Wojna trwa, bo trwa mać…

Obrazek użytkownika farmacja.pl
Autor: farmacja.pl / Opublikowano: 2016-11-16 10:57:58 /

Przyglądam się ciągłym przepychankom w mediach między samorządem aptekarskim i przedstawicielami „wolnego rynku”. Jedni i drudzy przekonują do swoich racji. Jedni straszą patologiami, drudzy wysokimi cenami. I nawet fajnie się to ogląda. Człowiekowi potrafi poziom adrenaliny skoczyć. Ale co z tego, skoro kolejna apteka sieciowa otwiera mi się pod nosem?

Dopóki prezydent nie podpisze konkretnej nowelizacji i na rynku nie zajdą realne zmiany, dopóty samorząd nie ma się czym chwalić. Bo co z tego że „coś” się dzieje? Co z tego, że sieci trzęsą portkami, posłowie stają po stronie indywidualnych aptekarzy i projekt „apteki dla aptekarza” jest bardziej realny niż do tej pory, skoro u nas na dole nic się nie zmienia. Wojna trwa i twa mać – cytując jednego z byłych premierów. Nieważne ile się mówi o aptekarzach i jakie dyskusje toczą się w mediach – my tu walczymy o przetrwanie.

Właściwie to jest nawet gorzej. Zapowiedź zmian wprowadziła nerwowość na rynku, która udziela się wszystkim. Sieci zaczynają robić nerwowe ruchy i jeszcze bardziej infiltrują rynek. Rok temu otwarła mi się pod nosem apteka sieciowa. Teraz dochodzą mnie słuchy, że ma pojawić się kolejna. Wszystko po to, żeby zdążyć przed ewentualnymi zmianami w przepisach. Wszystko wskazuje zatem na krwawą jatkę, której po prostu mogę nie przetrwać. A domyślam się, że wyjątkiem na mapie Polski nie jestem.


Jeśli takie rzeczy dzieją się wszędzie, to po wejściu w życie nowych przepisów może się okazać, że masowo upadają apteki indywidualne. Nowopowstałe apteki sieciowe będą musiały przecież zrobić sobie miejsce na rynku. A najłatwiej to zrobić doprowadzając do ruiny indywidualnego aptekarza. Takiego jak ja. Już to widzę, jak po otwarciu drugiej sieciówki w promieniu 100 metrów, zaczynają one ze sobą walczyć. Jedna będzie chciała utrzymać pozycję lidera, którą odebrała w zeszłym roku mi. Druga będzie chciała zagarnąć część pacjentów dla siebie i stać się tą „najtańszą”. A gdzie w tym wszystkim ja? Ano będę obserwował jak z tygodnia na tydzień przychodzi do mnie coraz mniej ludzi. Będę musiał stopniowo zwalniać pracowników, zmniejszać koszty. Pewnie na koniec zostanę w aptece sam z jakimś technikiem, skrócę godziny pracy i będę dogorywał. Aż w końcu będę musiał wziąć kredyt, żeby zapłacić a utylizację leków, których nie sprzedałem.

Żeby było jasne – uważam, że proponowane zmiany, o których mówi się w mediach są dobre. Ale jeśli te debaty o nich potrwają jeszcze miesiąc albo dwa miesiące dłużej, to tacy aptekarze jak ja sobie nie poradzą. Zostaniemy rozniesieni, a na nowe apteki nas nie będzie stać – nawet jeśli przepisy będą umożliwiały otwieranie ich tylko farmaceutom.

Zmiany muszą wejść szybko. Najlepiej w ciągu miesiąca. Oczywiście przedstawicielom sieci aptecznych zależy na tym, żeby nie weszły wcale, albo chociaż żeby weszły jak najpóźniej. I do tego będą dążyć. Będą rzucać kłody pod nogi, rzucać oszczerstwami i przekupywać swoich pracowników, żeby skłócali nas farmaceutów. Wszystkie chwyty dozwolone.

Udostępnij
PILNE
ZAMKNIJ
Oświadczenie

Dostęp do zawartości serwisu farmacja.pl jest możliwy
dla osób uprawnionych do wystawia recept
lub osób prowadzących obrót produktami leczniczymi.

Oświadczam, że jestem lekarzem, farmaceutą
lub osobą prowadzącą zaopatrzenie w produkty lecznicze.


Akceptuj