanowczo za mało. Tak że uważam, że porównanie z działaniami PZ i izbą lekarską w odniesieniu do aptek i izby aptekarskiej jest zdecydowanie i stanowczo nie trafione.

Inną z tez, z jaką można się spotkać, wśród działaczy przyklaskujących powstaniu nowych organizacji, jest ta mówiąca, że od reprezentowania interesów pracowników jest związek zawodowy i jak owi pracownicy chcą, to niech go sobie założą. Tę tezę w zasadzie można pozostawić bez komentarza. Pokazuje dobitnie, że w wizji samorządu, jaką ma wspomniana grupa działaczy, nie ma miejsca na sprawy związane z magistrami farmacji wykonującymi zawód w aptekach. I straszne, i smutne to moim zdaniem.

Można zatem śmiało założyć, że motywem przewodnim grupy działaczy entuzjastycznie witających nowo powstałe organizacje będzie doprowadzenie do „wypchnięcia” problemów pracowniczych, jak również problemów związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej przez indywidualnych aptekarzy do nowo powstałych organizacji. Czy jest to słuszny kierunek działania? Według mnie absolutnie NIE. Nie w tej chwili i nie w odniesieniu do samorządu aptekarskiego.


Dlaczego? Ano dlatego, że takie działania sprowadzą się de facto do rozbicia samorządu na samorząd (oczywiście zatrzymujący całe struktury i wpływy ze składek członkowskich), związek zawodowy i izby gospodarcze. Izby gospodarcze, które jak pokazała historia w odniesieniu do aptek indywidualnych nawet w okresie największej ich prosperity, nie były w stanie przetrwać i zorganizować się w sprawny organizm.

Zastanówmy się bowiem, kto miał by te nowe struktury tworzyć i finansować? No jak to kto? Ci, którzy są nimi zainteresowani. Czyli odpowiednio pracownicy aptek i ich właściciele. Z samego założenia powstałyby instytucje słabsze liczebnie, a co za tym idzie i jakościowo od samorządu już istniejącego. Z dużą dozą prawdopodobieństwa do pracy w tych organizacjach odeszłaby spora cześć osób dzisiaj pracujących i działających w samorządzie. Co więc otrzymujemy? Otrzymujemy w miejsce jednej organizacji co najmniej 3, z czego nowo powstałe organizacje są bez solidnych struktur, zaplecza finansowego i zakotwiczenia w środowisku. Dodatkowo w wyniku tworzenia tych struktur można spodziewać się odpływu sporej części czynnych obecnie działaczy samorządowych do nowo tworzonych organizacji. To ostatnie może się okazać wręcz zabójcze dla samorządu.

Ponadto bardzo możliwe jest, że owe nowe organizacje bardzo szybko zaczną się nawzajem zwalczać, jako że jedna ma reprezentować interesy jedynie pracowników (ZZPF), a druga jedynie właścicieli aptek (ZAPPA). W efekcie otrzymamy kolejny podział środowiska i osłabienie już istniejącego samorządu. Czyżby właśnie to było celem osób w tej chwili odgrywających kluczową rolę w samorządzie? Czyżbyśmy mieli być świadkami zastosowania w praktyce starej rzymskiej maksymy „Divide et impera”? W takim układzie bowiem dalej dominującą rolę pełniłby samorząd zawodowy, zarówno z racji umocowania prawnego jak i z racji posiadanych struktur i finansowania. A mógłby spokojnie pokazywać palcem wszystkim swoim członkom zgłaszającym się do niego o jakąkolwiek pomoc, „po kelnersku”, to nie do mnie, to kolega... czyli z tymi sprawami to nie do samorządu zawodowego, tylko gdzie indziej. Co by zostało w samorządzie? Prowadzenie rejestru punktów szkolenia ciągłego i wydawanie PWZ, które obecnie należy się z automatu każdej osobie kończącej studia na farmacji. I... I to w zasadzie tyle, pozostaje jeszcze oczywiście sąd aptekarski i rzecznik odpowiedzialności zawodowej czyli aptekarska „prokuratura”.

Samorząd w takim wydaniu sprowadzi się do sekretariatu wydającego PWZ i podliczającego punkty edukacyjne, stanowiącego tak naprawdę przybudówkę do sądu koleżeńskiego i rzecznika odpowiedzialności zawodowej.

Już raz był tu przywoływany przykład samorządu lekarskiego i całego środowiska lekarskiego. Jest to o tyle istotne, że w środowisku lekarskim działa cała masa różnych organizacji reprezentujących lekarzy. Mamy tam i związki zawodowe, i prężnie działające Porozumienie Zielonogórskie, ale również inne stowarzyszenia reprezentujące poszczególne specjalizacje lekarskie. Środowisko lekarskie w porównaniu do środowiska farmaceutycznego jest nieskończenie bardziej zróżnicowane i zdecydowanie mniej homogenne. Ale co najważniejsze, jest przeszło pięciokrotnie większe. Statystycznie jest w stanie wygenerować 5 razy więcej osób chętnych do pracy w różnego rodzaju organizacjach, niż środowisko aptekarskie. Lekarzy po prostu „stać” na kilka różnych organizacji i to zarówno finansowo, jak i organizacyjnie. Farmaceutów w moim odczuciu w tej chwili na to nie stać.

Każda nowo powstała organizacja będzie siłą rzeczy osłabiać siłę samorządu aptekarskiego. Mamy na chwilę obecną wystarczająco dużo problemów i to pilnych problemów do rozwiązania, żeby fundować sobie dodatkowe wojenki, tylko nas jako środowisko ośmieszające. Zaczyna rodzić się pytanie, komu może na chwilę obecna zależeć na rozbiciu samorządu?

Co do samej idei „wypchnięcia” z samorządu spraw pracowniczych i właścicieli w obecnych uwarunkowaniach jest to idea w moim odczuciu zła i szkodliwa. I to zarówno dla samego samorządu jako takiego jak i dla całego środowiska. Może kiedyś, w innych stabilnych czasach ale z całą pewnością nie teraz.

Udostępnij
PILNE
ZAMKNIJ
Oświadczenie

Dostęp do zawartości serwisu farmacja.pl jest możliwy
dla osób uprawnionych do wystawia recept
lub osób prowadzących obrót produktami leczniczymi.

Oświadczam, że jestem lekarzem, farmaceutą
lub osobą prowadzącą zaopatrzenie w produkty lecznicze.


Akceptuj