W aptekarstwie chodzi przede wszystkim o dobro pacjenta, a nie o przedsiębiorczość…
W 2018 roku ubyło ponad 450 aptek z niespełna 15 tysięcy. To efekt ustawy tzw. Apteki dla aptekarza. Zdaniem ekspertów placówek będzie coraz mniej. Ponadto te przepisy osłabiają konkurencję i zamykają rynek.
Zdaniem Marcina Nowackiego ze Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, zmniejszenie się wolumenu aptek będzie postępowało.
– W pierwszym roku z dwóch obowiązywania ustawy „apteka dla aptekarza” cały czas mamy ten efekt, kiedy wiedzieliśmy, że ta ustawa jest procedowana i przedsiębiorcy apteczni wtedy bardzo dynamicznie uzyskiwali nowe zaświadczenia. Był skokowy wzrost wniosków o wydanie zezwoleń. Wiedzieli, że za chwilę ten rynek się zamknie. Także i tak w jakiś sposób zamortyzowali ten spadek – dodaje Nowacki.
Obecne przepisy zakładają, że farmaceuta może założyć maksymalnie cztery apteki (czytaj więcej: Mniejsza liczba aptek receptą na patologie?). W promieniu pół kilometra nie może też być innej apteki, a na nową placówkę ma przypadać co najmniej 3 tys. osób. Jak tłumaczy Nowacki, ustawa osłabia konkurencję i jest parasolem dla osób z branży. Jego zdaniem pacjent ma prawo do tego, aby apteki konkurowały między sobą jakością usługi i ceną, którą oferują. Jednak „Apteka dla aptekarza” nijak ma się do tego, aby rynek apteczny był konkurencyjny, otwarty i propacjencki. Raczej zamyka rynek i ma zamykać tych, którzy nie umieją sobie na nim radzić.
Biznes czy dobro pacjenta?
Marcin Wiśniewski ze Związku Aptekarzy Pracodawców Polskich Aptek twierdzi z kolei, że w podobny sposób jest uregulowane ok. 70% rynku aptecznego w krajach UE.
– W aptekarstwie chodzi przede wszystkim o dobro pacjenta, a nie o przedsiębiorczość. Jest to rynek skrajnie regulowany i zamknięty, otoczony wysokim murem z każdej strony. Asortyment apteki jest bardzo ograniczony – 40% leków wydawanych z apteki jest lekami o sztywnych, narzuconych cenach i marżach. Trudno tu w takim razie mówić o jakiejkolwiek przedsiębiorczości – tłumaczy.
Zdaniem Wiśniewskiego wolnorynkowe zasady w branży aptekarskiej oznaczają, że właściciele dużych sieci dyktują asortyment aptek, czyli np. tańsze, ale gorsze leki.
– Farmaceuta często realizuje biznes, a nie faktyczne zadania apteki. Traci niezależność w takiej aptece i sprawy merytoryczne podejmuje właściciel apteki. Ludzie spoza branży chcą generować zysk, a zadaniem farmaceuty jest czasem to, by obniżyć ten zysk. Farmaceuta działając dla dobra pacjenta, czasami musi odmówić wydania leku – mówi szef ZAPPA (czytaj więcej: Mamy mniej aptek – żadne zaskoczenie dla branży).
Źródło: IK/polskieradio24.pl
Artykuł pochodzi z serwisu