REKLAMA
Autor: Redakcja mgr farm Opublikowano: 25 marca 2020

Wielka Brytania: pracownicy aptek doświadczają aktów “nadużyć, nieporządku, a nawet przemocy”

Artykuł pochodzi z serwisu
REKLAMA

Szerząca się epidemia koronawirusa sprawia, że popyt na leki rośnie. Aptekarze coraz częściej stają się świadkami przemocy. Niektóre placówki apteczne oraz apteki online, wprowadzają specjalne ograniczenia – dotyczą one czasu otwarcia, a także liczby produktów, jakie może nabyć pacjent.

Rozprzestrzeniający się nowy koronawirus powoduje, że coraz więcej ludzi udaje się do aptek. Niektórych produktów, takich jak paracetamol, termometry czy środki czystości, zaczyna brakować – dlatego, w placówkach aptecznych coraz częściej dochodzi do aktów przemocy i nadużyć. Generalna Rada Farmaceutyczna (GPC) potwierdziła, że zanotowała „rosnącą ilość zgłoszeń” na terenie całej Wielkiej Brytanii.

– Nadużycia dokonywane na personelu aptecznym są niedopuszczalne. To szczególnie trudny okres dla przedstawicieli tego zawodu i potępiamy wszelkie przejawy przemocy – komentuje dyrektor naczelny GPC, Duncan Rudkin.

REKLAMA

Możliwe ograniczenia

Z związku z ogromnym popytem, niektóre placówki apteczne oraz apteki online, wprowadzają specjalne ograniczenia – dotyczą one czasu otwarcia, a także liczby produktów, jakie może nabyć pacjent. Co więcej, wydłużyć może się także czas oczekiwania na leki przepisane na receptę (zobacz również: Wielka Brytania: są limity w sprzedaży środków do higieny rąk).

REKLAMA

– Apteki i ich pracownicy pracują na linii frontu, pod ogromną presją, po to by wesprzeć społeczeństwo i pacjentów podczas pandemii Covid-19 – mówi Rudkin.

Urzędnicy twierdzą, że w chwili obecnej leków wystarcza, a dostawcy robią wszystko, by utrzymać zapasy. Narodowe Stowarzyszenie Aptekarskie (NPA), które reprezentuje niezależną społeczność specjalistów w dziedzinie farmacji, wezwało natomiast społeczeństwo do kupowania tylko takich leków, jakich potrzebuje.

W większości przypadków, apteki są obecnie w stanie dostarczać terminowo leki, nawet jeśli oznacza to limity w sprzedawaniu ilości leków na klienta – miał powiedzieć Mark Lyonette, dyrektor naczelny.

W tym czasie, reagują także sieci apteczne- jak Lloyds Pharmacy, która prosi klientów, by ci kupowali produkty „tylko wtedy, gdy są potrzebne”. Także Boots potwierdziło w zeszłym tygodniu wprowadzenie limitów na niektóre produkty w związku z rosnącym popytem na środki lecznicze dla dzieci, środki przeciwbólowe czy higieniczne (czytaj też: Wielka Brytania: za paracetamol dla dzieci trzeba było zapłacić 5-krotnie więcej).

AM/yahoo!news

Artykuł pochodzi z serwisu
REKLAMA
REKLAMA

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych