Utopijna opieka farmaceutyczna

Obrazek użytkownika farmacja.pl
Autor: farmacja.pl / Opublikowano: 2016-10-26 12:46:26 /

Większość dotychczasowych propozycji o kształcie opieki farmaceutycznej przegrywa w starciu z nieubłaganą ekonomią. Najgorzej zaś wypadają te koncepcje, które chciałyby refinansowania takiej usługi ze środków NFZ.

Nie jestem przeciwny opiece farmaceutycznej, a wręcz przeciwnie, jestem jej wielkim entuzjastą. W pełni rozumiem problemy politerapii, czy stosowania leków często wzajemnie się wykluczających i wchodzących w interakcję. Istnieje problem rzetelnej oceny efektów terapeutycznych. Często dzisiaj wygląda to tak, że ciśnienie u pacjenta jest już w normie, ale pojawia się kaszel i brakuje osoby, która wskaże, że to nie wina nowego samochodu z klimatyzacją.

Przy dzisiejszej technologii jednak to już lekarz specjalista, a nawet program do wystawiania recept mógłby ocenić, czy kolejny lek nie wykazuje interakcji z wcześniej wdrożonymi. Niestety w wyniku braku zdalnego dostępu do historii pacjenta nie ma dzisiaj takiej możliwości, głównie z powodu bardzo restrykcyjnej postawy GIODO. Z tej samej przyczyny również i my, farmaceuci, gdybyśmy mieli wykonać MUR (ang. Medicines Use Review) będziemy mieli tylko dane dostarczone przez pacjenta, a z doświadczenia wiem, że nie są one rzetelne. Kwestionuję zatem sens przeprowadzenia zmian na zasadzie: „wprowadźmy cokolwiek, byleby od czegoś zacząć”.

Właściwie to mógłbym artykuł skończyć zanim na dobre się zacznie, gdyż większość dotychczasowych propozycji o kształcie opieki farmaceutycznej przegrywa w starciu z nieubłaganą ekonomią. Najgorzej zaś wypadają te koncepcje, które chciałyby refinansowania takiej usługi ze środków NFZ. Lekarz rodzinny kosztuje nas 8 złotych miesięcznie i teoretycznie mogę do niego przychodzić codziennie. Mając te dane dzielimy 8 złotych przez średnio 20 dni roboczych w miesiącu i odkrywamy, że przy pełnym wykorzystaniu pakietu pod tytułem lekarz rodzinny, jedna wizyta kosztuje nas 40 groszy. Zadam w związku z tym pytanie, ile ma kosztować wizyta u farmaceuty?

Opieka farmaceutyczna w kształcie anglosaskim, czyli dająca farmaceucie dodatkowe narzędzie w postaci prostych usług medycznych i odciążająca lekarza, w Polsce bez całościowej reformy służby zdrowia oraz ubezpieczeń zdrowotnych jest abstrakcją. Znacząca rola farmaceuty w wielu systemach zdrowotnych nie jest kwestią mitycznego docenienia zawodu, a brutalnej kalkulacji finansowej. To nie jest tak, że farmaceutów w Polsce nikt nie lubi. Najprościej ujmując, tak został ten system skonstruowany, że porada lekarza rodzinnego jest warta grosze i nie ma tu już miejsca dla tańszej usługi farmaceutycznej. „It's not personal, Sonny. It's strictly business” - cytując Michael'a Corleone.

W systemach, gdzie istnieje jakakolwiek namiastka opieki farmaceutycznej zupełnie inaczej rozwiązano system finansowania służby zdrowia. W okresie szczepień przeciwko grypie statystyczny pacjent mając do wyboru lekarza versus aptekę kieruje się do farmaceuty z przyczyn czysto ekonomicznych.


Aby jakkolwiek rozumiana opieka farmaceutyczna, czy to w formie prostych usług medycznych, czy przeglądów lekowych, czy w każdej innej postaci miała uzasadnienie finansowe musi przede wszystkim dojść do reformy ubezpieczeń zdrowotnych i finansowania służby zdrowia.

Problem służby zdrowia już dawno zdiagnozował Stanisław Michalkiewicz i trafił w samo sedno: „Warto przypomnieć, że reformie ochrony zdrowia, przeprowadzonej jeszcze w latach 90-tych przez rząd charyzmatycznego premiera Buzka, przyświecało hasło: ‘pieniądze idą za pacjentem’. Może i idą, ale w takiej odległości, że nie tylko wzrokowy, ale w ogóle wszelki kontakt między nimi a pacjentem już dawno został zerwany”.

Finansowanie służby zdrowia z jednego wspólnego dla wszystkich worka, dodatkowo jak w wierszyku dla dzieci o Grzesiu Juliana Tuwima, worka dziurawego, jest główną przeszkodą w realizacji szumnych zapowiedzi o opiece farmaceutycznej. Dopóki nie przeprowadzimy co prawda bolesnej, acz nieuniknionej reformy, polegającej, albo na uwolnieniu ubezpieczeń, albo na poszerzeniu oferty płatnika publicznego, jakiekolwiek dywagacje o uleczeniu systemu opieki zdrowotnej można umieścić w bibliotecznym dziale science fiction. Ideałem byłoby uwolnienie ubezpieczeń zdrowotnych i wprowadzenie konkurencji, jak na rynku ubezpieczeń komunikacyjnych. Mam jednak świadomość, że w czasach tak niespokojnych finansowo ze względu na wszelkiego rodzaju kryzysy, bańki, spekulacje, karuzele czy też piramidy powierzenie zdrowia ludzi w ręce grandziarzy finansowych jest chyba zbyt ryzykowne.

Zostaje nam zatem gruntowna reforma ubezpieczeń publicznych. Fundamentem ubezpieczeń winien być pakiet gwarantowany, czyli podstawowe ubezpieczenie zdrowotne i lekowe, które dawałoby określony standard. Płacisz składkę podstawową i masz pełną świadomość na co musisz poczekać, a do czego musisz dopłacić itd. Chcesz coś lepiej, szybciej lub w wyższym standardzie musisz dopłacić albo opłacać co miesiąc inny, wyższy pakiet, gwarantujący nawet masaż tajski na NFZ, jak kogoś stać. Socjalizm w myśl zasady "może być g.., byle po równo" nie działa z prostej przyczyny. Każda myśl socjalistyczna próbuje oszukać matematykę, ale jeszcze żadnej to się nie udało. Przecież i tak dzisiaj mamy równych i równiejszych, jeżeli chodzi o dostęp do leczenia, gdzie o jakości i kolejności decyduje zasobność portfela. Nie ma zatem sensu utrzymywanie konstytucyjnej fikcji równości i bezpłatności, które leżą u podstaw wszystkich patologii polskiej służby zdrowia.

Podstawą reformy winna być zatem indywidualizacja ubezpieczeń, tak aby pacjent miał pełną świadomość, co i ile go kosztowało. Oczywiście błędem byłoby pozostawienie składki podstawowej na równym poziomie. Dla osób niestosujących się do zaleceń lekarskich, dla palących i otyłych zastosowałbym odpowiednie dopłaty do stawki podstawowej. Nic tak dobrze nie działa mobilizująco na ludzi, jak nagroda w postaci obniżenia składki zdrowotnej za zrzucenie 10 kilogramów. W takim systemie, gdy to pacjent decyduje o tym, na ile go stać i w jaki sposób wydać pieniądze, apteka, jako placówka służby zdrowia odpowiedzialna za jego ochronę, ma szanse rozwinąć skrzydła. Stalibyśmy się wtedy pierwszą linią frontu dla ubezpieczyciela, monitorując terapię lekową, propagując zdrowy tryb życia, przygotowując spersonalizowane systemy dozowania leków itd.

Kilka lat temu uczestniczyłem w konferencji L'oreal w Warszawie. Na jednym z paneli była poruszana kwestia przyszłości aptek. Konkluzja wypowiedzi ogniskowała się na takim myśleniu by iść drogą, której nie da zastąpić się robotem tudzież aplikacją. Dzisiaj stoimy na rozdrożu zadając sobie pytania: jak urządzić aptekę, ale co ważniejsze, kim ma być farmaceuta? Technologia galopuje w tempie, o którym jeszcze 20 lat temu nikt nie śnił. Dzisiaj farmaceuta realizujący receptę na leki gotowe może być zastąpiony przez maszynę, a przegląd lekowy może wykonać aplikacja w ciągu 0,01s i za taki sam ułamek ceny. Zostałoby nam jedynie ułożyć towar w maszynie lub wbić dane do komputera. To możne jednak zrobić technik, zatrudniony na tańszym etacie.

Czasy, które nadchodzą, w obliczu potężnego zadłużenia państw, będą wymagać od projektów takich jak opieka farmaceutyczna rzetelnej oceny ekonomicznej. Usługa farmaceutyczna musi dawać finansową korzyść zarówno pacjentowi jak i systemowi. Rozbudowane programy opieki, które generują bardzo wysokie koszty począwszy od wyszkolenia kadry poprzez współczynnik będący wypadkową pomiędzy poświęconym czasem dla pacjenta, a uzyskanym efektem terapeutycznym nie wzbudzają w moich oczach nadziei na długofalowy sukces. Ma być profesjonalnie, szybko i tanio. O tym jednak w kolejnych artykułach.

Udostępnij
PILNE
ZAMKNIJ
Oświadczenie

Dostęp do zawartości serwisu farmacja.pl jest możliwy
dla osób uprawnionych do wystawia recept
lub osób prowadzących obrót produktami leczniczymi.

Oświadczam, że jestem lekarzem, farmaceutą
lub osobą prowadzącą zaopatrzenie w produkty lecznicze.


Akceptuj