REKLAMA
Autor: Mariusz Politowicz Opublikowano: 23 stycznia 2019

Żenujące, grube błędy rad powiatu

Artykuł pochodzi z serwisu
REKLAMA

Media ostatnio szczególnie intensywnie informują o niezgodzie aptekarzy na nieuzasadnione dyżury. W tym roku unikają określenia „bunt”. Kwestia przyzwyczajenia? Być może. Faktem jest, że nie są to odosobnione przypadki.

Treść informacji zwykle jest podobna. Aptekarze nie chcą dyżurów i uzasadniają to brakiem personelu, brakiem realnego zapotrzebowania na ich dodatkową pracę oraz brakiem finansowania. Przedstawiciele samorządu głoszą teorie o ratowaniu zdrowia i życia [nocną sprzedażą pojemnika na mocz]. Straszą aptekarzy na różne sposoby, że albo stracą „koncesję”, dostaną „grzywnę lub będą mieli zabrane PWZ” (czytaj więcej: Apteki w Kalwarii Zebrzydowskiej nie będą dyżurować).

Dopóki nie zostanie zmieniony lub uchylony art. 94 Prawa farmaceutycznego, dopóty będziemy czytać podobne informacje, a rady powiatu będą musiały przygotowywać swoje uchwały regulujące dni i godziny pracy aptek ogólnodostępnych. W oczywisty sposób najbardziej konfliktogenne są w części dotyczącej niechcianych przez aptekarzy dyżurów nocnych i świątecznych.

REKLAMA

Wydawałoby się, że po tylu latach wzajemnych i nikomu niepotrzebnych przepychanek, pewne ruchy starostw nie powinny być wykonywane. Otóż nie! Końcówka minionego roku obfitowała w bliźniacze wydarzenia, które działy się w wielu powiatach.

REKLAMA

Uchwała powiatu „nic nie kosztuje”

Proces wdrażania dyżurowej uchwały rady powiatu jest dość prosty, chociaż długotrwały. Zgodnie z przepisami rada musi przygotować projekt grafiku pracy aptek (dni plus noce oraz niedziele, święta oraz inne dni wolne od pracy), który przesyła do zaopiniowania przez wójtów i burmistrzów z powiatu oraz właściwą miejscowo Okręgową Izbę Aptekarską. Nie dziwi, że wójtowie i burmistrzowie z zasady opiniują go pozytywnie (bo to ich nic nie kosztuje), a Izba dość często negatywnie. Czasami pozytywnie. Jeśli aptekarze chcą dyżurować, czemu miałaby im zabronić? Jeśli apteka całodobowa jest chętna do pracy, czemu się sprzeciwiać?

Opinia jest czymś, co rady powiatu nie wiąże w podejmowaniu decyzji. Dlatego, o czym tyle razy czytaliśmy, pozytywne opinie wójtów i burmistrzów są akceptowane przez radę, a izbowe nie. Któż by nie chciał darmowych dyżurów na koszt naiwnych aptekarzy, którzy w dobrej wierze chcą pomagać chorym ludziom? W „podzięce” za to, ci sami ludzie reprezentowani przez radnych, jawnie kpią z zaangażowania aptekarzy. Gdy wybieraliście sobie swój zawód, wiedzieliście, że będziecie musieli [za darmo] dyżurować! Macie misję i etykę, co wam musi wystarczyć, lenie!

Perfidia konstrukcji logicznej art. 94 jest taka, ze notable powiatowi zawsze wybierają opcję, która krzywdzi aptekarzy. Inna rzecz, że czemu mieliby wybrać inną, skoro ustawodawca im ją wręcz wskazał? W każdym razie nas to irytuje, oni brylują przed wyborcami, jacy to są propacjenccy, a aptekarze bezideowi. Przestają brylować, gdy aptekarze trafią do mediów ze swoim przekazem (czytaj więcej: List otwarty aptekarzy do Starosty Śremskiego).

Do negatywnej opinii trzeba się odnieść w uzasadnieniu

Przypomnę jednak, że arogancja, pod postacią zignorowania negatywnej opinii Izby, bywa ukarana. Sądy Administracyjne orzekają, że skoro opinia Izby była negatywna, rada powiatu powinna się do niej odnieść i uzasadnić, dlaczego wybrała tę, a nie inną opcję, czyli… pozytywne opinie wójtów i burmistrzów. M.in. dlatego pleszewscy aptekarze wygrali (http://orzeczenia.nsa.gov.pl/doc/F146CDF2C3) w 2016 r., że powiat nie uzasadnił swego wyboru. Uściślę: powiat ma obowiązek uzasadnienia swej dyżurowej uchwały, w tym wyboru tego, a nie innego rozwiązania. Ww. projekt z uzasadnieniem, nie jest jednak tym samym, co uchwała z uzasadnieniem.

Uchwała po podjęciu jest przesyłana do wojewody, który zwyczajowo po kilku dniach publikuje ją na stronach Dziennika Urzędowego danego województwa. Można to łatwo sprawdzić na tzw. e-dzienniku, np. w województwie wielkopolskim (http://edziennik.poznan.uw.gov.pl/#/actbymonths).

