Szybciej, wyżej, mocniej

Obrazek użytkownika farmacja.pl
Autor: farmacja.pl / Opublikowano: 2016-11-25 10:23:51 /

Ostatnio podzieliłem się swoją opinią, dotyczącą zachowań pacjentów w kontakcie z farmaceutą na linii człowiek-człowiek. Trudno jednak nie mieć wrażenia, że również na linii człowiek-specjalista mamy powód do niepokoju…

Odnoszę wrażenie, że bywalcy aptek zapomnieli, po co aptekarz szkolił się przez lata i z uporem maniaka chcą wiedzieć lepiej, więcej, szybciej i dokładniej. Informacje przekazywane przez nas są niewystarczające, sugerowane preparaty nie dość dobre, ceny za wysokie, a porady niewyczerpujące. Czy syndrom Citius-Altius-Fortius jest epidemią czy da się go zdusić w zarodku?

Pierwszą kwestią, która mi przeszkadza, to chęć przeciągania wiedzy farmaceutów w nieskończoność. Nie mówię tutaj o informacjach dotyczących standardowej terapii, jednak nie po to uczyliśmy się na studiach o lekach alopatycznych, by teraz na własną rękę zgłębiać tajniki medycyny Wschodu czy leczenia holistycznego. Nie rozumiem, skąd w pacjentach taki brak zrozumienia czy też oburzenia, że nie potrafimy z miejsca zaprezentować wszystkich cudownych właściwości internetowego hitu. Dlaczego w ogóle nie zajmujemy się obrotem takich preparatów? Czy naszym celem jest podtruwanie ich „sztucznym świństwem” (cytat) zamiast faktyczna próba leczenia naturalnymi metodami?

W dobie Internetu mamy nieograniczoną wręcz możliwość korzystania z wyszukiwarek, porównywa rek oraz – o zgrozo – forów internetowych, na których zmęczeni swoimi dolegliwościami pacjenci szukają inspiracji do dalszego działania. Tak więc wpisując frazę leczenie bólu w wyszukiwarkę, nic dziwnego, że otrzymamy zarówno paracetamol jak i nimesulid, tramadol czy ketoprofen. Dlaczego pacjent z góry zakłada, że chcę mu zaszkodzić i spotęgować odczuwalny dyskomfort, nie godząc się na wydanie preparatu przeciwbólowego Rx bez recepty? Przecież jasna i klarowna zdawała się informacja na stronie internetowej, że ten czy tamten działa silniej od tych promocyjnych środków OTC! Jak można w przystępny sposób wyjaśnić pacjentowi, że nie każdemu każdy lek pomaga, a silniej nie znaczy lepiej? Nie musi wystawać od razu w kolejce do lekarza po Wit. B12 w ampułkach do wstrzykiwań, preparat z dawką 500mg naproksenu czy 1000mg inozyny, skoro u niego objawy pozwalają na zastosowanie bezpiecznych i dostępnych od ręki niższych dawek czy słabiej działających substancji. Finalne pytanie brzmi natomiast: jak nauczyć pacjentów odróżniania wiedzy medycznej od obserwacji zwykłych ludzi, którzy nie mają pojęcia, czy zachwalany przez nich w opiniach specyfik rzeczywiście wspomógł leczenie ich przypadłości?

Trzecim i ostatnim aspektem, który przeszkadza mi coraz bardziej, to rosnące przekonanie, że apteki wciąż za mało dostosowują się do pacjenta. Mam poczucie, że według pacjentów istnieje poczucie, że wiedzą już ich nie zdobędziemy. Teraz liczy się to, ile jesteśmy w stanie poświęcić ze swojej pracy zawodowej, by ich do siebie przyciągnąć. Skoro jeden farmaceuta w osiedlowej aptece potrafi jakimś cudem sprzedawać leki refundowane po cenie niższej niż urzędowa, dlaczego ma odwiedzać naszą aptekę (nie pytajcie mnie, jak to się dzieje, próbowaliśmy to zrozumieć całym zespołem)? Jeśli tamten aptekarz może mi podzielić lek na pół albo wydać tylko jeden blister i owinąć go ładnie w skserowaną ulotkę, dlaczego ja naciągam go na całe opakowanie? Czy nie powinienem dla własnego zysku wydać mu z tej źle wypisanej recepty tego większego opakowania mimo braku adnotacji na recepcie? Przecież jego apteka przy przychodni będzie wiedziała, że on zawsze kupował to duże opakowanie i na pewno mu wyda. Jak to nie możemy zrealizować odpisu z innej apteki? Nie dość, że człowiek się natrudził, żeby tu przyjść, to jeszcze sami sobie nie dajemy szansy zarobić…

Zaczynam bać się co będzie dalej. Może warto studiować nocami internetowe newsy, by rano służyć rzetelną informacją na temat ashwagandhy? Może faktycznie proponować każdej pacjentce z bólem miesiączkowym jakiś preparat z 20mg hioscyny, skoro w sieci łatwo dotrzeć do informacji, że rozkurcza bardziej niż drotaweryna? Może pokazać pacjentom, że farmaceuta to nie tylko człowiek z wiedzą o lekach, ale też człowiek, który walczy o pacjenta i umie podzielić nawet butelkę syropu, by zaoszczędzić wydatków pacjentowi? To nie jest kwestia sieciowych aptek, na które zrzuca się winę za wszystko (lub większość) tego, co w farmacji aptecznej nie gra. To coś nie tak z podejściem samych pacjentów i naszą biernością. Jesteśmy jak w błędnym kole i dajemy się gonić i pędzić coraz szybciej, wyżej, mocniej…

Udostępnij
PILNE
ZAMKNIJ
Oświadczenie

Dostęp do zawartości serwisu farmacja.pl jest możliwy
dla osób uprawnionych do wystawia recept
lub osób prowadzących obrót produktami leczniczymi.

Oświadczam, że jestem lekarzem, farmaceutą
lub osobą prowadzącą zaopatrzenie w produkty lecznicze.


Akceptuj