REKLAMA
Autor: Redakcja mgr farm Opublikowano: 11 października 2014

Z aptecznego archiwum X – Historia Tylenolu c.d.n

Artykuł pochodzi z serwisu
REKLAMA

Co może być lepszego na sobotnie, leniwe popołudnie niż wygodny fotel, kawa i zbrodnia w tle? Co prawda o pierwsza dwa elementy, musicie drodzy Czytelnicy zadbać sami, ale już zbrodnię postaram się zapewnić Wam ja. Nie personalnie rzecz jasna. Pamiętacie początek historii Tylenolu? Jeśli nie, znajdziecie go bez problemu tutaj- http://www.mgr.farm/afterhours/z-aptecznego-archiwum-x-historia-tylenolu. A my przechodzimy dalej.

Po siedmiu feralnych zgonach, czarna seria ofiar Tylenolu uległa na szczęście wyczerpaniu. Udział w tym miało zapewne wycofanie leku ze sklepowych i aptecznych półek, ale i lęk społeczny, jaki towarzyszył słowu Tylenol. Ludzie masowo pozbywali się swoich zapasów leku i telefonowali na specjalnie uruchomione infolinie, aby zgłosić niepokojące objawy, które wystąpiły po zażyciu preparatu. Infolinia przyciągała całą rzeszę hipochondryków, osób z zaburzeniami psychicznymi i paranoików. Zmasowane ataki telefoniczne przeżywały również pogotowia, przychodnie i centra toksykologiczne, aż w końcu jeden z kierowników centrum wydał orzeczenie, w którym brutalnie przypomniał, że osoba po zażyciu śmiertelnej dawki cyjanku nie zdążyłaby raczej zadzwonić na infolinię, a tym bardziej wisieć na niej przez najbliższe pół godziny, opisując przebieg swoich wizyt w toalecie. Czy poskutkowało, teksty źródłowe milczą.

Sprawą honoru dla organów ścigania stało się teraz wyjaśnienie, skąd cyjanek wziął się w buteleczkach Tylenolu. Szybko oczyszczono z zarzutu producenta leku, ponieważ zatrute opakowania pochodziły z różnych serii, a także z różnych fabryk. Dodatkowo, kapsułki nosiły znamiona nieudolnej manipulacji, więc prawdopodobnie oryginalne opakowanie zostało naruszone już po opuszczeniu  McNeill Consumer. Trudno w takim razie było mówić o przypadkowym zatruciu leku, bo wszak cyjanek nie bierze się z powietrza. Czyjeś ręce musiały umyślnie dodać go do butelek jednego z najpopularniejszych leków.

REKLAMA

Początkowo w ślepą uliczkę zapędził śledczych list wysłany do firmy Johnson&Johnson, którego nadawca żądał okrągłego miliona dolarów w zamian za zaprzestanie zbrodniczego procederu. Szantażystą okazał się James W.Levis., żyjący wraz z żoną w okolicy Nowego Jorku, skazany już wcześniej za oszustwa podatkowe i kradzież antyków. Ujęty, zaprzeczył jakiemukolwiek związkowi z zatruciem leku, a swój szantaż motywował chęcią zemsty na byłym pracodawcy żony. Według wszelkich ustaleń policyjnych, nie udało się dowieść, by Levis lub jego żona opuszczali Nowy Jork. Nie zgromadzono też przeciwko nim żadnych dowodów, stąd nieudolny szantażysta odbył karę tylko za próbę wyłudzenia. W 2004 roku Levis znalazł się powtórnie w areszcie z podejrzeniami gwałtu, porwania i stosowania przemocy fizycznej wobec pewnej damy z Cambridge. Po trzech latach oddalono jednak podejrzenia. Na swojej stronie internetowej Levis tytułuje się określeniem Tylenol Man.

REKLAMA

Drugi podejrzany, Roger Arnold, przesłuchiwanie okupił załamaniem nerwowym. Ponieważ sądził, że obciążające go zeznania złożył właściciel baru, w którym bywał, postanowił na własną rękę wymierzyć sprawiedliwość. W dzikiej furii pomylił jednak rzeczywistego wroga z podobnym do niego przypadkowym człowiekiem, i tak w wyniku strzału życie stracił niezwiązany ze sprawą ani barem John Stanisha. Tylenol znalazł kolejną ofiarę.

Kimkolwiek był tajemniczy truciciel, szybko znalazł swoich naśladowców. 4 lutego 1986 roku Hariett Notarnicola kupiła buteleczkę Tylenolu Extra Strength w Bronxville. Trzy dni później do domu zawitała dziewczyna jej syna, która miała z nimi spędzać świąteczną przerwę. Późnym wieczorem zaczęła skarżyć się na ból głowy, który zakochany chłopak szybko chciał ukoić tabletką paracetamolu. Diane Elsroth przyjęła dwie tabletki Tylenolu i popiła je wodą, po czym wróciła do łóżka. Jej zgon odkryto dopiero rano- po sekcji okazało się, że winowajcą również w tym wypadku był cyjanek. Podejrzenia z rodziny Notarnicola (zazdrosna teściowa? Psychopatyczny narzeczony?) zdjęto dopiero po odkryciu jeszcze kilku butelek zatrutego leku w sklepie, gdzie pechowe opakowanie zakupiła Hariett. Tylenol tymczasem po raz kolejny wycofano z rynku. Część farmaceutów odmówiła sprzedawania jakichkolwiek leków w kapsułkach, gdyż mogły być one łatwo otwarte i ponownie zamknięte, już w zmienionym składzie.
Na fali zdarzeń, zatruwano też inne leki. W 1986 roku zazdrosna żona Stella Snow w Washington dodała cyjanek do kapsułek Excedrinu uśmiercając tym samym niewiernego męża i kochankę. Z powodu głupiego żartu wycofano Encaprin , generyk aspiryny. Zdarzały się nawet celowe zatrucia cukierków dawanych w okresie Halloween. Na szczęście nie każdy obywatel ma dostęp do cyjanku, więc dalszych zgonów nie odnotowano.

Sprawa Tylenolu grzęzła w policyjnych archiwach, aż do 2011 roku, kiedy wznowiono śledztwo po ujęciu Teda Kaczynski ps. „Unabomber” ( uznany w 1998 roku za winnego 16 wybuchów z trzema ofiarami śmiertelnymi i skazany za to na dożywocie). W latach 1978- 1980 przebywał on z rodzicami w okolicach Chicago, gdzie doszło do pierwszych zgonów po zażyciu cyjanku. Kaczynski odmówił jednak dobrowolnego oddania próbek DNA.

Historia Tylenolu opowiadana jest na wielu lekcjach marketingu i PR, bo nikt przecież nie sądził, że marka może się podnieść po tak spektakularnym upadku. A jednak Tylenol ma się dobrze. Zabezpieczenia opakowań i kapsułek leku są teraz najnowocześniejszymi na rynku, a mimo tego, że w 2009 roku po raz kolejny wycofano 60 000 opakowań leku z powodu dziwnego zapachu ( winny okazał się środek konserwujący o nazwie TBA (2,4,6 tribromoanisole) stosowany przy produkcji drewnianych palet), jest wciąż jednym z najlepiej sprzedających się preparatów paracetamolu. Śmiało zasłużył na tytuł leku niezniszczalnego.

Artykuł pochodzi z serwisu
REKLAMA
REKLAMA

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych