REKLAMA
Autor: Karolina Morze Opublikowano: 12 lutego 2019

Studiowałam farmację i przeżyłam!

Artykuł pochodzi z serwisu

Farmacja to nie byle jakie studia, gdzie można sobie balować, a wytrzeźwieć trzeba na czas sesji. Nie powinno być więc zaskoczeniem, że wymaga się tam nauki oraz poświęcenia czasu. Mimo zarzutów, że program jest nieadekwatny do realiów (ja też mam tutaj zastrzeżenia), są to nadal studia prestiżowe, które powinny kształcić świadomych specjalistów. Warto przestać się nad sobą użalać i stać się jednym z nich.

W odpowiedzi na opublikowany niedawno tekst (Czy warto studiować farmację?), a właściwie na komentarze do tego tekstu, chciałabym powiedzieć, że studiowałam farmację i przeżyłam. Przeżyłam też dwa porody i wciąż codziennie przeżywam potrójne macierzyństwo i wiecie, co? To zdecydowanie bardziej wymagające niż studia farmaceutyczne. Życie w dorosłości jest, jak się okazuje, wymagające.

REKLAMA

Wybór studiów, gdy codzienność składa się zazwyczaj z beztroski i przyjemności decydowania tylko o sobie jest poważnym krokiem w dorosłość. To jedna z tych decyzji, które mogą określić nasze dalsze życie, nadać kierunek naszemu samorozwojowi, pomóc osiągnąć cele i stać się kimś lepszym, stać się specjalistą w jakiejś dziedzinie. Albo zmarnować pięć lat życia i mnóstwo pieniędzy.

REKLAMA

Kubeł zimnej wody

Z perspektywy osiemnastolatka studia brzmią jak niezła przygoda, nawet takie „trudne” kierunki jak medycyna czy farmacja. Wizja przyszłości świeżo upieczonego studenta za kilka lat ratującego ludzkie życie czy tworzącego nowe leki w perfekcyjnie skrojonym kitlu i pięciocyfrową wypłatą co miesiąc wygląda atrakcyjnie w jego głowie. Na którą spada kubeł zimnej wody już na pierwszych zajęciach z chemii nieorganicznej, gdy okazuje się, że droga do celu jest nieco mniej fascynująca niż się spodziewał.

Chemia nieorganiczna, chemia fizyczna, botanika, pozostałe przedmioty pierwszoroczne (i przyznajmy szczerze – wiele w kolejnych latach) wydają się być do nudne i niepotrzebne, bo przecież po farmacji idzie się do apteki, po co więc uczyć się czegoś tak surowego, tak mało pasującego do wizji pracy za pierwszym stołem? A parazytologia? Filozofia? Anatomia? Pamiętam jak wiele razy zadawałam sobie pytanie „po co mi to?”. I ile razy mimo to zaliczałam kolejne kolokwia kosztem czasu wolnego i snu. Okazało się, że wiele z tych nieprzydatnych na pozór informacji przydało mi się w praktyce. Nawet miareczkowanie.

Wtedy wydawało mi się tylko, że czasu wolnego jest mało. Teraz, zarządzając życiem z trójką dzieci śmieję się z siebie z przeszłości. Problemem była słaba organizacja i to, że ktoś wciąż porównywał farmację do innych kierunków studiów, wykazując i przekonując jak ciężko nam i źle, jak fatalnie jesteśmy traktowani przez program studiów, jacy jesteśmy poszkodowani. I roszczeniowi, ale ta refleksja przyszła później.

Studia inne niż wszystkie

Farmacja to nie byle jakie studia, gdzie można sobie balować, a wytrzeźwieć trzeba na czas sesji. Nie powinno być więc zaskoczeniem, że wymaga się tam nauki oraz poświęcenia czasu. Mimo zarzutów, że program jest nieadekwatny do realiów (ja też mam tutaj zastrzeżenia), są to nadal studia prestiżowe, które powinny kształcić świadomych specjalistów. Warto przestać się nad sobą użalać i stać się jednym z nich.

Nie tylko aptekarzem, bo choć to praca cudownie stabilna (nie mam na myśli gwarancji zatrudnienia, to inna sprawa), wiadomo, że nie wszystkim odpowiada i nie na każdym etapie kariery. Możliwości jest naprawdę wiele, ale nie wszystkie tak łatwo dostępne czy oczywiste. A jeśli żadna z dostępnych opcji nie jest interesująca – można stworzyć swoją własną! Stabilność jaką mamy w dzisiejszych czasach, dostęp do mediów, możliwości szkoleniowe – dzięki temu możemy więcej niż kiedykolwiek. Jeśli odważymy się wyjść poza schemat. A dzięki tak obszernemu wykształceniu jakie oferują studia – możemy to zrobić.

Do czego zachęcam. Fatalnie jest utknąć w pracy, która nas wypala. Dla niektórych studia to był czas zmarnowany, bo rzeczywistość pracy w aptece nie spełniła ich oczekiwań lub nie odnaleźli się w realiach współczesnego aptekarstwa. Osobiście z perspektywy magistra farmacji z zaledwie sześcioletnim stażem, matki trójki dzieci, na tym etapie kariery stwierdzam, że był to czas dobrze wykorzystany. Mam własny gabinet, rzadko już teraz pracuję w aptece. Wyszłam poza schemat i Was też do tego zachęcam.

Artykuł pochodzi z serwisu
REKLAMA
REKLAMA

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych