Zawód czy posłannictwo?

Obrazek użytkownika farmacja.pl
Autor: farmacja.pl / Opublikowano: 2016-11-25 16:57:21 /

Chciałem dzisiaj obronić hasło „apteka dla farmaceuty”, ale temat ten zajmie prawie 3 artykuły wobec czego jako preludium postanowiłem napisać tekst, w którym postaram rozprawić się z niespotykanym w innych zawodach „samarytanizmem” magistrów farmacji.

Jeden znajomy farmaceuta terminem samarytanin określił obecne w każdej aptece osoby mające osobliwą skłonność do dzielenia wszystkiego na blistry i saszetki oraz spływające wstydliwym rumieńcem, gdy rachunek przekracza 100 złotych. Zawsze zastanawiałem się z czego wynika to, że tak wielu przedstawicieli naszego zawodu ma problem z poleceniem produktu droższego niż 10 złotych. Może jest to fałszywa pseudoempatia, aby nie wyjść na krwiożerczego farmaceutę, żerującego na chorobie innych? Zawód ten jednak ma to do siebie, że "handlujemy zdrowiem", a zdrowie jest bezcenne. Zatem, czy można mieć pretensje do grabarza, że traktuje swoją pracę jak biznes, kiedy jest to często ludzka tragedia?

Przypomniała mi się, taka anegdotka z rynku, opowiedziana przez znajomego kierownika regionu, który był w trakcie wizyt podwójnych w jednej z aptek „z misją” jak to określił. Gdy czekał na audiencję u kierownika, do apteki wszedł pacjent i poprosił o 6 Biovitali. Były to czasy, gdy Biovital występował również w plastikowym kubeczku pod postacią tabletek. Wielkie było zdziwienie, gdy pani magister odsypała pacjentowi 6 tabletek do torebki. Misja, głupota, a może był to pioniersko wprowadzany spersonalizowany system dozowania leków? Jest to dziwne, bo zarobek takiej osoby jest wprost proporcjonalny do wartości rachunków i cokolwiek w farmacji nie zostanie wymyślone to był i będzie zawód detaliczny. Farmacja nigdy nie ucieknie od sprzedaży, dochody zależą od tego, ile pacjent kupi. Nikt idei apteki nie zepsuł w ostatnim dziesięcioleciu, ona zawsze taka była. Obecnie doprowadzono tylko systemy sprzedażowe do perfekcji, które rzeczywiście krępują ręce farmaceutom i dlatego tak dużo zależy, kto ten system narzuca. Oczywiście to, że właścicielem będzie magister farmacji nie daje żadnej gwarancji właściwie prowadzonej apteki, ale temat apteki dla farmaceuty rozwinę w kolejnych artykułach.

Jeden z youtube'owych publicystów, niejaki Mariusz Max Kolonko, w odniesieniu do telewizji publicznej powiedział, że słabi producenci i reżyserzy pod pojęciem misji w owej instytucji ukrywają miernotę swoich produkcji, których finalnie nikt nie chce oglądać. Nie przynoszą one zatem zysków i próbuje się to opakować w mityczne posłannictwo nadawcy publicznego. Jakie to bliskie sytuacji na rynku aptecznym! Tysiące aptek, w których czas się zatrzymał w latach dziewięćdziesiątych, żyjące wspomnieniem czasów swojej świetności, są zestawiane z drugim tysiącem aptek sieciowych i quasi sieciowych, które sobie jakoś na tym rynku radzą. Część środowiska chciałoby, aby obserwator zewnętrzny odebrał to jako wojnę pomiędzy misją a bezduszną grą rynkową. Grzmią z ambony sejmowej posłowie partii jaśnie nam obecnie panującej jak to jest, że biedne apteki, realizujące mityczną już misję upadają i nie mają szans na podjęcie walki, bo sieci kupują i sprzedają taniej? Jest tylko jeden problem w takim rozumowaniu. Większość tych aptek, sprywatyzowanych lub założonych na początku lat dziewięćdziesiątych, które mają obecnie problemy z funkcjonowaniem, żyją od rachunku do rachunku, a stara się wokół nich zbudować mit etosu i misji farmaceuty, miało w ciągu ostatnich 25 lat swoje 5 minut. Wówczas w miasteczku nie przeszkadzało nikomu bycie liderem sprzedaży. Wiele z tych aptek po czasach komunizmu to były praktycznie perpetum moblie. Poprowadzone dobrą ręką winny przejść do czasów dzisiejszych suchą nogą. Jednak tak się nie stało i dzisiaj dorabia się pojęcie misji, aby zakamuflować swoją bierność i brak zapobiegliwości, kiedy był na to czas. Poznałem wiele takich aptek i mechanizm zawsze jest taki sam. Póki biznes się kręci to w nosie mają twoją pomoc i rady, każdy zagarnia pod siebie, ile tylko wlezie. Misja? Nie ośmieszaj się. Przychodzi jednak taki moment, w którym zamiast 4 aptek w mieście zrobiło się 14, pacjenci odeszli, obroty spadły i pojawia się wołanie o pomoc, ale przeważnie jest już za późno. Próbuje się potem wmawiać wszystkim dookoła, że nie kupię kartonu Rutinoscorbinu, by mieć lepszą cenę, bo realizuję misję. Jest to jednak doprawdy naiwne.

W toku jednej rozmowy o opiece farmaceutycznej z farmaceutą teoretycznym padło pytanie: czy to będzie taki wielki problem dla pacjenta, aby zapłacić za wizytę u farmaceuty 10 złotych? Farmaceuta teoretyczny to taki, który ostatni raz był za pierwszym stołem w trakcie praktyki zawodowej. Odpowiadam, no tak, koszt nie jest duży, ale ile ma zarobić wówczas magister? Jakkolwiek nie podstawi się zmiennych do równania, zysk brutto z takiej usługi prezentuje się niezwykle mizernie. Obliczyłem zatem na potrzeby owej rozmowy taki wariant. Czas przewidziany dla pacjenta to pół godziny, wykonujemy 15 wizyt dziennie, mając jedną przerwę. Średniomiesięcznie przepracujemy 20 dni i uzyskamy szalony wynik 3000 złotych. Przyzwoite pieniądze mówi farmaceuta teoretyczny. Chyba na waciki odpowiadam.

Najemny farmaceuta dostanie z tego jakieś 1800 złotych na rękę, a gdzie marża apteki, koszty stałe i zwrot z inwestycji przygotowania gabinetu zwierzeń? Farmaceuta teoretyczny się nieco skrzywił i mówi, że to pacjent zapłaci nieco więcej albo fundusz dopłaci. Odpowiadam, że całe moje wyliczenie ma poważny błąd, gdyż wykonanie 15 wizyt dziennie jest nierealne. Osoby, które wgłębiły się w tajniki przeglądu lekowego mają zapewne świadomość, że ogarnięcie 3 pacjentów to jest już wyczyn, a zatem nie ma takich pieniędzy, które fundusz, a tym bardziej pacjent byłby skłonny nam dopłacić. W Polsce w ogóle jest problem z wyceną wiedzy, nie tylko w farmacji. Mój znajomy instalator opowiadał mi historię, gdy został wezwany do awarii piecyka gazowego. Po wysłuchaniu opisu awarii od właścicielki, przeprowadził kilka szybkich testów, odkręcił rurkę, wymienił uszczelkę i sitko po czym zawistował 150 złotych. Czas naprawy wyniósł może 15 minut. Jakież było oburzenie, że przecież on nic wielkiego nie zrobił, a żąda takich pieniędzy! Jednak wiedział on na podstawie opisu i objawów, gdzie należy odkręcić i co wymienić, czyli cena zawierała koszty części, robocizny i przede wszystkim wiedzy. Zatem, mój drogi farmaceuto teoretyczny, jest ogólnopolski problem z wyceną wiedzy. Pacjent nie chce płacić za wiedzę, skoro w Google’u jest za darmo. Pacjent chce mieć full service za najniższe pieniądze, czy zatem można to pogodzić z oczekiwanymi przez farmaceutów wynagrodzeniami? Tu pada mój ulubiony argument starej gwardii - my mieliśmy tak ciężko za młodu, a wy, gówniarze, byście chcieli od razu miliony zarabiać! Musicie też poznać trochę prozy życia. Genialna perspektywa, nic tylko ściskać co wieczór pod poduszką egzemplarz „Ludzi bezdomnych”, a na ścianie powiesić plakat z Janem Englertem. Wszak doktor Judym taki piękny i młody.

Podwaliny pod ten artykuł dał poniekąd tekst Kolegi o wypaleniu zawodowym i pojawiające się komentarze o braku poczucia misji. Jest to zabawne, gdyż bardzo często z ust starszych i mądrzejszych farmaceutów nie raz usłyszałem - gówniarzu, ja prowadzę aptekę z misją od 40 lat. Misja, posłannictwo, zawód wybrany brzmi jeszcze piękniej. Za chwilę dojdziemy w tym zachwycie do tego, że farmacja to właściwie taki wolontariat. Gdzie zamiast kasować za swoją wiedzę, za to, że poświęciliście 5 lat na naprawdę trudne studia, uważacie, że mamy mieć satysfakcję z każdego nawróconego z lewoskrętności pacjenta. Jak sekciarze, niektórzy farmaceuci powtarzają „ale ta opieka to da tyle oszczędności, 500 milionów!”. Pytam zatem, a ile z tego Ty będziesz miał, bo jeszcze nie słyszałem, aby satysfakcja była wymienialna na bitcoiny. Jak to niedawno ktoś powiedział, świetlana ścieżka rozwoju farmaceuty do 30-stki za 2 tysiące, do 40-stki za 3, do 50-tki za 4 i powyżej za…, też 4.

Czas skończyć z użalaniem się nad sobą, opowieściami o „antycznych gumisiach” i powołaniu. Jeszcze nikt nie złożył świadectwa, że przed wyborem studiów objawił się mu archanioł. Farmaceuta to normalny zawód, w którym za dobrą pracę należy się dobre wynagrodzenie. Tak naprawdę, o czym napiszę więcej w kolejnym artykule, przy dzisiejszej sytuacji rynkowej, gdyby izba, na którą łożymy potężne pieniądze, zamiast urzędowaniem zajęła się tym co do niej należy, czynnikiem hamującym otwieranie kolejnych aptek winien być wysoki koszt zapewnienia pełnej obsady. Jednak jak wymagać od izby działania w interesie pracowników, jak tam znajdują się prawie sami właściciele, często uwikłani w największe farmaceutyczne patologie! Dzisiaj wystarczyłoby przypilnować tylko obsady. Aptek pracujących na 2 zmiany mających w ewidencji jako magistra tylko kierownika według danych jest mnóstwo. Chcecie misji, to macie misję. Strajk, formułka „uprzejmie donoszę” i sami wyczyścicie ten rynek. Tak jak we Francji, apteki się zamykają, bo nie ma ludzi do pracy. U nas zamaskowane jest to tabunami techników, których wrogiem absolutnie nie jestem, ale jak apteka jest otwarta 260 godzin miesięcznie to musi mieć magistrów na pokrycie całego tego czasu, a w trakcie urlopów mieć ludzi na zastępstwo. Gdybyśmy jako magistrowie pilnowali tylko tej jednej kwestii to farmaceuci po pensję poniżej 5 tysięcy do ręki nawet by się schylali.

Zatem, czy można o farmacji mówić w kontekście misji czy powołania? Jak ktoś lubi wolontariat to pewnie tak. Ja nie odczuwam żadnej szczególnej misji w swojej pracy, nie jestem też do niej powołany. Mam za to inną rzecz, która nazywa się pasją. Zatem pasjonuje mnie praca z pacjentem, chcę polecać mu dobre produkty, cieszy mnie dobrze wykonana maść recepturowa, ale lubię też widzieć, że wdrożone akcje marketingowe przynoszą spodziewany efekt. Tego Wam życzę, pasji w pracy i szanujcie się, jesteście przecież magistrami farmacji.

Udostępnij
PILNE
ZAMKNIJ
Oświadczenie

Dostęp do zawartości serwisu farmacja.pl jest możliwy
dla osób uprawnionych do wystawia recept
lub osób prowadzących obrót produktami leczniczymi.

Oświadczam, że jestem lekarzem, farmaceutą
lub osobą prowadzącą zaopatrzenie w produkty lecznicze.


Akceptuj