Jak działa „rozstrzygnięcie nadzorcze”?

Jeśli w publikacji wojewody pod uchwałą nie znajdujemy uzasadnienia, a nie chcemy dyżurować, sprawa jest relatywnie łatwa. Należy zasypać wojewodę wnioskami o rozstrzygnięcie nadzorcze polegające na stwierdzeniu przez wojewodę nieważności uchwały. Uwaga! Wniosek może napisać każdy, aptekarz, ale i jego żona, szwagier, sąsiad, przyjaciel domu, itp. Nie szkodzi, że wnioski będą jednobrzmiące; wprost przeciwnie. Nie szkodzi, że tylko aptekarze (osoby) wyślą je listem poleconym oraz mailem, a pozostali tylko mailem. Zmasowany nacisk nie może być zignorowany przez urzędników wojewody. Jednakże – napiszę slangiem prawników – z ostrożności procesowej podkreślę, że rozstrzygnięcie nadzorcze nie jest obowiązkiem, a uprawnieniem wojewody. Przenosząc to na apteczny grunt, recepta farmaceutyczna jest uprawnieniem, ale nie obowiązkiem farmaceuty.

Na marginesie dodam, że służby prawne wojewody powinny same wychwycić wady prawne omawianych uchwał. Ale życie pokazuje, że bywa z tym różnie. W 2018 r. przekonałem się o tym osobiście, gdyż po wnioskach pleszewskich aptekarzy wojewoda dwa razy unieważniał uchwały, ale trzeci raz tego nie zrobił, choć podstawy były solidne, wskazane przez niego w poprzednich rozstrzygnięciach nadzorczych.

Inne, grube błędy w uchwałach

Dyżurowa uchwała jest aktem prawa miejscowego, który z zasady wchodzi w życie z 14-dniowym vacatio legis. Polski porządek prawny dopuszcza krótsze vacatio legis, jego brak, a nawet obowiązywanie z mocą wsteczną (retroakcja prawa). Jednakże wtedy przepisy zmuszają uchwałodawcę do uzasadnienia (pomińmy szczegóły prawne). Tylko raz w życiu widziałem uchwałę z uzasadnieniem jej wejścia w życie z dniem publikacji.

Uchwały bardzo często zawierają kolejny gruby błąd prawny, czyli w jednym ze swych paragrafów podają, że uchwała wchodzi w życie 14 dni po jej opublikowaniu w dzienniku urzędowym województwa, a w kolejnym paragrafie, że wchodzą np. od 01 stycznia.

W czym problem? Jest dwojaki. 14 dni, po których uchwała wchodzi w życie, obliczamy następująco. Dzień publikacji jest dniem zerowym. Jeśli uchwałę opublikowano 21 grudnia, wchodzi w życie od północy z 4. na 5. stycznia, a więc w istocie od 5 stycznia. Stara uchwała przeważnie obowiązywała do 31. grudnia, a więc przez pierwsze 4 dni stycznia nie obowiązuje prawo miejscowe. Akurat jak w Śremie (link do Twego, Łukaszu, podsumowania dot. Śremu). Skoro tak, apteki pracują… nielegalnie; niedawno pisałem o tym (link do aptecznego paragrafu 22). Brak uchwały także oznacza, że nikt (WIF, policja, prokuratura, itd.) nie ma podstaw do jakichkolwiek uwag pod adresem aptekarzy, którzy swój czas wolny spędzali w dowolnym miejscu poza apteką.

Dodatkowo polskie prawo nie zezwala na dwie różne daty wejścia w życie aktu prawa miejscowego. Nawet my, aptekarze, jako nie prawnicy, łatwo zauważymy dysonans, że nie sposób zaakceptować dwóch różnych dat, od których miałyby obowiązywać omawiane przepisy.

W oczywisty sposób uchwała nie może być wykonana przez wspomniane przykładowe pierwsze 4 dni stycznia. Z punktu widzenia prawa, takie rozwiązanie jest wadą, która jest podstawą do stwierdzenia jej nieważności przez organ nadzorczy, czyli wojewodę. Nie ma znaczenia, czy jak w ww. przykładzie dotyczy to „zaledwie” 4 dni, czy jak w 2018 r. powiecie pleszewskim, około 4. miesięcy. Nie ma znaczenia, że te 4 dni już są czasem przeszłym.

Jak pomóc w stwierdzeniu nieważności uchwały?

Z informacji, które systematycznie spływają do mnie z całej Polski wynika, że arogancja radnych lub lekceważenie uwag aptekarzy (Izb) oraz procedur, skutkuje powszechnym opóźnieniem w uchwalaniu prawa miejscowego. Prowadzi to do łatwego procesu stwierdzania nieważności dyżurowych uchwał. Jak wspomniano, nie zawsze wojewoda, a raczej jego dział prawny, sam zauważa opisane błędy. Trzeba mu w tym pomoc poprzez wysyłanie wniosków o rozstrzygnięcie nadzorcze. Same się nie napiszą, ani nie wyślą.

Proszę raz jeszcze kliknąć w zamieszczony powyżej link do wielkopolskiego e-dziennika (http://edziennik.poznan.uw.gov.pl/#/actbymonths) i odszukać pozycję 822 z 17 stycznia 2019 r. Znajdziemy tam rozstrzygnięcie nadzorcze dotyczące powiatu poznańskiego. Warto się wczytać w bardzo jasny, schludny tekst, który tłumaczy, dlaczego wojewoda unieważnił uchwałę. Warto dodać, że w tym konkretnym przypadku rozstrzygnięcie było wynikiem własnego nadzoru działu prawnego wojewody. Mam uzasadnioną nadzieję, że to nie jest ostatni taki przypadek.

Podsumujmy. Powiaty nie publikują uzasadnień do swych uchwał i/lub podejmują je zbyt późno, by mogły wejść w życie zgodnie z przepisami prawa. To nie jest problem aptekarzy, tylko powiatów.

W treści uchwał widnieją dwie różne daty ich wejścia w życie. Skorzystajmy z okazji, jeśli nie chcemy dyżurować.

Zatoczyliśmy koło, gdyż dopóki nie zmieni się art. 94 lub nie zostanie uchylony, powyżej opisane dwa grube błędy powiatów dają aptekarzom silną broń w walce z nieakceptowanym narzucaniem nieopłacalnych i darmowych dyżurów.

Dobra opinia o aptece ważniejsza od zysku? To ślepa uliczka…

Na zakończenie pragnę zwrócić uwagę tych farmaceutów, którzy nie są właścicielami aptek, i dla których dyżur bywa sposobem zwiększenia wynagrodzenia. Nie myślcie, że Was nie dotyczy opisany problem. Dotyczy lub będzie dotyczył. Pracodawca liczy czy dyżur mu się opłaca. Nawet nie chodzi tylko o zysk z obrotu dyżurowego, choć to jest istotne. Czasem uznaje, że dobra opinia jest ważniejsza od zysku. Rezygnuje z dopłaty dyżurowej, a nawet potrafi o tym informować (http://www.telewizjaopolskie.pl/wiadomosci/2625,problem-z-dyzurami-nocnymi-aptek). Rezygnacja, jak w powyższym przypadku, z obraźliwej jałmużny w maksymalnej wysokości 3,2 zł, jest zrozumiała z czysto ludzkiego powodu, natomiast dla wszystkich aptekarzy jest strzałem w stopę. Pokazujemy, że nie chcemy zapłaty za pracę. Jeśli sami nie chcemy, po co radni lub politycy z własnej woli mieliby nam płacić? Potem jest płacz i zgrzytanie zębów. Jak oni nas traktują, tak mało zarabiamy, a jesteśmy po tak trudnych studiach i wykonujemy odpowiedzialną pracę!

Przypomnę również kuriozalną medialną wypowiedź z 2018 r. farmaceutki z pewnego miasta w Wielkopolsce. „(…) Nawet ta prezerwatywa to też jest potrzebna rzecz. (…) Ja, jako młoda farmaceutka, dyżurowałam co drugi tydzień i co drugi dzień. I dyżurowało się! Taki zawód sobie wybraliśmy”!

Tym, którzy prezentują powyższy sposób myślenia proponuję, by zapytali strażaków, żołnierzy, policjantów, a zwłaszcza lekarzy, czy będą dyżurować = pracować za darmo, dla uśmiechu pacjenta? Można zapytać przedstawicieli innych zawodów. Proszę zacząć od murarzy. Uszy zwiędną.

Magister stanie się dostarczycielem uprawnień dla technika?

Jeśli dyżurowe straty będą zbyt duże, pracodawca będzie je minimalizował. Zwolni pracownika, bo to najwyższy koszt. Tytuł magistra nie musi chronić przed utratą pracy. Nawet jeśli ochroni, a pracę stracą inne osoby z personelu pomocniczego, farmaceucie dojdzie więcej obowiązków po osobach zwolnionych.

Nieprawdopodobnie niemądre przyzwolenie na dzienne udostępnianie magisterskich haseł dostępu, rozleje się na nocki lub niedziele i święta. Magister stanie się (lub już jest) tylko dostarczycielem uprawnień umożliwiających funkcjonowanie apteki, ale jedynie w rozumieniu umożliwienia sprzedaży jako źródła pieniędzy dla jej właściciela, ktokolwiek by nim był. Jeden udostępni hasło tylko za dnia, drugi nocą, a trzeci cały czas, by dwa razy w miesiącu podpisać zestawienie refundacyjne. Za to otrzyma przelew na konto. W związku z tym wypadałoby przemyśleć, czy niedochodowy dla właściciela dyżur naprawdę jest zyskiem dla  pracownika, a sytuacja finansowa pracodawcy nie powinna go interesować? To już jednak temat na zupełnie inny felieton.

Artykuł pochodzi z serwisu
REKLAMA
REKLAMA

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych