W sieciówkach pracują prawie sami technicy?

Obrazek użytkownika farmacja.pl
Autor: farmacja.pl / Opublikowano: 2017-02-03 12:43:07 /

W wywiadzie dla Gazety Krakowskiej, farmaceuta Piotr Zając opisuje patologie w polskich aptekach. O aptekach z jednym farmaceutą i dziesięcioma technikami, wciskaniu suplementów w aptekach sieciowych i arogancji właścicieli nie będących farmaceutami.

- W sieciówkach pracują prawie sami technicy - mówi Piotr Zając. - W aptece, zgodnie z wymogiem, musi być ustanowiony kierownik - magister farmacji. Gdyby nie ten wymóg, to pewnie byliby tam sami technicy, tania siła robocza. Jeden z moich kolegów zrezygnował z pracy, bo miał kierować apteką, w której oprócz niego było jeszcze dziesięciu techników!

Zając przypomina, że zawód technika farmaceutycznego pojawił się po wojnie, kiedy brakowało farmaceutów, aby technicy ich uzupełniali - tak samo jak felczerzy, którzy pojawili się, bo brakowało lekarzy. Tyle że ówcześni felczerzy i technicy farmacji mieli przyzwoitą wiedzę, były dobre szkoły. Dziś technicy farmacji są kształceni zazwyczaj w sobotnio-niedzielnych szkółkach, gdzie z 400 godzin zajęć w semestrze, 200 to zajęcia wychowania fizycznego.

- Kiedyś było tak, że magistrzy farmacji w aptekach mieli białe fartuchy, a pracownicy techniczni - niebieskie, czasem zielone. Dziś pani nie wie, kogo prosi o radę - zauważa farmaceuta. - Walczymy o wprowadzenie obowiązkowych identyfikatorów, na których byłoby zaznaczone, kim są pracownicy aptek ale technicy boją się ich jak diabeł wody święconej, ponieważ miło jest usłyszeć „pani magister”. I teraz w aptece sieciowej, ten technik, na którego pani najpewniej trafi, zaproponuje pewnie produkt marki własnej. Bo on jest hitem, topem, szczytem. Jest go dużo i jest tani. I jest na nim wysoka marża.

Farmaceuta w wywiadzie zwraca uwagę, że w aptekach działają dziś mechanizmy marketingowe jak w sklepach wielko-powierzchniowych.

- Właściciele aptek zatrudnili marketingowców, którzy wcześniej pracowali przy cukierkach, papierosach. Bo ktoś wymyślił: apteki to biznes jak każdy inny. A w biznesie nie liczy się dobro klienta, a jego portfel. Dla właścicieli sieci aptek to często jest drugi i kolejny interes, tak samo ukierunkowany na zysk jak handel stalą. Jeśli ktoś w ogóle złapie ich na nieetycznych czy wręcz nielegalnych działaniach, zawsze mogą powiedzieć: odpowiada za to kierownik apteki. Bo tak stanowi prawo.

- Biznesmen kierownika wyrzuci z pracy, a nawet jeśli inspektor farmaceutyczny zamknie mu aptekę, to otworzy obok drugą. Bo go na to stać. I tak to się odbywa. A jeśli ja z żoną postępowalibyśmy nieetycznie - bo wspólnie od ponad 20 lat prowadzimy aptekę - to przyjrzałby się temu rzecznik odpowiedzialności zawodowej, może sąd aptekarski, moglibyśmy stracić prawo wykonywania zawodu, zamknąć aptekę i pójść pracować jako kasjerzy w markecie. Z pełnym szacunkiem do kasjerów - ale my, aby prowadzić aptekę, najpierw musieliśmy skończyć studia, później staż, a potem przez wiele lat uczciwie i ciężko pracować na to, by pacjenci do nas przychodzili. Byliśmy zbyt biedni i zbyt etyczni, by ściągać ich za pomocą dumpingu.

Całą rozmowę można przeczytać pod TYM ADRESEM

Źródło: polskatimes.pl

PILNE
ZAMKNIJ
Oświadczenie

Dostęp do zawartości serwisu farmacja.pl jest możliwy
dla osób uprawnionych do wystawia recept
lub osób prowadzących obrót produktami leczniczymi.

Oświadczam, że jestem lekarzem, farmaceutą
lub osobą prowadzącą zaopatrzenie w produkty lecznicze.


Akceptuj