Serce pasowało. Opowieść o polskiej transplantologii | farmacja.pl

Serce pasowało. Opowieść o polskiej transplantologii

Autor: Anna Załucka / Opublikowano: 2017-10-20 12:02:14 /

W 1970 roku z próbki norweskiej ziemi zawierającej grzyby Tolypocladium inflatum zostaje wyizolowana cyklosporyna – ten związek złożony z jedenastu aminokwasów hamuje aktywność komórek układu odpornościowego. Pierwszym lekarzem, który podał pacjentowi po transplantacji cyklosporynę był w latach osiemdziesiątych prof. Norman Shumway z Uniwersytetu Stanforda.

Wszystkim tym, którym podobał się film „Bogowie” i jego tematyka, polecam książkę Anny Matei „Serce pasowało. Opowieść o polskiej transplantologii”, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2016. Autorka zabiera nas na sale operacyjne i pozwala obserwować zmagania wybitnych chirurgów. Książka jest oparta na przeprowadzonych rozmowach z chirurgami transplantologami. Byli to: prof. Andrzej Bochenek, prof. Jerzy Hołowiecki, prof. Jerzy Jabłecki, prof. Wiesław Wiktor Jędrzejczak, prof. Piotr Kaliciński, prof. Adam Maciejewski, prof. Jacek Moll, prof. Wojciech Rowiński, prof. Jacek Szmidt, prof. Janusz Wałaszewski, prof. Marian Zembala, dr med. Wojciech Nielubowicz.

Czytając książkę, zwracałam szczególną uwagę na aspekty farmakologiczne (zwłaszcza wprowadzenie leków immunosupresyjnych). W latach sześćdziesiątych o przyjęcie przeszczepu walczono, naświetlając chorego promieniami rentgenowskimi i podając sterydy.

Pierwszej polskiej pacjentce po przeszczepie nerki podawano azatioprynę i prednizon. Jednak taki schemat immunosupresji był niewystarczająco skuteczny.

W latach siedemdziesiątych rozwój światowej transplantologii uległ zahamowaniu – organizmy biorców odrzucały wszczepione narządy, przeciwciała atakowały komórki narządu, który zaczynał obumierać, a stosowane przed przeszczepem sterydy i promieniowanie rentgenowskie nie były w stanie cofnąć zniszczeń…

W 1970 roku z próbki norweskiej ziemi zawierającej grzyby Tolypocladium inflatum zostaje wyizolowana cyklosporyna – ten związek złożony z jedenastu aminokwasów hamuje aktywność komórek układu odpornościowego. Pierwszym lekarzem, który podał pacjentowi po transplantacji cyklosporynę był w latach osiemdziesiątych prof. Norman Shumway z Uniwersytetu Stanforda.


Irwin W. Sherman w książce „Drugs that Changed the World: How Therapeutic Agents Shaped Our Lives” podkreśla różnicę pomiędzy cyklosporyną a wcześniejszym leczeniem immunosupresyjnym: naświetlanie i azatiopryna hamują namnażania komórek układu odpornościowego, ale są nieselektywne i mogą także hamować proliferację innych komórek, jak białe i czerwone krwinki. Cyklosporyna selektywnie hamuje namnażanie limfocytów T. Związek ten zmniejsza wytwarzanie i uwalnianie IL-2 poprzez wewnątrzkomórkowe zahamowanie kalcyneuryny. Działanie cyklosporyny jest odwracalne; lek nie wykazuje działania limfocytotoksycznego. Potęgę cyklosporyny dobrze oddają statystyki: przed jej zastosowaniem w tranplantologii na świecie było 10 centrów zajmujących się przeszczepami, w ciągu kilku lat od jej wprowadzenia – 1000.

Warto także zwrócić uwagę na wyłaniający się z opowieści Anny Matei obraz polskiej medycyny w czasach PRL. Opowieść o polskiej transplantologii zaczyna się od 1966 roku i pierwszego w Polsce przeszczepu nerki. W latach sześćdziesiątych w Polsce było kilka aparatów do hemodializy – tzw. sztucznych nerek – były to dwumetrowe bębny owinięte dwudziestoma metrami celofanowej rurki. Ze względu na ograniczenia techniczne do zabiegu dializy kwalifikowano raczej pacjentów z ostrą niewydolnością nerek, tych z przewlekłą – nie… Nie istniały jeszcze skuteczne leki moczopędne ani leki na towarzyszącą niewydolności nerek niedokrwistość czy nadciśnienie.

Rozmówcy Anny Matei podają przykłady absurdalnych sytuacji, np. kiedy chorego po przeszczepie szpiku umieszczono w prowizorycznej separatce, oddzielonej od reszty sali prześcieradłem zawieszonym na wbitych w ścianę gwoździach, a ze względu na deficyt salowych podłogę w pomieszczeniu mył… chirurg transplantolog. Brakowało sprzętu, plastikowe dreny, z założenia jednorazowe, myto i sterylizowano po kilkadziesiąt razy, dopóki nie popękały. Łatano jednorazowe lekarskie rękawiczki, aż do momentu, kiedy trzeba było naklejać łatę na łacie.

Reportaż Anny Matei jest powściągliwy i surowy w formie, jednak między wierszami kryją się potężne emocje – ze strony biorców, lekarzy transplantologów, rodzin dawców…

W podsumowania autorka przytacza słowa Jana Pawła II – mówiącego w encyklice Evangelium vitae, że na heroizm dnia codziennego „składają się małe lub wielkie gesty bezinteresowności, umacniające kulturę życia. Pośród tych gestów na szczególne uznanie zasługuje oddawanie organów, zgodnie z wymogami etyki, w celu ratowania zdrowia, a nawet życia chorych, pozbawionych niekiedy wszelkiej nadziei” oraz statystyki – z ankiet przeprowadzonych przez Poltransplant wynika, że trzy czwarte ankietowanych nie ma pojęcia, jakie jest zdanie ich najbliższych na temat dawstwa, natomiast w ankiecie CBOS z 2012 roku 75proc. Polaków zadeklarowało, że nie ma nic przeciwko temu, by po ich śmierci pobrano od nich narządy…

Jest zatem o co się starać, jest o czym myśleć i o czym rozmawiać z najbliższymi – aby do tej rozmowy się przygotować, warto przeczytać książkę Anny Matei „Serce pasowało”.

Udostępnij
PILNE
ZAMKNIJ
Oświadczenie

Dostęp do zawartości serwisu farmacja.pl jest możliwy
dla osób uprawnionych do wystawia recept
lub osób prowadzących obrót produktami leczniczymi.

Oświadczam, że jestem lekarzem, farmaceutą
lub osobą prowadzącą zaopatrzenie w produkty lecznicze.


Akceptuj