Suplement do dyżurów za 700 zł za noc | farmacja.pl

Suplement do dyżurów za 700 zł za noc

Autor: Mariusz Politowicz / Opublikowano: 2017-11-09 12:50:59 /

Do tej pory sądy, a w ślad za nimi powiaty, na kierownika zrzucały całkowitą odpowiedzialność za – w istocie – zapewnienie obsady magisterskiej w aptece. Tymczasem w praktyce nie kierownik stoi nad właścicielem, tylko odwrotnie. Ten dualizm, realna dwuwładza, powodował, powoduje i będzie powodować różne problemy.

12 października Wojewódzki Sąd Administracyjny w Poznaniu ogłosił wyrok (sygn. Akt III SA/Po 503/17) w kolejnej sprawie dotyczącej dyżurów aptek (czytaj więcej: Aptekarze z Rawicza wygrywają w sądzie, ale...). Rawiccy aptekarze nigdy nie mieli łatwo z tamtejszym powiatem, a starostą w szczególności (czytaj więcej: Zostań donosicielem w Rawiczu). Po omawianym wyroku jest odwrotnie. Nikt już nie powie, że starosta miał rację, iż apteki mają działać pod dyktando Rady Powiatu (RP), że bezrefleksyjni tfurcy prawa miejscowego mają dowolność w jego tworzeniu.

Przyjrzyjmy się uzasadnieniu wyroku (gdy piszę te słowa, jeszcze jest nieprawomocny – 2017-11-08) w tej sprawie. Można zauważyć w nim wiele sformułowań typu „kopiuj-wklej”, ale są i nowe, których znaczenia jeszcze nie da się ocenić. Dalsza praktyka pokaże, co one przyniosą.

W żaden sposób nie są dla mnie zaskakującymi stwierdzenia Sądu, że dyżury są ważne, bo tak wynika z art. 94 ustawy Prawo farmaceutyczne (dalej uPf). Tak jest napisane we wszystkich mi znanych wyrokach w sprawach dyżurowych. Tak jest napisane, bo właśnie o tym mówi wspomniany art. 94. On jest źródłem sporów, kłótni, stresu i nieustającej walki. Jest generatorem kłopotów, zresztą po obu stronach sporu. Skoro tak, to – powtórzę kolejny raz – musi zostać uchylony lub zmieniony.

Identycznie napisano w przypadku mojej sprawy wygranej z RP w Pleszewie (sygn. akt IV SA/Po 412/16): "Należy również przyjąć za trafne wyjaśnienia zawarte w odpowiedzi na skargę, że trudne są do przewidzenia zdarzenia losowe (zagrażające zdrowiu lub życiu człowieka), które uzasadniają pracę aptek również w porach nocnych oraz w niedzielę i święta. Należy podkreślić także, iż apteki są placówkami ochrony zdrowia publicznego, w których są świadczone usługi, wobec czego zapewnienie dostępności tych świadczeń nie powinno być też uzależnione od możliwości uzyskania pomocy we wskazanym wyżej czasie w placówkach służby zdrowia (...). Niewątpliwie też według Sądu z powołanego art. 94 ust. 1 ustawy Prawo farmaceutyczne wynika, że ustawodawca położył nacisk nie na interes osób prowadzących apteki, lecz na interes ludności. Wyraża się on w sformułowaniu 'dostosowany do potrzeb ludności', 'zapewnić dostępność świadczeń'. Szczególna rola apteki, o której mowa wyżej nie może być jednak podstawą do nadmiernego obciążenia obowiązkiem pracy we wskazanych porach i nie może mieć charakteru dowolnego. Ustawodawca dając organom samorządowym kompetencję do określenia pracy we wskazanych porach wskazał na przesłankę 'dostosowania do potrzeb ludności', którą organy winny się kierować."

Czyli z jednej strony mamy zapewnić dyżury, a z drugiej nie można nas nadmiernie obciążać pracą, na dodatek w dowolny sposób. Salomonowe wnioski.

Bezpośrednio dalej są poniższe słowa. Proszę je uważnie przeanalizować:

"W orzecznictwie podkreśla się również, że ustalenie rozkładu godzin pracy aptek ogólnodostępnych, w drodze uchwały rady powiatu, niewątpliwie stanowi ograniczenie swobody prowadzenia działalności gospodarczej. Przedsiębiorca prowadzący aptekę ogólnodostępną nie może bowiem samodzielnie wyznaczać ram czasowych jej funkcjonowania."

Skoro więc wg WSA, Rada Powiatu może wydłużać godziny pracy aptek, może je też skracać, a więc nie zezwalać na dublowanie pracy przez inne apteki, co niszczy sens dyżuru. Jest wolny rynek czy nie? Jeśli tak, dublowanie jest dopuszczalne, ale jednocześnie nie może być przymusowych dyżurów. Jeśli wolnego rynku nie ma i skoro komuś się wydłuża godziny pracy, innemu należy je skrócić. Tertium non datur.

"Podkreślenia jednak wymaga, że prowadzenie apteki ogólnodostępnej, będącej placówką ochrony zdrowia publicznego, z istoty rzeczy związane jest z pewnymi ograniczeniami. Wspomniane ograniczenia, dotyczące określenia rozkładu godzin pracy aptek ogólnodostępnych, ustanowione zostały w drodze ustawy i były konieczne dla ochrony zdrowia publicznego. Niewątpliwie zapewnienie dostępności świadczenia usług farmaceutycznych, w tym także całodobowo, w porze nocnej i dni wolne od pracy mieści się w pojęciu ochrony zdrowia publicznego. Ograniczenie swobody działalności gospodarczej polegające na ustaleniu harmonogramu godzin pracy apteki ogólnodostępnej nie narusza istoty tej wolności. Podmiot prowadzący taką aptekę w godzinach określonych w rozkładzie uchwalonym przez radę powiatu nie jest pozbawiony możliwości prowadzenia działalności gospodarczej, a jedynie dotykają go pewne ograniczenia w zakresie czasu funkcjonowania apteki."

Tu muszę podzielić się pewną refleksją, która mnie naszła po kolejnym przeczytaniu specyficznie dobranych słów: "jedynie dotykają go pewne ograniczenia". Moja apteka, moje leki, moja praca i odpowiedzialność, ale mam pracować (za darmo!) w godzinach, których sam sobie nie mogę ustalić. Hm... Nazywanie tego pewnymi ograniczeniami jest daleko idącym eufemizmem.


To tak, jakby powiedzieć o sytuacji, w której pan Nowak przyprawia rogi panu Kowalskiemu, iż pan Nowak jedynie w pewnym stopniu ograniczył panu Kowalskiemu czas spędzany z jego własną żoną, panią Kowalską.

Powiedziałbym, że eufemistyczność sądowego języka jest wysoce irytująca i kompletnie nie zachęca do jakiejkolwiek polemiki z każdym, kto szermuje oderwanymi od rzeczywistości argumentami o przymusie dyżurowania. W każdym razie w sprawie z Rawicza, WSA w Poznaniu "stwierdza nieważność zaskarżonej uchwały w części dotyczącej załącznika nr [...] do uchwały w zakresie, w jakim ustala dyżury Spółki X w [...], II. zasądza od organu na rzecz strony skarżącej kwotę [...] zł ([...] złotych) tytułem zwrotu kosztów postępowania sądowego".

Dodam, że powiat rawicki musi zapłacić aptece 797 złotych tytułem zwrotu kosztów postępowania, bo tyle wynosi kwota zanonimizowana w cytowanym fragmencie. W moim wyroku nie ma słowa o obowiązku kierownika apteki do takiej organizacji jej pracy, aby zawsze w niej był farmaceuta. Natomiast takie sformułowanie było w innych wyrokach, np. w niedawnym dotyczącym jednej z aptek (wygrała i również zasądzono dla niej 797 złotych zwrotu kosztów sądowych!) ze Szczytna (sygn. akt II SA/Ol 486/17, str. 6). Piszę o tym dlatego, iż na str. 3 omawianego wyroku z Rawicza znalazło się novum, które całkowicie zmienia dotychczasową linię orzeczniczą, przynajmniej w części dotyczącej zadań, ale i odpowiedzialności kierownika apteki:

"Organ podejmując uchwałę nie może nadto brać pod uwagę hipotetycznych trudności, jakie może mieć podmiot prowadzący aptekę w zrealizowaniu obciążającego go, a wynikającego z art. 92 ustawy Prawo farmaceutyczne obowiązku obecności farmaceuty w godzinach czynności apteki. Zapewnienie obecności takiej osoby jest jedynie kwestią organizacyjną i sposób jej rozwiązania zależy jedynie od decyzji podmiotu prowadzącego aptekę."

Ostatnie zdanie z cytatu pojawia się pierwszy raz w orzeczeniu sądowym. Do tej pory sądy, a w ślad za nimi powiaty, na kierownika zrzucały całkowitą odpowiedzialność za – w istocie – zapewnienie obsady magisterskiej w aptece. Tymczasem w praktyce nie kierownik stoi nad właścicielem, tylko odwrotnie. Ten dualizm, realna dwuwładza, powodował, powoduje i będzie powodować różne problemy. Pisałem o tym wielokrotnie. Nie zawsze jest tak "łatwo", jak w przypadku znakomicie uzasadnionej decyzji Lubuskiego WIF-a ws. nacisków na kierownika apteki. (czytaj więcej: Apteka straciła zezwolenie, bo właściciel zmuszał farmaceutów do łamania prawa).

Jeśli właściciel nie wyrazi zgody na dodatkowego magistra/magistrów, kierownik nie podpisze z nimi umowy o pracę lub umowy-zlecenia, choćby miał do tego upoważnienie właściciela. Ani w Prawie farmaceutycznym, ani tym bardziej w wyrokach sądowych nie znajdziemy wskazówki, jak pogodzić ogień z wodą czyli jak kierownik lub właściciel miałby zapewnić całodobowy dostęp do apteki, a jednocześnie zapewnić jej stabilność ekonomiczną, zwłaszcza w konsekwencji nieopłacalności dyżurów? Wszelkie komentarze ustawodawcy, uchwałodawcy albo pacjentów lub mediów, że to ich nie interesuje, bez wahania wyrzucam do kosza. Bezrefleksyjnie tworzycie niewykonalne i bezduszne prawo, a macie pretensje o niemożność jego wykonania. Jesteście roszczeniowi, populistyczni, butni i aroganccy, szermujecie etyką i misją, ale nie potraficie przyswoić sobie reguł ekonomicznych zrozumiałych dla dziecka z podstawówki lub przekupki z targu warzywnego.

Proszę sobie przypomnieć czas, gdy była procedowana AdA (czytaj więcej: Wystrzał w drugim akcie - przedostatnim). W pewnym momencie wypowiadająca się przed Komisją Sejmową była GIF Zofia Ulz wyraziła opinię, że (analogicznie do hurtu) osoba odpowiedzialna (a więc nie właściciel) byłaby w aptece gwarantem jakości jej pracy. Dodała także: „nikt nie jest w stanie mnie przekonać, że właściciel farmaceuta jest gwarantem właściwej opieki farmaceutycznej nad pacjentem. Gwarantem jest ten farmaceuta, kierownik apteki i jej pracownicy, którzy stoją za pierwszym stołem”. Właśnie WSA w Poznaniu, niejako przy okazji, te twierdzenia rozbił w proch i pył. Powstaje ważne pytanie, która linia orzecznicza jest słuszna? Czy ta, która na kierownika zrzuca odpowiedzialność za coś, na co nie ma wpływu, czy ta "z Rawicza", która akceptuje prymat właściciela? Mam nieznośne uczucie, że obydwa stanowiska staną się bronią w kolejnych potyczkach sądowych, do których nieuchronnie będzie dochodziło w sprawach apteki kontra powiaty.

W każdym razie farmaceuci zyskali potężną broń w sporach z powiatami. Zacytowanie omawianej frazy z wyroku, przez nich oraz przez Izby, w negatywnych Opiniach do Rad Powiatu, tym ostatnim da niezły orzech do zgryzienia. Już od pewnego czasu wszyscy wiedzą, że nie można zmusić aptekarzy do dyżurowania. Teraz wiadomo także, że nie można zmusić przedsiębiorcy prowadzącego aptekę. Nie można więc zmusić nikogo, a również, co wiadomo przynajmniej od dwóch lat (czytaj więcej: Odpowiedź na interpelację w sprawie pełnienia przez apteki ogólnodostępne dyżurów nocnych), nie ma możliwości karania aptekarzy za niedyżurowanie. Mankamentem powyższej konstatacji Sądu może się stać uciekanie przez kierowników przed odpowiedzialnością za różne apteczne obowiązki. Ten temat na razie zostawiam na boku.

Z rawickiego wyroku wynika jeszcze jeden wniosek, a jest on powiązany z wyrokiem apteki ze Szczytna. Otóż w obu przypadkach sądy stwierdziły nieważność Uchwały tylko w części dotyczącej wnioskodawcy. Mamy więc do czynienia z dość kuriozalną sytuacją. Powiedzmy, że w każdym z obu miast jest po 10 aptek, "wyznaczonych" do dyżurowania tydzień po tygodniu, przez stosowną uchwałę Rady Powiatu. Hipotetycznie przez 9 tygodni będą dyżury, a w dziesiątym tygodniu, również w majestacie prawa, dyżuru nie będzie. Analizujmy dalej. Może być tak (zakładam, że jednak nie), iż 9 aptek obrazi się na aptekę nr 10, że ta nie dyżuruje, bo nie musi, a one muszą. Trudno; też trzeba było iść do sądu po sprawiedliwość. Obiektywna konieczność nakazuje, żeby jednak kolejne apteki w następnym roku także wybrały drogę sądową.

Przypomnę, że w Pleszewie 3 apteki poszły do sądu, który stwierdził nieważność uchwały w całości. Czy obecnie 3 apteki by wystarczyły, aby całkowicie unieważnić kolejne uchwały? Nie wiem i pewnie nikt tego nie wie. Wniosek nasuwa się sam i jest dość oczywisty. Apteki muszą zmodyfikować taktykę i dostosować ją do zmiany linii orzecznictwa. W związku z tym nie wystarczy "oddelegować" jedną aptekę i zrzucić się na pomoc prawną dla niej, tylko wszyscy zainteresowani powinni składać jednobrzmiące wnioski, choć zindywidualizowane dla każdego podmiotu. Ot, standardowa praca dla zaangażowanego prawnika. Pytanie, które się nasuwa, również jest dość oczywiste. Czy sąd stwierdzi nieważność uchwały w całości, czy "tylko" dla np. pięciu aptek? Co to oznacza dla majestatu prawa, opisałem powyżej.

Wypada zauważyć, że gdyby do sądu poszło np. 5 aptek z Rawicza, tamtejsza Rada Powiatu zapłaciłaby 5 x 797 = 3985 złotych. Gdyby poszło 10, kwota wyniosłaby 7970 złotych. Ile jeszcze trzeba przegranych przez nie spraw, żeby powiaty zrozumiały kosztowną niestosowność wojny z aptekarzami? Bez nich nie ma dostępu do leków, a przymus nie działa. Ile jeszcze trzeba tłumaczyć i opisywać problemy aptekarzy, by ucywilizować przepisy dotyczące dyżurów aptek?

Irytująca w swej populistycznej wymowie obecna treść art. 94 PF, nie pozwala na spełnienie założeń ustawodawcy. Stanowienie prawa wbrew jego wykonawcom, aptekarzom, nawet uzasadniane szczytnymi ideałami (dobrem pacjenta), nie zmienia realiów naszej pracy. Nie ma tylu farmaceutów, by zgodnie z PF, Kodeksem Pracy i innymi uregulowaniami oraz zdrowym rozsądkiem (pomyłki oraz utrata zdrowia lub śmierć z przepracowania), wszędzie i wszystkim zapewniać całodobowy dostęp do aptek. Na szczęście rządzący zrozumieli już obiektywne ograniczenia zawarte w powyższym zdaniu. Kształt i termin wejścia w życie nowych przepisów nie jest jeszcze znany, ale każdy sądowy sukces aptekarzy jest niezwykle istotnym i zauważalnym argumentem w procesie nowelizowania tej części Prawa farmaceutycznego. Samorząd aptekarski stale i niezmiennie w pełni współdziała ze wszystkimi, którzy mają na celu ucywilizowanie problemu dyżurów. Bez współpracy aptekarzy się nie da, prawda?

Udostępnij
PILNE
ZAMKNIJ
Oświadczenie

Dostęp do zawartości serwisu farmacja.pl jest możliwy
dla osób uprawnionych do wystawia recept
lub osób prowadzących obrót produktami leczniczymi.

Oświadczam, że jestem lekarzem, farmaceutą
lub osobą prowadzącą zaopatrzenie w produkty lecznicze.


Akceptuj