Wystrzał w drugim akcie - przedostatnim

Autor: Mariusz Politowicz / Opublikowano: 2017-01-23 11:29:47 /

Wszyscy znamy powiedzenie, że strzelba zawieszona na ścianie w pierwszym akcie sztuki teatralnej, musi wystrzelić w akcie trzecim.

Od samego początku, gdy z siłą trzęsienia ziemi pojawił się Projekt nowelizacji Prawa farmaceutycznego, napięcie rosło cały czas. Fantazja jego przeciwników była prawdziwie ułańska. Czułem się widzem fascynującego widowiska, pokazującego szereg ludzkich przywar, z chciwością na czele. Najpierw pojawiły się głosy żądające szerokich konsultacji społecznych, w tym ze strony organizacji pacjentów. Szczególnie ta ostatnia grupa skojarzyła mi się z kwiatkiem do kożucha. Większość bowiem z moich Czytelników nie wie, że kilka lat temu prowadziłem ożywioną korespondencję z Ministerstwem Zdrowia. Dzięki niej nabyłem swego rodzaju nietypowego doświadczenia. Wspomnę tylko, że MZ przyznało, iż nie posiada danych o skutkach nadużywania środków leczniczych, zwłaszcza w kontekście obrotu pozaaptecznego. Zgodziło się ze mną, że należałoby rozważyć [sugerowane przeze mnie] ograniczenia, jednakże powinno to być poprzedzone szerokimi konsultacjami społecznymi.

Choć jest ze mnie niespotykanie spokojny człowiek, to nie wytrzymałem i odpowiedziałem, że o negatywnym wpływie leków na organizm na studiach uczono zarówno odpisującego wiceministra, lekarza, jak i mnie, farmaceutę. Co tu konsultować i z kim? Dodałem sarkastycznie, że na liście konsultantów brak jedynie organizacji pacjentów, ale uzupełniłem wypowiedź słowami, iż przecież oni nigdy się nie sprzeciwią ograniczeniom. Wszelkie ograniczenia (recepty, lekarze, apteki) są dla nich utrudnieniem łatwego dostępu do leków. Z kolei leki są przez nich postrzegane jako nieszkodliwe kolorowe tabletki lub smaczne syropy, a nie silnie działające substancje chemiczne. Dlatego podkreślałem niestosowność zasięgania opinii pacjentów w sprawach fachowych. Ja nie pytam pacjenta, czy nalewki się robi na spirytusie, wodzie czy oleju lub czy doksycyklina jest antybiotykiem. Lekarz nie pyta pacjenta, czy wyrostek robaczkowy wycina się (upraszczam) skalpelem, czy sekatorem, itp.

Ja bez zastrzeżeń rozumiem, że pacjenci chcą być zdrowi. Nie mogę się jednak zgodzić, aby występujący w trakcie obrad Komisji Zdrowia przedstawiciel stowarzyszenia pacjentów bezrefleksyjnie wygłaszał słowa, że pacjentom wszystko jedno, kto jest właścicielem apteki, byle tylko leki były tanie. Oj, najtańsze będą na bazarze… Życzę przynajmniej uratowania życia (bo po lekach stamtąd zdrowia już nie będzie).

W 2012 r. nie kto inny jak Platforma Obywatelska, doprowadziła do wejścia w życie Ustawy refundacyjnej. W uzasadnieniu do niej wyraźnie stwierdzono, że pod pozorem różnych akcji marketingowych, pacjent z dotychczasowego beneficjenta stał się celem, stał się źródłem kolosalnych dochodów nieetycznych graczy rynkowych.

W każdym razie przy tak dwutorowym ówczesnym podejściu resortu zdrowia nie jest dziwnym to, co teraz trzeba ogarnąć (proszę nie mylić z ogarnianiem przygłupów).

Kolejny kaliber argumentów był już większy. „Strach, strach, rany boskie!”, jak w pewnej piosence. Młodzi magistrowie nie otworzą własnych aptek!

Akurat ten temat omówiłem w swym 3-częściowym felietonie o dwóch opcjach aptekarstwa w Polsce (część 1, część 2 i część 3). Jednak nie każdy odwiedza portal MGR.FARM, i nie każdy musi chcieć czytać moje teksty. W każdym razie przeciwnicy Projektu nowelizacji PF nadal podnoszą, jakoby młodzi magistrowie już nigdy nie mogli otworzyć własnych aptek. Co więcej, rzekomo stracą dotychczasowe miejsca pracy, ponieważ… ich apteki zostaną pozamykane, a z powodu geo- lub demografii, nie odrodzą się w tym samym miejscu.

Nie ja jeden zauważam tę manipulację o finezji młota udarowego. Zacznijmy od końca. Dlaczego te apteki miałyby zostać zlikwidowane? Współcześnie likwidacja aptek ma tylko dwa powody. Pierwszym są przyczyny ekonomiczne. Apteka sieciowa otwarta drzwi w drzwi, skutecznie skanibalizuje dotychczasową. Jej kierownik często odchodzi z zawodu, sfrustrowany obecnym kulawym prawem, które spółkom kapitałowym oraz innym „handlarzom pietruszką”, umożliwia eliminację farmaceutów z obrotu lekiem. Przyczynami likwidacji jednej apteki są stosowane przez drugą aptekę np. reeksport, dumping, „turbodopalacz” i inne znane już wszystkim zjawiska.

Drugim powodem likwidacji jest „utrata rękojmi należytego prowadzenia apteki” czyli opisane powyżej przyczyny skanibalizowania mniejszych aptek. Nie odkryję Ameryki, gdy napiszę, że jeśli Projekt nie wejdzie w życie, dzisiejsi wielcy, jutro mogą być zjedzeni przez jeszcze większych.

W każdym razie, jak mawia stare polskie przysłowie, zanim gruby schudnie, to chudy umrze.

Dla każdego myślącego farmaceuty, utrata rękojmi należytego prowadzenia apteki jest wyraźnym sygnałem, że wydarzyło się w niej coś niezwykle poważnego. Opisywałem już, że za kpinę z prawa uważam obecne możliwości założenia kolejnej apteki przez spółkę, której cofnięto zezwolenie na prowadzenie apteki. Wszyscy wiemy, że tak było i jest robione po to, aby kontynuować bezprawne działania, np. reeksport. Tymczasem sieci żalą się, że już tego nie będą mogły robić! To tak, jakby przestępca żalił się, że już nie będzie czerpał dochodów z przestępstwa.


Co się wydarzy, gdy jednak WIF doprowadzi do likwidacji apteki? Personel fachowy, farmaceuci, natychmiast zostanie wchłonięty przez inne apteki. Znajdą w nich zatrudnienie, bo przy tzw. stałym torcie do podziału (cały czas pamiętajmy, że rynek ważnych leków jest drobiazgowo regulowany, z cenami i marżami w szczególności), wzrośnie zapotrzebowanie na fachowców. Jeśli ktoś woli status quo, powinien mieć świadomość, że przy obecnych regulacjach awans na kierownika sieciówki jest awansem iluzorycznym. Sprowadza się do nieco wyższej pensji za nadstawianie karku za czynności, które mogą być wykonywane za jego plecami. Nawet nieskazitelność takiego kierownika nie zapobiegnie likwidacji apteki na skutek decyzji WIF-a.

Co więcej, głośny upadek znanej apteki odbije się szerokim echem. Nasz farmaceutyczny światek nie jest wielki. Opowiemy sobie, co się wydarzyło. Już teraz tak się dzieje. Tym samym niebywale wzrośnie pozycja magistra w aptekach, zwłaszcza nie należących do farmaceutów. Kolejni niefarmaceutyczni właściciele z konieczności mocno się zastanowią, zanim za plecami kierowników, magistrów, wykonają ruchy, które do tej pory były prawie bezkarne. Jeśli je zrobią, geografia z Projektu nie pozwoli na odtworzenie się apteki w tym samym miejscu. To nie szykana, a zasłużona kara.

Nad tym ostatnim mocno płaczą zwolennicy dotychczasowych obyczajów. Najpierw staruszki, a teraz matki z wózkami z dziećmi stały się rzekomymi poszkodowanymi przez geografię aptek. Ileż razy trzeba powtarzać, że nowe przepisy – jeśli wejdą - będą dotyczyć tylko nowych aptek? Dotychczasowe zostają. Było 7 na odcinku 200 metrów, jedną zlikwidowano. Ile zostało i czy przestaną konkurować? Te „niezwykle skomplikowane” działania arytmetyczne obrażają inteligencję Czytelników, ale, niestety, nie spotykają się z należytą reakcją. Zwłaszcza my, farmaceuci, powinniśmy ostro reagować na takie strachy na Lachy. Prostactwo intelektualne powinno być piętnowane, ale przynajmniej dzięki niemu widać, jakiego pokroju ludzie przyssali się do farmacji i próbują – czasem skutecznie – manipulować aptekarzami oraz czytelnikami mediów.

Co symptomatyczne, po lek X za 99,99 lub P za 89,99, nawet staruszkowie bezproblemowo pojadą kilka lub kilkanaście kilometrów.

Innym elementem kampanii strachu rozpętanej przez przeciwników Projektu, jest rzekomo nadchodzący wzrost cen. One nie wzrosną, bo niby dlaczego miałyby to robić? Jak sieci same przyznały, statystycznie ich ceny są niższe zaledwie o ok. 11%. Kupują znacząco taniej, np. za 1 grosz, ale ceny suplementów i leków pełnopłatnych mają niższe tylko o 11%. Chciwość, prawda? Rozmyślnie nie dodały, że ta wartość nie dotyczy meritum pracy aptek, czyli leków refundowanych. Wszyscy w kraju znamy kilka preparatów wiodących, które znacząco wpływają na statystyczne zaniżanie średniej. Jako Samorząd jesteśmy w posiadaniu dowodów dumpingu, a więc procederu niedozwolonego prawnie. Wystarczy jeden taki lek na recepcie, gdzie pozostałe cztery są refundowane i ruch pacjentów zostaje przekierowany do tej apteki, która łamie prawo, choć pracownicy z kierownikiem na czele, mogą o tym nie wiedzieć. Po wejściu w życie Projektu, taka apteka powinna wreszcie zniknąć.

Proszę przypomnieć sobie stary żart, zwłaszcza w kontekście statystycznie niższych cen. Gdy idę z psem na spacer, statystycznie każdy z nas ma po trzy nogi.

Do protestów przeciwników dodajmy jeszcze „straszenie” utratą zdolności kredytowej, jako źródła codziennego finansowania aptek sieciowych. Czyli 17 stycznia 2016 r. podczas arogancko prowadzonych przez Bartosza Arłukowicza obrad sejmowej Komisji Zdrowia, pan M. Piskorski z ZPP PharmaNET publicznie przyznał, że sieci aptek nie są w stanie się utrzymać z codziennego funkcjonowania ich aptek (dumping jest kosztowny, ale czego się nie robi dla „kanibalizmu”?) i dlatego muszą być kredytowane! Po co? Przecież nie pro publico bono, żeby staruszki i matki z dziećmi miały blisko do apteki. Tak na marginesie, dlaczego w centrum miasta na odcinku 200 metrów nie ma 7 przychodni lekarskich?

Żeby było jeszcze ciekawiej, ostatnio pojawiła się niespotykana informacja o dość ultymatywnych listach, które ambasadorowie kilku państw wysłali do polskiego rządu. Pomijam próbę ingerencji w suwerenne decyzje zdrowotne Rzeczpospolitej (czytaj: Ambasady USA, Izraela, Kanady oraz Litwy interweniują w sprawie zmian na rynku aptek). Tym niech się zajmuje MSZ. Te listy obnażyły prawdę, którą samorząd aptekarski powtarza od dawna: rzekomo polskie sieci aptek w istocie należą do obcego kapitału! Kłamstwo ma krótkie nóżki. Przecież ambasadorowie obcych państw nie upominaliby się o polskie firmy. Sieci same weszły na linię strzału, dostarczyły amunicję i załadowały magazynki. Broń mamy my, nie wy. Cel namierzony, a palec na spuście.

Dlaczego od samego początku niniejszego felietonu, tak nawiązuję do mego hobby, strzelectwa? Otóż na wyżej wspomnianym burzliwym posiedzeniu Komisji Zdrowia, miało miejsce zdarzenie niebywałe w swej wymowie i dalekosiężnych konsekwencjach, z których jeszcze nie wszyscy zdajemy sobie sprawę. W imieniu ZPP PharmaNET wystąpiła była GIF, pani Zofia Ulz, dziś zatrudniona przez znaną kancelarię prawną. Ni mniej, nie więcej wystąpiła przeciwko Projektowi noweli i tym samym wszystkim polskim magistrom farmacji (czytaj: Zofia Ulz staje po stronie sieci aptecznych). Uzasadniała swą wypowiedź mówiąc, że „nikt nie jest w stanie mnie przekonać, że właściciel farmaceuta jest gwarantem właściwej opieki farmaceutycznej nad pacjentem. Gwarantem jest ten farmaceuta, kierownik apteki i jej pracownicy, którzy stoją za pierwszym stołem.” Wynikałoby z jej słów, że właściciel firmy, apteki, nie ma w niej nic do powiedzenia. Kuriozalne! Dodawała: „w latach 2006-2014, a szczególnie w latach 2012-2014, w sprawie nielegalnego wywozu leków, prowadziliśmy (GIF) ponad 290 postępowań przeciwko indywidualnym aptekom i jednej sieci”.

Riposta Wiceprezesa NRA M. Tomkowa, byłego WIF-a w Opolu, była prawie natychmiastowa i precyzyjnie wymierzona: „być może przyczyniło się do tego uniewinnienie wszystkich tych, którzy się tym zajmowali i wyczyszczenie wyroków w 2015 roku poprzez wprowadzenie ustawy antywywozowej?”

Osobiście tylko w Wielkopolsce znam 3 sieci, którym w tych latach cofnięto zezwolenia. Coś mi tu mocno nie pasuje… Poza tym zezwolenia na apteki cofa WIF, a nie GIF. Poszczególne OIA wielokrotnie opiniowały wnioski swoich WIF-ów w sprawach cofania zezwoleń. Samorząd zna te podmioty i tak samo musiała je znać była pani inspektor, która teraz publicznie głosi coś innego. Dlaczego???

Jednakże nie o tym chciałem pisać w kontekście strzelania.

Była GIF nie jest pierwszą z brzegu osobą. Jej wiedza z czasów pracy na państwowej posadzie jest olbrzymia. Zarządzała wszystkimi Wojewódzkimi Inspektorami Farmaceutycznymi. Docenił to jej obecny pracodawca, a wykorzystał ZPP PharmaNET. Wykorzystał! To jest czas przeszły dokonany. Stawiam dolary przeciwko orzechom, że jednostrzałowa „strzelba” z pierwszego aktu właśnie wypaliła, ale strzelec spudłował. Na dodatek zamiast pocisku wielkiego kalibru, wyleciał drobny śrut oraz nie trafiono w opancerzony i manewrujący cel. A co dla ZPP najgorsze (ja nie zapłaczę), strzał był przedwczesny. Został oddany w akcie drugim.

Udostępnij
PILNE
ZAMKNIJ
Oświadczenie

Dostęp do zawartości serwisu farmacja.pl jest możliwy
dla osób uprawnionych do wystawia recept
lub osób prowadzących obrót produktami leczniczymi.

Oświadczam, że jestem lekarzem, farmaceutą
lub osobą prowadzącą zaopatrzenie w produkty lecznicze.


Akceptuj