Wypalenie

Obrazek użytkownika farmacja.pl
Autor: farmacja.pl / Opublikowano: 2016-11-04 12:59:06 /

Kilka razy w swoim życiu miałem taki okres, kiedy miałem absolutnie dość bycia farmaceutą. Albo bardziej precyzyjnie – dość bycia aptekarzem. Bo to praca w aptece ostatecznie sprawiała, że w pewnym momencie zastanawiałem się „co ja tutaj w ogóle robię?”.

Pierwszy raz wypalenie zawodowe poczułem kiedy byłem jeszcze zwykłym magistrem – pracownikiem. Po jakichś 5 latach pracy nagle dotarłem do punktu, gdzie nie mogłem liczyć na nic więcej. Wszystkie podwyżki jakie miałem dostać już dostałem. Byłem najdłużej pracującym farmaceutą w aptece. Nie było możliwości awansu, bo kierownik był jednocześnie właścicielem apteki. Dotarłem więc do punktu, w którym brakowało motywacji i możliwości do dalszego rozwoju. Bo i po co się dokształcać, zwiększać umiejętności czy angażować w pracę, jeśli nie płynie z tego żadna dodatkowa gratyfikacja? Dla idei? Dla misji? Innymi słowy – zacząłem się męczyć. Poranne wstawanie do apteki stawało się uciążliwe. Na miejscu odliczałem godziny i minuty do zakończenia pracy. Z czasem przestałem się przykładać do obowiązków. Przestałem odczuwać odpowiedzialność za to co robię. Uciekałem zza pierwszego stołu na zaplecze, do biura. Po prostu nie chciałem już tak pracować.

Trochę to trwało zanim się zorientowałem, że zmierzam w kierunku nieuchronnej autodestrukcji. Dopiero szczera rozmowa z pracodawcą, który coraz więcej narzekał na moje zachowanie sprawiła, że podjąłem decyzję – odchodzę. Złożyłem więc wypowiedzenie. Najzabawniejsze jest to, że właśnie w tym momencie powróciła mi chęć do pracy. Poczułem się uwolniony. Zacząłem myśleć o przyszłości, szukać nowych możliwości i pracy.


Przyjąłem ofertę pracy w roli kierownika apteki. To była mała sieć – właściciel „niefarmaceuta”. Wiązałem z tą pracę spore nadzieje. W końcu mogłem awansować i dostałem podwyżkę. Wzrosła również moja odpowiedzialność – ale to akurat przyjąłem z radością. Po prawie 6 latach bycia „szeregowym” farmaceutą, w końcu mogłem decydować o rzeczach, które wcześniej musiałem niechętnie przyjmować jak dogmaty – bo tak kazał ówczesny kierownik. Teraz to ja rozstrzygałem wątpliwości dotyczące dawek, realizacji recept, wydawania leków bez recepty. Przyznam, że dało mi to niezłego kopa. Zacząłem czytać na ten temat, śledzić branżowe portale, wysyłać pytania do NFZ i Ministerstwa Zdrowia. Chciałem zawsze być jak najlepiej poinformowany, żeby „moi” pracownicy wiedzieli, że mogą mi w pełni zaufać.

Ten stan euforii i pobudzonej ambicji trwał do momentu, gdy sieć zatrudniła koordynatora. Sieć się powiększała. Zmieniła politykę. Nagle jakiś człowieczek bez wykształcenia farmaceutycznego zaczął wpadać do apteki, w której byłem kierownikiem i przestawiać leki na półkach, narzucać normy sprzedażowe, wydawać polecenia dyskredytujące moje decyzje. Sieć miała mieć jednolitą politykę dotyczącą realizacji recept i wystawiania recept farmaceutycznych. Podobno właściciele bali się kontroli WIF i kar. Zawsze byłem przychylny pacjentom. Jeśli przepisy pozwalały im pomóc, to zawsze interpretowałem je na ich korzyść. Koordynator uznał to za nadużycie i kazał przepisy interpretować na korzyść apteki – a w zasadzie w ten sposób, by apteka nie poniosła straty.

Po kilku miesiącach pracy pod koordynatorem powróciło znane mi uczucie wypalenia. Znów stałem się więźniem jakiegoś dziwnego systemu i rutyny. Wszystkie moje próby dokształcania i szukania odpowiedzi na trudne pytania, nie były nikomu potrzebne, bo trzeba było trzymać się wytycznych koordynatora. Znów waliłem głową w sufit. Podjąłem więc jedyną decyzję, jaka wydała mi się słuszna. Odszedłem. Tym razem nie było tak łatwo. Pracodawca robił wszystko, żeby mi to utrudnić. Wydłużał okres wypowiedzenia, nie pozwalał wybrać zaległego urlopu… a i świadectwo pracy pozostawiało wiele do życzenia.

Na szczęście nie potrzebowałem świadectwa do swojej kolejnej pracy. Postanowiłem otworzyć własną aptekę. To była szybka decyzja. Trafiła się okazja na świetny i niedrogi lokal. To było nowe otwarcie – po raz kolejny. Znów wstąpiła we mnie nowa energia. Błyskawiczne dostosowanie lokalu, zezwolenie, personel, zaopatrzenie i zacząłem swoją przygodę z własną apteką, która trwa do dzisiaj. Teraz po 10 latach własnej działalności znów dopada mnie wypalenie. Ten zawód nie jest już tym, czym był wcześniej. Aptekarstwo stacza się. Rynek ulega zagęszczeniu, apteki zażynają się nawzajem. Pojawia się wrogość w środowisku. Ile jeszcze wytrzymam? Nie mam pojęcia. Póki co nie mam też pomysłu na alternatywę.

Udostępnij
PILNE
ZAMKNIJ
Oświadczenie

Dostęp do zawartości serwisu farmacja.pl jest możliwy
dla osób uprawnionych do wystawia recept
lub osób prowadzących obrót produktami leczniczymi.

Oświadczam, że jestem lekarzem, farmaceutą
lub osobą prowadzącą zaopatrzenie w produkty lecznicze.


Akceptuj