Państwo chce szczepić Polaków. Tylko dlaczego raz potrzebuje do tego farmaceutów, a innym razem o nich zapomina?
Ruszyła ogólnopolska kampania „Jesień bez infekcji. Złota jesień zaczyna się od profilaktyki”. Główny Inspektorat Sanitarny, wspólnie z Głównym Inspektoratem Farmaceutycznym i Naczelną Izbą Aptekarską, zachęca Polaków do działań profilaktycznych, w tym szczepień ochronnych. To kolejna inicjatywa państwa, w której apteki i farmaceuci mogą odegrać istotną rolę. Problem w tym, że trudno nie zauważyć pewnego paradoksu. Państwo coraz częściej potrzebuje farmaceutów jako elementu systemu ochrony zdrowia, a jednocześnie w jednym z najnowszych rządowych projektów pojawiło się stwierdzenie, że farmaceuci nie należą do osób posiadających wykształcenie medyczne.
Czy można jednocześnie budować profilaktykę w aptekach i podważać medyczne wykształcenie zawodu, który tę profilaktykę realizuje?
„Jesień bez infekcji” – farmaceuci są partnerem
Kampania „Jesień bez infekcji. Złota jesień zaczyna się od profilaktyki” została uruchomiona przez GIS we współpracy z GIF oraz NIA. Jej celem jest zwiększenie świadomości dotyczącej profilaktyki chorób zakaźnych w sezonie jesienno-zimowym oraz promowanie szczepień jako sposobu zapobiegania zachorowaniom i ich powikłaniom.
To ważne, ponieważ tegoroczna kampania nie jest wyłącznie kolejnym komunikatem o konieczności mycia rąk czy pozostania w domu podczas infekcji. W centrum przekazu znajdują się również szczepienia, czyli obszar, w którym apteki w ostatnich latach przeszły ogromną zmianę. I tym razem farmaceuci nie są wyłącznie odbiorcami komunikatu. Naczelna Izba Aptekarska jest jednym z partnerów przedsięwzięcia.
To pozornie drobny szczegół. W praktyce ma jednak znaczenie symboliczne. Państwowa Inspekcja Sanitarna, Główny Inspektorat Farmaceutyczny i samorząd zawodowy farmaceutów występują wspólnie w kampanii dotyczącej zdrowia publicznego.
Trudno o lepszy dowód na to, że apteka jest dziś dla państwa czymś więcej niż miejscem, w którym pacjent odbiera lek.
To nie pierwszy raz, gdy państwo wykorzystuje potencjał aptek
Historia ostatnich lat pokazuje, że farmaceuci stopniowo stawali się częścią systemu profilaktyki. Jednym z najbardziej wyraźnych przykładów była pandemia COVID-19. W ramach organizacji Narodowego Programu Szczepień umożliwiono wykonywanie szczepień w aptekach, a przeszkoleni farmaceuci zaczęli wykonywać szczepienia. Informacje dla pacjentów publikowane w oficjalnych serwisach państwowych wskazywały wprost, że szczepienie w aptece wykonuje przeszkolony farmaceuta. Była to fundamentalna zmiana sposobu postrzegania apteki.
Pacjent nie musiał już traktować jej wyłącznie jako miejsca realizacji recepty. Apteka mogła stać się punktem, w którym można uzyskać świadczenie związane z profilaktyką. To nie jest już eksperyment. To element systemu.
Ponad 2400 Aptecznych Punktów Szczepień
Skalę zmian dobrze pokazują dane. Aktualnie w Polsce działa już ponad 2400 Aptecznych Punktów Szczepień realizujących szczepienia finansowane przez NFZ.
To oznacza tysiące miejsc, w których pacjent może otrzymać świadczenie bez konieczności rozpoczynania całej ścieżki od wizyty w przychodni. Z perspektywy zdrowia publicznego jest to ogromna wartość.
Apteka jest bowiem miejscem, do którego pacjent przychodzi często bez wcześniejszego planowania. Farmaceuta może rozpoznać potrzebę profilaktyki, poinformować o dostępnych szczepieniach i – jeżeli spełnione są odpowiednie warunki – wykonać szczepienie. To szczególnie istotne w przypadku szczepień sezonowych.
Grypa jest tutaj najlepszym przykładem. Oficjalne materiały pacjent.gov.pl wskazują możliwość szczepienia zarówno w POZ, jak i w aptekach. Co więcej, państwo stworzyło również rozwiązania ułatwiające farmaceutom wystawianie recept na szczepionki stosowane u dorosłych, w tym preparaty refundowane. Najpierw więc nadano farmaceutom kompetencje. Następnie zbudowano system finansowania. Potem zaczęto informować pacjentów, że w aptece można się zaszczepić.
A teraz państwo organizuje kampanię profilaktyczną, której jednym z partnerów jest Naczelna Izba Aptekarska. Trudno więc twierdzić, że farmaceuta jest w tym systemie przypadkowym uczestnikiem.
Były już rządowe kampanie, w których farmaceuta był częścią rozwiązania
Nie można patrzeć na „Jesień bez infekcji” w oderwaniu od wcześniejszych działań. W czasie pandemii farmaceuci byli przedstawiani pacjentom jako osoby, które mogą wykonywać szczepienia w aptekach. Państwowy portal dla pacjentów publikował materiały informujące o możliwości szczepienia w aptece i wskazywał farmaceutę jako osobę wykonującą świadczenie.
Później rozwiązanie zostało utrzymane i rozszerzone. W 2025 roku portal pacjent.gov.pl informował wprost: „Zaszczep się u farmaceuty”. Materiał obejmował szczepienia możliwe do wykonania w aptekach i przedstawiał farmaceutę jako osobę, do której pacjent może zwrócić się w sprawie szczepienia. Również Narodowy Fundusz Zdrowia zaczął przedstawiać apteki jako realny element systemu szczepień. Z kolei Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego PZH publikuje informacje dotyczące szczepień dorosłych realizowanych w aptekach, wskazując, że za podanie szczepionki przez farmaceutę płaci NFZ.
A jednak nagle farmaceuta nie ma wykształcenia medycznego?
I właśnie tutaj pojawia się problem, którego nie da się przemilczeć. 5 sierpnia 2026 roku do Sejmu trafił rządowy projekt zmian w Prawie farmaceutycznym dotyczący m.in. nowych zasad komunikacji i reklamy aptek. Projekt otrzymał numer druku 3002. W uzasadnieniu znalazło się stwierdzenie, zgodnie z którym farmaceuci nie należą do osób posiadających wykształcenie medyczne.
To właśnie to zdanie wywołało sprzeciw środowiska aptekarskiego. I nie chodzi wyłącznie o semantykę.
Ustawa z 10 grudnia 2020 roku o zawodzie farmaceuty mówi wprost w art. 2 ust. 1:
„Zawód farmaceuty jest samodzielnym zawodem medycznym.”
Nie jest to opinia Naczelnej Izby Aptekarskiej. Nie jest to stanowisko organizacji branżowej. To obowiązujący przepis ustawy. Dlatego pojawia się fundamentalne pytanie: jak można jednocześnie uznawać farmaceutę za osobę wykonującą samodzielny zawód medyczny, powierzać mu wykonywanie szczepień, włączać go do publicznego systemu profilaktyki, finansować jego świadczenia z NFZ, a następnie w uzasadnieniu rządowego projektu stwierdzać, że nie posiada on wykształcenia medycznego?
To nie jest wyłącznie spór o reklamę
Można oczywiście powiedzieć: to tylko uzasadnienie projektu dotyczącego reklamy aptek. Tyle że język ustaw i uzasadnień ustaw ma znaczenie. Jeżeli raz zaczynamy rozdzielać „wykształcenie farmaceutyczne” od „wykształcenia medycznego”, pojawia się pytanie, gdzie zostanie postawiona granica.
- Czy farmaceuta jest wystarczająco medyczny, aby kwalifikować pacjenta do szczepienia?
- Czy jest wystarczająco medyczny, aby wykonać szczepienie?
- Czy jest wystarczająco medyczny, aby udzielić świadczenia zdrowotnego?
- Czy jest wystarczająco medyczny, aby państwo finansowało wykonywane przez niego szczepienia?
- Ale już nie wystarczająco medyczny, aby przepisy dotyczące osób z wykształceniem medycznym odnosiły się do niego w taki sam sposób?
To właśnie ta niespójność budzi największe wątpliwości. Naczelna Rada Aptekarska nazwała zapis w uzasadnieniu „oczywistym błędem o charakterze fundamentalnym” i wskazała, że pozostaje on w sprzeczności z ustawowym statusem farmaceuty jako osoby wykonującej samodzielny zawód medyczny.
Państwo powinno mówić jednym głosem
Jeżeli farmaceuta jest partnerem państwa w profilaktyce, powinno to wynikać nie tylko z kampanii informacyjnej, ale również z języka legislacji.
Nie można oczekiwać od farmaceutów, że będą brać odpowiedzialność za wykonywanie świadczeń zdrowotnych, prowadzić dokumentację, kwalifikować pacjentów, wykonywać szczepienia, reagować na działania niepożądane i uczestniczyć w systemie finansowanym przez NFZ, a jednocześnie w innym miejscu systemu sugerować, że ich wykształcenie nie jest medyczne.
Taki komunikat jest po prostu niespójny. Tym bardziej że państwo samo przez ostatnie lata inwestowało w rozwój kompetencji farmaceutów. Jeżeli chcemy, aby apteki były realnym miejscem profilaktyki, musimy traktować farmaceutę jak pełnoprawnego uczestnika systemu ochrony zdrowia.
Farmaceuta nie powinien być „medyczny na potrzeby kampanii”
W całej tej dyskusji jest jeszcze jeden element, o którym warto powiedzieć głośno. Farmaceuci nie oczekują specjalnego traktowania. Nie chodzi o to, aby ustawodawca uznawał ich za lekarzy czy pielęgniarki. Farmacja jest odrębnym zawodem, z własnymi kompetencjami, odpowiedzialnością i zakresem wykonywanych świadczeń.
Chodzi o coś znacznie prostszego: spójność.
Jeżeli ustawa określa farmaceutę jako osobę wykonującą samodzielny zawód medyczny, to kolejne regulacje powinny ten fakt respektować.
Artykuł pochodzi z serwisu