REKLAMA
Autor: Redakcja mgr farm Opublikowano: 22 stycznia 2019

Techniczka pomyliła dawkę morfiny. Pacjentka nie żyje…

Artykuł pochodzi z serwisu

W jednej z jarocińskich aptek należących do sieci Dr.Max doszło do pomyłki. Techniczka farmaceutyczna wydała rodzinie pacjentki dziesięciokrotnie wyższą dawkę morfiny, niż przepisano na recepcie. W aptece nie było farmaceuty. Po kilku dniach pacjentka zmarła. Właściciele apteki zwolnili techniczkę i farmaceutkę, a sprawa trafiła na prokuraturę. Kulisy afery opisuje Michał Janczura z Tok FM…

9 listopada ubiegłego roku, do apteki sieci Dr.Max w Jarocinie przyszła rodzina pacjentki chorej na nowotwór. Na przepisanej jej przez lekarza recepcie znajdował się lek MST Continus. Leku akurat nie było w aptece, ale sprowadzono go następnego dnia.

– Wtedy dochodzi do pomyłki. Osoba do tego nieuprawniona wydaje lek narkotyczny w niewłaściwej dawce. Dziesięciokrotnie większej – mówi w reportażu Michała Janczury, Wojewódzki Inspektor Farmaceutyczny Grzegorz Pakulski.

REKLAMA

Sieć informuje WIF, zwalnia pracownice i zamyka aptekę

Do Inspektoratu w Poznaniu dwa tygodnie po tym zdarzeniu trafiło pismo ze spółki Farmacja Kolejowa, czyli formalnego właściciela apteki działającej pod szyldem Dr.Max. Spółka informuje w nim o incydencie.

REKLAMA

– Dnia 10 listopada pracująca w aptece technik farmacji pani (…) naruszyła prawo farmaceutyczne poprzez wydanie leku zawierającego w swoim składzie morfinę, do czego nie była upoważniona. Po drugie lek został wydany w nieprawidłowej dawce. Wobec braku obecności kierownik apteki, technik, logując się w systemie loginem oraz hasłem kierownika apteki, wydała lek – informuje spółka w liście do WIF.

Dalej sieć apteczna przekonuje, że naruszenie przepisów przez techniczkę było ściśle związane z przewinieniem po stronie kierowniczki, która wbrew obowiązkowi nie zapewniła obecności w aptece magistra farmacji. Obie kobiety dyscyplinarnie zwolniono. W piśmie nie ma słowa o tym, co się stało z lekiem, czy pacjentka go przyjęła i co się z nią dzieje.

Mimo, że od całej sytuacji minęły już dwa miesiące, do tej poznański WIF nie przeprowadził kontroli w aptece. Ta wstrzymała swoją działalność 16 listopada.

– Od tego momentu nie możemy tam wejść. Takie są przepisy – mówi Pakulski. Zapewnia, że jedyne, co mógł zrobić, to zgłosić sprawę pomyłki do prokuratury i do rzecznika odpowiedzialności zawodowej – i tak zrobił.

Dziennikarze Tok FM dotarli do byłej kierowniczki apteki. Wyjaśniła, że sprawa jest w sądzie pracy i nie zamierza rozmawiać na ten temat z mediami. Jej adwokat przekonuje, że skoro jego klientki nie było w pracy, to nie ponosi ona odpowiedzialności za to, co się stało.

– Ani w dniu złożenia recepty, ani w dniu odbioru leku mojej klientki nie było w miejscu pracy. Miała usprawiedliwioną nieobecność w postaci urlopu. Lek wydała technik farmacji, która nie miała do tego uprawnień – mówi mecenas Mariusz Tomaszewski w rozmowie z Tok FM i przyznaje, że nie wiadomo z jakich przyczyn, ale kilka dni po nabyciu leku przez rodzinę zmarła.

Rodzina pacjentki zaskoczona

Kiedy rodzinę zmarłej pacjentki odwiedził dziennikarz Tok FM, ta była zaskoczona pytaniem o lek. Córka kobiety nie ma pojęcia o jakiejkolwiek pomyłce. Rodzina uważała, że jej śmierć to wynik postępującej choroby.

Pani Anna umarła 12 listopada w poniedziałek. Pogrzeb odbył się 15 listopada w czwartek. Dopiero kilka dni później do drzwi rodziny zapukała była już kierownik apteki.

– Wytłumaczyli mi, że recepta była niezgodna, że mamy PESEL był pomylony. Po czym zabrali ten lek, tłumacząc, że to jest silny lek narkotyczny, a w domu są dzieci. Mówili, że wezmą go do utylizacji – relacjonuje pani Katarzyna. Zapewnia, że nikt nie wspomniał o błędzie.

Z dokumentów, do których dotarło Tok FM wynika, że jeszcze 13 listopada, już po wykryciu pomyłki, techniczka farmaceutyczna, która popełniła błąd, przyjechała do miejscowości, gdzie mieszkała pacjentka. Pukała do sąsiadów chorej i wypytywała o jej zdrowie, ale do domu pani Anny nie zawitała. Nie informowała o pomyłce.

Prokuratura zajmuje się sprawą pomyłki

Do tej pory organy ścigania nie kontaktowały się z rodziną pacjentki w tej sprawie. Wojewódzki Inspektor Farmaceutyczny sprawę do prokuratury skierował 27 listopada. Według informacji z 7 stycznia, wynika, że przekazano ją policji. W komendzie powiatowej w Jarocinie okazuje się, że śledztwo wszczęto… 7 stycznia, już po telefonie dziennikarzy.

Okazuje się, że policja nie bada powiązania pomyłki ze śmiercią kobiety. Przedmiotem śledztwa jest tylko to, co zaszło w aptece – w chwili przekazania morfiny.

 – Chodzi tutaj o sprzedaż leku przez osobę nieposiadającą do tego uprawnień – precyzuje rzeczniczka komendy powiatowej policji w Jarocinie, aspirant Agnieszka Zaworska w rozmowie z Tok FM.

Zdaniem Wielkopolskiego WIF, Grzegorza Pakulskiego, w dniu, w którym wydano morfinę, apteka w Jarocinie nie powinna w ogóle działać. Nie było w niej bowiem farmaceuty. Poza tym leki narkotyczne może wydawać tylko magister farmacji. Techniczka nie powinna nawet mieć dostępu do sejfu, w którym powinny być przechowywane leki narkotyczne. Kluczem do niego powinien dysponować tylko kierownik lub inny magister farmacji przez niego upoważniony.

Sieć odmawia rozmowy

Przedstawiciele sieci Dr. Max nie chcieli się spotkać z dziennikarzami. Wysłali pismo od swojego prawnika z odpowiedziami na nasze pytania. Potwierdzają, że w aptece na stałe zatrudniony był tylko jeden magister farmacji. A to oznacza, że była kierowniczka przebywała w aptece od 8 do 21 codziennie, plus soboty, plus dyżury… Mimo to prawnik sieci Dr.Max zapewnia, że kierownik pracowała zgodnie z kodeksem pracy. Pod jej nieobecność w aptece podobno przebywał inny magister zatrudniony na umowę zlecenie. Prawnik byłej kierowniczki twierdzi jednak coś zupełnie innego.

– Pracodawca nie uwzględniał próśb mojej klientki o zatrudnienie kolejnego magistra – mówi Mariusz Tomaszewski i dodaje, że farmaceutka wielokrotnie prosiła o to mailowo lub zgłaszała w trakcie spotkań z kierownikiem regionalnym.

W sprawie bulwersujący jest też fakt, że techniczka podszyła się pod kierownika apteki. Wykorzystała w tym celu indywidualny login i hasło farmaceutki.

Czy taka sytuacja to tylko pojedynczy przypadek, czy przykład masowego łamania prawa na rynku aptecznym?

Cały reportaż dostępny na stronie Tok FM.

Źródło: ŁW/Tok FM

Artykuł pochodzi z serwisu
REKLAMA
REKLAMA

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych