Wolno sieci, wolno i mi! | farmacja.pl

Wolno sieci, wolno i mi!

Obrazek użytkownika Łukasz Waligórski
Autor: Łukasz Waligórski / Opublikowano: 2017-09-19 12:57:03 /

Otwieram lokalną gazetę, a w niej reklama pobliskiej apteki. Gdy jadę odebrać dziecko z przedszkola po drodze mijam billboard z reklamą kolejnej apteki. Wracając do domu zaglądam do skrzynki na listy, a w niej ulotka jeszcze innej apteki. I pewnie nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że od 2012 roku obowiązuje w Polsce zakaz reklamy aptek. Serio!

Zakaz reklamy aptek jest notorycznie łamany – to żadna nowość. Czytając kolejne decyzje Wojewódzkich Inspektorów Farmaceutycznych, można poznać przebieg postępowań i tłumaczenia przedsiębiorców łamiących przepisy. W większość przypadków trudno oprzeć się wrażeniu, że ich działania są w pełni świadome, a ewentualne kary za łamanie przepisów wliczone w koszty działalności. Wszyscy oni wiedzą, że reklamowanie apteki jest zabronione. Przez ostatnie pięć lat przeczytali zapewne setki decyzji i uzasadnień WIF i uczestniczyli w dziesiątkach spotkań z prawnikami. Wiedzą, że w przepisach nie ma luki, a Inspektorzy są bezlitośni – ulotka, gazetka, program lojalnościowy, ogłoszenie w gazecie, artykuł sponsorowany, naklejka na koszu na śmieci… Nie ma chyba takiej formy reklamy apteki, której już by nie opisano i nie napiętnowano. A mimo to wszyscy dalej kalkulują, knują i próbują reklamować swoją działalność.

Wiele wskazuje na to, że najodważniej poczynają sobie w tej kwestii właściciele co najmniej kilku aptek. Wielkopolski Wojewódzki Inspektor Farmaceutyczny od jakiegoś czasu publikuje swoje decyzje, dotyczące karania przedsiębiorców, za łamanie zakazu reklamy. Większość z nich dotyczy podmiotów, które mają kilka aptek – małe sieci – niekiedy na terenie kilku województw. Nie bez przyczyny więc aptekarze oskarżają właśnie apteki sieciowe o patologie na tym rynku. Problem polega jednak na tym, że sami z czasem też podejmują podobne działania. Bo czy można uczciwie pokonać nieuczciwą konkurencję?


Wielu właścicieli aptek (farmaceutów i takich, którzy farmaceutami nie są) wychodzi z założenia, że skoro inni mogą łamać przepisy, to im również wolno. W rezultacie patologie rozprzestrzeniają po rynku aptecznym niczym wirus. Przeskakują z jednej placówki na kolejną. W miejscowościach gdzie chociaż jeden przedsiębiorca zdecyduje się na reklamę swojej apteki lub jej funkcjonowanie w niedzielę bez magistra na zmianie, po jakimś czasie robi to większość. Najpierw wszyscy obserwują wspomnianego „pioniera”. Niektórzy wysyłają nawet na niego donosy. Ale kiedy po jakimś czasie okazuje się, że reklamowana apteka nadal działa – WIF jej nie zamyka, a nawet jeśli nakłada karę, to nie prowadzi ona do bankructwa przedsiębiorcy – zaczyna do nich docierać, że… przecież oni też tak mogą. Skoro jedna apteka łamie przepisy i nie ponosi tego konsekwencji, to dlaczego miałoby to spotkać inne?

I tym sposobem rusza lawina. Apteki zaczynają ze sobą konkurować niejednokrotnie przekraczając granice wyznaczone przez prawo. A Inspekcja Farmaceutyczna? Jej środki i tak są zbyt małe, żeby zapanować nad całym rynkiem i sprostać wszystkim narzuconym przez prawo obowiązkom (pamiętajmy o obrocie pozaaptecznym). Przedsiębiorcy to widzą. Obliczają prawdopodobieństwo dostrzeżenia przez WIF ich reklamy w gazecie czy ulotki w skrzynce pacjenta. Dopytują czy Inspekcja kontroluje pracę aptek w weekendy – szczególnie pod względem obecności w niej farmaceuty. Orientują się ile może wynieść ich kara za to przewinienie i kalkulują co na tym zyskają. Zresztą często tu nie o zysk chodzi, ale o zmniejszenie strat związanych z nieuczciwymi praktykami konkurencji.

Problem jest ogromny. Jak przekonać indywidualnego aptekarza, że powinien postępować zgodnie z etyką i przepisami, skoro jego konkurencja robi coś zupełnie przeciwnego i nie ponosi tego konsekwencji? Jak wytłumaczyć mu, że nie powinien sprzedawać niektórych leków poniżej ceny zakupu, kiedy robi to apteka znajdująca się kilkanaście metrów dalej i „podbierająca” mu w ten sposób pacjentów? Równie dobrze możemy mu powiedzieć, by płacił swoim pracownikom szczerym uśmiechem, a dzieci karmił etosem zawodu. I żeby było jasne – nie tłumaczę, ani nie pochwalam łamania prawa. Ale rozumiem, przed jakimi dylematami stają aptekarze, którym przyszło funkcjonować na tak „rozpuszczonym” rynku – przez niektórych nazywanym „wolnym rynkiem”.

Udostępnij
PILNE
ZAMKNIJ
Oświadczenie

Dostęp do zawartości serwisu farmacja.pl jest możliwy
dla osób uprawnionych do wystawia recept
lub osób prowadzących obrót produktami leczniczymi.

Oświadczam, że jestem lekarzem, farmaceutą
lub osobą prowadzącą zaopatrzenie w produkty lecznicze.


Akceptuj